„Kiedy przyjdzie czas my wrócimy się przypomnieć”. To jeden z ostatnich wersów wieńczącego album utworu „Zamykamy”. A jeśli ten krążek powstanie, wtedy będzie można rozliczyć artystów z ich muzycznego credo zawartego w piosenkach „Cele” i właśnie „Zamykamy”. Jeśli ów założenia zostaną osiągnięte, a artyści, tak jak deklarują, pozostaną sobą (czyli nie dadzą sobie narzucić innego stylu), wtedy będzie można realnie ocenić ich „Pracę magisterską”. Warto przy tym zaznaczyć, że oba wspomniane utwory należą do najmocniejszych punktów tego wydawnictwa.
Ale to nie jedyne mocne punkty tej płyty. Obok dwóch wyżej wymienionych moją uwagę przykuły również utwory „Jazz Daniel’s” (i tu następuje słuszne skojarzenie z „Jack’iem Daniel’sem", co bynajmniej nie jest powodem przykucia mojej uwagi; jest nim raczej drugie skojarzenie z piosenką „Whisky” grupy Dżem”), „List” oraz „Starszy Pan” będący coverem piosenki Mieczysława Fogga. Ogólnie „Praca magisterska” składa się z jedenastu rozdziałów.
No dobra, ale co to właściwie za muzyka? Styl Magister Ninja to swoisty miszmasz – mieszanka rocka, rapu i muzyki elektronicznej. Mamy tu rockowy podkład z licznymi solówkami, rapowane zwrotki i śpiewane refreny. Niestety momentami odnosiłem wrażenie, że podkład nie współgra z wokalem, aczkolwiek nie przeszkadzało to w odbiorze. Bardziej irytuje niemożność zrozumienia niektórych partii tekstu z uwagi na niezbyt dobrą dykcję raperów i natłok tekstu. Ze śpiewem wokalistki jest lepiej, przynajmniej jest zrozumiała, ma ciekawą barwę, ale też wyraźne problemy z górnymi partiami dźwięku.
I właśnie. Słaby wokal, dziwaczna nazwa kapeli, niektóre teksty też pozostawiają trochę do życzenia, a mimo wszystko płyta wpadła mi w ucho i ostatnimi dniami nie znika z mojego Winampa . Sam się sobie dziwię. Tak czy inaczej, tą płytą nie powinni czuć się zawiedzeni zarówno fani rocka, jak i rapu. A tak swoją drogą ciekawe, czy kolejną odsłoną Magister Ninja będzie Doktor Ninja i „Praca doktorska”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz