W Euro 2012 do rozegrania pozostał już tylko
jeden mecz – finał pomiędzy reprezentacjami Włoch i Hiszpanii. Nadszedł więc
czas pierwszych podsumowań. Niezależnie od wyniku już teraz można pokusić się o
wybór największych gwiazd i przegranych polsko-ukraińskiego turnieju. Bo
przecież mało prawdopodobne, by Buffon czy Casillas puścili szmatę, a Pirlo
zagrał najgorszy mecz w karierze.
Najlepszy bramkarz:
Kandydatów było trzech: Rui
Patricio z Portugalii, Gianluigi Buffon z Włoch i Iker Casillas z Hiszpanii. Wygrał ten ostatni, gdyż to on zapewnił
Hiszpanom możliwość zwycięstwa z Chorwacją - w końcówce meczu obronił strzał
głową z trzech metrów Ivana Rakiticia! Ponadto
obronił jedenastkę Joao Moutinho w serii rzutów karnych w półfinałowym
starciu z Portugalią. Spośród trójki wymienionych jest najpewniejszy –
Buffonowi i Patricio zdarzały się w tym turnieju niepewne interwencje i
nieporozumienia z obrońcami, które mogły skończyć się stratą bramki. Casillas
takich problemów nie miał. Dość powiedzieć, że Hiszpanie w tym turnieju
stracili zaledwie jednego gola.
Najlepszy obrońca:
Przed meczami półfinałowymi moim
faworytem był Mats Hummels. Ale mecz z Włochami obnażył jego braki – dał się
ograć jak dziecko Antonio Cassano, dzięki czemu ten miał prostą drogę do
dośrodkowania na głowę Balotelliego. W związku z tym na ostatniej prostej
wyprzedził go Fabio Coentrao. Trudno
w zasadzie stwierdzić, że jest to obrońca, gdyż częściej niż w obronie mogliśmy
go oglądać w roli rozgrywającego bądź lewoskrzydłowego dublującego pozycję
Cristiano Ronaldo. Nominalnie ustawiany był na lewej obronie, dlatego też mógł
wygrać klasyfikację na najlepszego obrońcę. Zresztą ta jego wszechstronność,
żelazne płuca i doskonała gra zarówno w obronie, jak i w ataku zdecydowały o
jego triumfie w tej kategorii. Jedynym, który sprawiał mu większe problemy był Jesus
Navas, ale miało to miejsce od 105 minuty półfinałowego meczu przeciwko
Hiszpanii podczas gdy Portugalczyk grał od początku meczu, a Navas wszedł pod
koniec drugiej połowy. Klasowy występ.
Najlepszy pomocnik:
Tu wybór był najprostszy. Andrea Pirlo – najlepszy pomocnik, ale
także najlepszy zawodnik turnieju. Mówiąc krótko: od niego wszystko się
zaczyna, mózg drużyny, reżyser i dyrygent poczynań włoskiej drużyny. Każda
akcja przechodzi przez niego, to on decyduje o tempie i obliczu Italii. Mówi
się, że po trzydziestce piłkarz gra coraz gorzej, ale Pirlo swoją postawą na
boisku zaprzecza tej tezie. Przed sezonem 33-letni pomocnik AC Milan przeszedł
do Juventusu Turyn i odżył. Z Milanem zdobył wszystko i brakowało mu motywacji.
Odnalazł ją w Turynie i od razu stał się kluczową postacią w zespole mistrza
Włoch. Podaje na milimetry (w Euro 3 asysty), doskonale egzekwuje stałe
fragmenty gry (1 gol) i… wykonuje karne (jedenastka z meczu z Anglią przejdzie
do historii). Nie jest może szybki, ale za to doskonały technicznie. Odebranie
mu piłki graniczy niemal z cudem. To zdecydowanie jego turniej.
Najlepszy napastnik:
To nie był turniej napastników.
Zawodzili van Persie, Wayne Rooney, Helder Postiga, przebłysk z meczu z
najsłabszą na turnieju Irlandią zanotował Fernando Torres, ale potem osiadł na
ławce, Zlatan Ibrahimović nie mógł znaleźć sobie miejsca na boisku, Mario Gomez
zagrał dwa mecze i zniknął, Mario Balotelli zaskoczył w najważniejszym momencie
– w półfinale z Niemcami, ale wcześniej zmarnował kilka stuprocentowych okazji.
Dlatego wybór padł na Mario Mandżukicia
– strzelca trzech goli (2 z Irlandią i 1 z Włochami). Wykorzystał wszystkie
okazje, które wypracowali mu partnerzy z reprezentacji Chorwacji i to jego
skuteczność zadecydowała o moim wyborze. Klasę zawodnika dostrzegli także
włodarze Bayernu Monachium, którzy natychmiast po odpadnięciu Chorwacji z
turnieju zdecydowali się wykupić napastnika z Wolfsburga.
Największe
rozczarowanie (reprezentacja) i największe zaskoczenie (in minus):
Holandia – jeden z głównych faworytów do zdobycia tytułu mistrza
Europy zawiódł na całej linii. Fakt, grali w grupie śmierci z Niemcami,
Portugalią i Danią, ale to oni wraz z Niemcami mieli dyktować warunki gry i
wspólnie z nimi bez większych problemów do ćwierćfinału. Tymczasem Wesley
Sneijder, Robin van Persie, Arjen Robben i spółka przegrali wszystkie trzy
mecze i po fazie grupowej pożegnali się z turniejem. Holendrzy nie stanowili
zespołu. Wewnętrzne kłótnie, niezadowolenie m.in. van der Vaarta i Huntelaara z
siedzenia na ławce i egoistyczna gra największych gwiazd drużyny przełożyły się
na fatalną atmosferę, a co gorsza na postawę na boisku. W pojedynkę nikt meczu
nie wygra, a Holendrzy sprawiali wrażenie, jakby nie rozumieli podstaw piłki
nożnej.
Największe
rozczarowanie (zawodnik):
I tu był problem bogactwa. Dlatego wybór padł na aż trzech
graczy. Arjen Robben miał fatalny
sezon w Bayernie Monachium, niemniej Bert van Maarvijk mu zaufał. Nie opłaciło
się. Holender grał zbyt indywidualnie, nie dostrzegał lepiej ustawionych
kolegów, wszystkie akcje chciał kończyć strzałem. Kiedy już zdecydował się
podać (do van der Vaarta w ostatnim meczu z Portugalią) padła bramka. Tylko że
to był tylko wypadek przy pracy Robbena, a nie stała tendencja jego zachować.
Wszystkie jego braki najlepiej obnażył kolega z Bayernu, Phillip Lahm –
wystarczyło, by Niemiec blokował Holendrowi lewą nogę i ten miotał się jak
dziecko we mgle.
Z goła odmienne nastroje
towarzyszyły przed turniejem Robinowi
van Persiemu, który miał za sobą fantastyczny sezon okraszony zdobyciem
tytułu króla strzelców Premiership. Niestety już w meczu z Danią zaprzepaścił
tyle doskonałych sytuacji co w całych rozgrywkach ligi angielskiej. I potem już
do końca nie mógł się odnaleźć. Strzelił co prawda bramkę Niemcom, ale był to
jedynie jednorazowy wyskok. Szkoda, bo typowałem go na jedną z gwiazd Euro
2012.
Lukas Podolski – chyba zawróciła mu w głowie przeprowadzka do
Arsenalu. Łukasz nie był tym samym zawodnikiem co w FC Koeln. Przebojowy,
szybki, niezwykle zadziorny i niebezpieczny pod bramką rywali podczas Euro
zgasł, stał się anemicznym, bardzo przeciętnym zawodnikiem. Apogeum jego słabej
postawy oglądaliśmy podczas warszawskiego półfinału z Włochami, gdzie został
zmieniony po pierwszej połowie. Przez 45 minut nie pokazał nic poza kilkoma
bardzo nieprecyzyjnymi zagraniami. A
może to presja gry w kraju jego przodków go zjadła. O wiele lepiej spisali się dwaj jego zmiennicy – Andre Schurrle i
Marco Reus.
Największe
zaskoczenie (in plus):
Anglia – pomimo licznych kłopotów kadrowych zdolali wyjść z trudnej
grupy w pierwszego miejsca i napędzić stracha Włochom w ćwierćfinale Przed
turniejem pisałem, że Anglicy nie maja większych szans na odegranie znaczącej
roli w Euro 2012. Ba, nawet na wyjście z grupy. Tymczasem pokazali charakter,
wolę walki i hart ducha. Udowodnili, że brak m.in. Garetha Barry’ego, Franka
Lamparda, Gary’ego Cahilla i – w dwóch pierwszych meczach – Wayne’a Rooney’a
oraz mając problemy z selekcjonerem (Roy Hodgson objął te funkcje po Fabio
Capello na niespełna miesiąc przez mistrzostwami) można pokusić się o niespodziankę. Wyprzedzenie
Francji, Szwecji i współgospodarza Ukrainy było niemałym osiągnięciem. W
ćwierćfinale zostali pokonani przez Włochów, ale przez 120 minut doskonale się
bronili i mieli przy tym odrobinę szczęścia. Ostatecznie nie dali rady, ale ich
dobry występ był dla mnie sporym zaskoczeniem.
Moralny zwycięzca:
Nie ukrywam – kategoria
specjalnie utworzona, by uhonorować Irlandię.
Nie tylko grę zawodników, którzy nawet przegrywając 4:0 z Hiszpanią do końca
dążyli do zdobycie honorowej bramki, ale także – a może przede wszystkim – z
uwagi na jej fantastycznych kibiców. Ich chóralne śpiewy we wspomnianym meczu z
Hiszpanią przy stanie 4:0 przejdą do historii jako wzór dopingowania swojej
reprezentacji w sytuacji druzgocącej porażki. Dzięki takiej postawie zaskarbili
sobie sympatię nie tylko polskich kibiców, ale też tych z całego świata. To o
nich mówiono częściej aniżeli o grze piłkarzy, to oni zrobili swojemu kraju
doskonałą reklamę. I kto wie, czy nie załatwili Irlandii (Szkocji i Walii)
wygranej w wyścigu o organizację Euro 2020.
Jedenastka turnieju:
Iker Casillas – Joao
Pereira, Mats Hummels, Sergio Ramos, Fabio Coentrao – Andrea Pirlo, Daniele de
Rossi, Xabi Alonso, Vaclav Pilar, Jewhen Konoplanka – Mario Mandżukić
Następny tak wielki turniej w
Polsce odbędzie się w 2014 roku. Wbrew słowom ministry Muchy nie będą to
Mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn, a Mistrzostwa Świata, dyscypliny tym
razem nie pomyliła. Szkoda, że to już koniec.