Szukaj na tym blogu

sobota, 13 października 2012

Rząd ciągle sobie ufa...



Wczorajsze tzw. „drugie expose” (nie wiedzieć czemu drugie, skoro trzecie) miało być dniem próby dla premiera rządu naszego. Żeby nie było, nie było to expose Glińskiego czy Cymańskiego, co to to nie, to było wystąpienie Tuska, które miało… W zasadzie nie wiadomo co miało, ale cokolwiek to było, to swojego zadania nie spełniło…  A nie, przepraszam, jedno spełniło: rząd znów sobie zaufał.

Teorii jest kilka. Pierwsza z nich głosi, że expose miało odwrócić negatywny trend sondażowy, w którym PO cały czas traci przy równoczesnym umacnianiu się PiS. Doszło do tego, że po raz pierwszy od 2005 roku Platforma straciła pozycję lidera na rzecz partii Jarosława Kaczyńskiego. Najnowszy sondaż TNS Polska przeprowadzony już po wystąpieniu zdaje się potwierdzać, że przemówienie Tuska niczego nie zmieniło – 40 do 35 prowadzi PiS.

Druga teoria „mówi” o zarysowaniu kierunku zmian. Premier obiecał m.in. zmiany w sektorze gospodarki, wzmocnienie przedsiębiorczości, modernizację kolei, dokończenie budowy autostrad i obwodnic miast oraz wydłużenie urlopu macierzyńskiego z pół roku do roku. Jak skrzętnie wyliczyli ekonomiści, na wszystkie reformy potrzeba bagatela 234 mld zł! Budżet UE, który miałby zapewnić nam 300 mld zł, nie jest jeszcze zatwierdzony i nie wiadomo, czy taka kwota zasili państwowe konto. Zresztą, te 300 mld zł Po obiecywało w kampanii wyborczej już w 2010 roku. Taka powtórka z rozrywki.  I tu pojawia się pytanie m.in. o to, kto ma te drogi dokończyć i wybudować nowe w sytuacji, kiedy mając w pamięci wydarzenia po EURO 2012 i liczne upadki kolejnych dużych firm budowlanych, spółki obawiają się złożenia oferty, by nie spotkał ich taki sam los. Kolej modernizujemy od 23 lat, od czasu przemiany ustrojowej kolejne rządy obiecują to samo i co? Jedyną zmianą na kolei jest ciągle rosnąca liczba wypadków. Nie mówiąc już o tym, że kilka ze złożonych wczoraj obietnic, m.in. obwodnica Poznania, było złożonych już dwa lata temu. Jak widać, niektóre obietnice są ciągle aktualne.

Wysłuchawszy części "expose" dotyczącej wydatków czekałem tylko na płynne przejście do części "komu zabrać", żeby złożone obietnice móc zrealizować. Tej kartki premier jednak zapomniał i po godzinie przemówienie zakończył. Ku zaskoczeniu wszystkich - po raz pierwszy premier nikomu nic nie zabrał! A przynajmniej nic o tym nie powiedział, takie "ukryte koszty", taki tekst oznaczony "gwiazdką", którego - jak wiadomo - nikt nie czyta.

Trzeci powód wczorajszego wystąpienia – bo już nie teoria, skoro premier  sam to przyznał – to chęć sprawdzenia, czy Tusk nadal ma większość w Sejmie po ostatnich tarciach w koalicji i wewnątrz samego PO. Stąd wniosek o wotum zaufania. To miało też inny cel – Tusk chciał uprzedzić tym ruchem wniosek o wotum nieufności, którego złożenie zapowiedziało PiS. To akurat spełniło swoje zadanie. Trudno było oczekiwać, że PSL i PO podkopią pod sobą doły i w nie wpadną, naiwnością było myślenie, że wobec nadzwyczajnej mobilizacji posłów koalicji rząd upadnie, a skoro koalicja nadal ma większość, to ponowne głosowanie, tym razem z zamiarem obalenia rządu, nie ma najmniejszego sensu. Jasne, Tusk trochę pogroził PSL-owi oraz konserwatywnemu skrzydłu wewnątrz PO, jednak strach przed straceniem stołka okazał się na tyle poważnym argumentem, że nawet spory odeszły na drugi plan. Pytanie tylko, czy nie skończy się podobnie jak to miało miejsce w przypadku „paktu stabilizacyjnego” PiS-LPR-Samoobrona. Tam miarka w końcu się przebrała. To może być podobnie – w siłę rośnie frakcja konserwatywna, na jaw wychodzą kolejne afery, a PSL szuka sojuszników w partiach opozycyjnych. To nie wróży nic dobrego.

Po wystąpieniu premiera liczne media zadały pytanie: czy uwierzyłaś/-eś premierowi w jego obietnice? A ja się pytam, jakie to ma teraz znaczenie? Wyborów nie ma i raczej nie należy się ich spodziewać w ciągu najbliższych miesięcy, może trzech lat. Kiedy do nich dojdzie, wtedy, śmiem twierdzić, to znów nie będzie to problem rozliczonych bądź nierozliczonych obietnic, a tego, kto będzie mniej gorszy dla Polski. Niestety, nasza za przeproszeniem klasa polityczna nie spiera się merytorycznie, nie walczy na programy, a na sposoby dowalenia konkurentowi. W takiej sytuacji wyborcy mają dwa wyjścia: nie głosować lub zagłosować wybierając mniejsze zło, na tego, kogo sposób dowalania mu bardziej odpowiada. Taki kraj. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz