Szukaj na tym blogu

czwartek, 12 lipca 2012

Zamach, wulkan i maryjowo-macierewiczowa prawda

            Wczoraj jak co wieczór, przed snem, słuchałem muzyki. Peszek chciał, że pomiędzy słuchanymi przeze mnie radiami – WaWą a EskąRock – jest jeszcze jedyne słuszne radio toruńskiego księdza dyktatora. Pech chciał, że w pewnym momencie nieopatrznie paluch mi się omsknął i zatrzymałem się na Radiu maRyja. Wtem moje uszy zostały zgwałcone głosem Antoniego „wszędzie widzę podsłuch, wyczuwam spisek i wszelkie katastrofy powszechnie uważane za katastrofy były w istocie zamachami” Macierewicz, który akurat zasiadał w studiu. Temat: „Oskarżenia ws. katastrofy smoleńskiej”. Ogarnęła mnie ciekawość (zboczenie zawodowe). I to był błąd.
Krótka przypominajka. Kilka godzin wcześniej  Antoni „wszędzie widzę podsłuch, wyczuwam spisek i wszelkie katastrofy powszechnie uważane za katastrofy były w istocie zamachami” Macierewicz w swym kwiecistym, niezwykle emocjonalnym, wręcz cholerycznym przemówieniu oskarżył Tuska, B. Klicha, Sikorskiego, Arabskiego i J. Millera o zdradę i celowe działanie w celu „wykluczenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego z uroczystości w Katyniu”.  A, i jeszcze o spiskowanie z Putinem. I jeszcze o niedopełnienie obowiązków. I w ogóle o „szereg przestępstw na szkodę Rzeczypospolitej Polski oraz jej konstytucyjnych organów”. Generalnie o wszystko, o co można oskarżyć premiera demokratycznego państwa.
W owym wywiadzie przeprowadzanym przez pewnego kogoś (nie wiem kogo, bo nie byłem w stanie wytrzymać na tyle długo, by dowiedzieć się, kto zadaje tak głupie, tendencyjne pytania), Antoni „wszędzie widzę podsłuch, wyczuwam spisek i wszelkie katastrofy powszechnie uważane za katastrofy były w istocie zamachami” Macierewicz kreował się na męża stanu, jedynego, który prawdę zna i jedynego, który o tę prawdę walczy (umownie oczywiście, bo on walczy najbardziej, ale z polecenia Jarka K.). – Otoczenie premiera i on sam nie dopełnili obowiązków, a BOR nawet nie sprawdził i nie zabezpieczył lotniska. – mówił Antek. Zaaferowany dziennikarzyna wtórował: – No tak, przecież nie chodziło o tanie państwo. – Ale oczywiście, że nie, najwyraźniej komuś  bardzo zależało na tym, by prezydent do Katynia nigdy nie doleciał. Czyli – zamach, którego autorami byli funkcjonariusze BOR, Tusk, Arabski, Sikorski, Miller, Klich i Putin.
Jednak najgorsze dopiero miało nadejść. Telefon do radyja: – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Dziewica. Mam pytanie do szanownego pana ministra. Jak pan myśli, czy wybuch tego islandzkiego wulkanu był przypadkowy i miał wpływ na zachodnich przywódców, by nie przyjeżdżać na pogrzeb ś.p. Lecha Kaczyńskiego?”. Szczena mi opadła. Odpowiedź: – Wiem jedno: wybuch wulkanu był wykorzystywany jako pretekst, by nie pojawiać się na Wawelu. Taki Obama, zamiast być w Polsce, grał w tym czasie w golfa”. WTF!! No, jawne nabijanie się z sojusznika i dawanie klapsa w dupę Tuskowi. Kolejny telefon: – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Dziewica. Chciałbym panu posłowi pogratulować tej siły w dążeniu do prawdy. Nie chcę przesadzać, ale moim zdaniem jest to siła nadprzyrodzona. Mam Pana zdjęcie z pierwszej komunii i sądzę, że to z tej hostii czerpie Pan tę siłę”. Wyłączyłem radio. Jeszcze chwila i przeszedłbym na ciemna stronę mocy, mózg by mi się wyprał i parokrotnie wyrznął i potrzebowałbym egzorcysty tak jak ci słuchacze opętani przez nadprzyrodzone siły Antoniego M.
Z jednej strony było to pouczające doświadczenie. Z drugiej to straszne, jaki to radio ma posłuch i wpływ na kształtowanie opinii  wśród pewnego, jasno określonego środowiska bezgranicznie wierzącego w słowa oszołoma Macierewicza i równie oszołomionego dziennikarzyny tegoż radia, jak potrafi wyprać mózg. Przerażające.
Nie mówię, że władza czy BOR są całkowicie zwolnione od odpowiedzialności, ale mówienie o ich celowym działaniu na szkodę państwa jest grubą przesadą. Wręcz herezją… działaniem na szkodę państwa. I tu kółko się zamyka.
Chciałbym już o tej katastrofie zapomnieć. A taki Antek mi nie pozwala. Nie spocznie, dopóki nie dojdzie… do prawdy. Swojej prawdy… A jak wiadomo "istnieją trzy rodzaje prawdy: święta prawda, tysz prawda i gówno prawda”. Czwartej, macierewiczowej prawdy, nie ma. Jakiś oksymoron chyba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz