Krótka przypominajka. Kilka
godzin wcześniej Antoni „wszędzie widzę
podsłuch, wyczuwam spisek i wszelkie katastrofy powszechnie uważane za
katastrofy były w istocie zamachami” Macierewicz w swym kwiecistym, niezwykle
emocjonalnym, wręcz cholerycznym przemówieniu oskarżył Tuska, B. Klicha,
Sikorskiego, Arabskiego i J. Millera o zdradę i celowe działanie w celu „wykluczenia
prezydenta Lecha Kaczyńskiego z uroczystości w Katyniu”. A, i jeszcze o spiskowanie z Putinem. I
jeszcze o niedopełnienie obowiązków. I w ogóle o „szereg przestępstw na szkodę
Rzeczypospolitej Polski oraz jej konstytucyjnych organów”. Generalnie o
wszystko, o co można oskarżyć premiera demokratycznego państwa.
W owym wywiadzie przeprowadzanym
przez pewnego kogoś (nie wiem kogo, bo nie byłem w stanie wytrzymać na tyle
długo, by dowiedzieć się, kto zadaje tak głupie, tendencyjne pytania), Antoni
„wszędzie widzę podsłuch, wyczuwam spisek i wszelkie katastrofy powszechnie
uważane za katastrofy były w istocie zamachami” Macierewicz kreował się na męża
stanu, jedynego, który prawdę zna i jedynego, który o tę prawdę walczy (umownie
oczywiście, bo on walczy najbardziej, ale z polecenia Jarka K.). – Otoczenie
premiera i on sam nie dopełnili obowiązków, a BOR nawet nie sprawdził i nie
zabezpieczył lotniska. – mówił Antek. Zaaferowany dziennikarzyna wtórował: – No
tak, przecież nie chodziło o tanie państwo. – Ale oczywiście, że nie, najwyraźniej
komuś bardzo zależało na tym, by
prezydent do Katynia nigdy nie doleciał. Czyli – zamach, którego autorami byli funkcjonariusze
BOR, Tusk, Arabski, Sikorski, Miller, Klich i Putin.
Jednak najgorsze dopiero miało
nadejść. Telefon do radyja: – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja
Dziewica. Mam pytanie do szanownego pana ministra. Jak pan myśli, czy wybuch
tego islandzkiego wulkanu był przypadkowy i miał wpływ na zachodnich
przywódców, by nie przyjeżdżać na pogrzeb ś.p. Lecha Kaczyńskiego?”. Szczena mi
opadła. Odpowiedź: – Wiem jedno: wybuch wulkanu był wykorzystywany jako
pretekst, by nie pojawiać się na Wawelu. Taki Obama, zamiast być w Polsce, grał
w tym czasie w golfa”. WTF!! No, jawne nabijanie się z sojusznika i dawanie
klapsa w dupę Tuskowi. Kolejny telefon: – Niech będzie pochwalony Jezus
Chrystus i Maryja Dziewica. Chciałbym panu posłowi pogratulować tej siły w
dążeniu do prawdy. Nie chcę przesadzać, ale moim zdaniem jest to siła
nadprzyrodzona. Mam Pana zdjęcie z pierwszej komunii i sądzę, że to z tej
hostii czerpie Pan tę siłę”. Wyłączyłem radio. Jeszcze chwila i przeszedłbym na
ciemna stronę mocy, mózg by mi się wyprał i parokrotnie wyrznął i
potrzebowałbym egzorcysty tak jak ci słuchacze opętani przez nadprzyrodzone
siły Antoniego M.
Z jednej strony było to
pouczające doświadczenie. Z drugiej to straszne, jaki to radio ma posłuch i
wpływ na kształtowanie opinii wśród
pewnego, jasno określonego środowiska bezgranicznie
wierzącego w słowa oszołoma Macierewicza i równie oszołomionego dziennikarzyny
tegoż radia, jak potrafi wyprać mózg. Przerażające.
Nie mówię, że władza czy BOR są
całkowicie zwolnione od odpowiedzialności, ale mówienie o ich celowym działaniu na szkodę państwa jest grubą
przesadą. Wręcz herezją… działaniem na szkodę państwa. I tu kółko się zamyka.
Chciałbym już o tej katastrofie
zapomnieć. A taki Antek mi nie pozwala. Nie spocznie, dopóki nie dojdzie… do
prawdy. Swojej prawdy… A jak wiadomo "istnieją trzy rodzaje prawdy: święta
prawda, tysz prawda i gówno prawda”. Czwartej, macierewiczowej prawdy, nie ma.
Jakiś oksymoron chyba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz