Szukaj na tym blogu

sobota, 27 sierpnia 2011

Co z tymi debatami?

            Kilka dni temu Donald Tusk zaproponował Prawu i Sprawiedliwości serię debat o gospodarce. Odpowiedź prezesa wszystkich prezesów, Jarosława Kaczyńskiego, była natychmiastowa: debaty tak, ale na naszych warunkach i na naszym terenie. Na te słowa premier tupnął nogą i powiedział, że nie zgadza się na upokarzanie ministrów polskiego rządu. W to wszystko włączyli się jeszcze posłowie PSL-u, PJN-u i SLD i Palikot: ale jak to, dlaczego mają debatować tylko między sobą? To bezprawne i niesprawiedliwe. I kolejna bitewka gotowa…
Pierwsza z debat miała odbyć się wczoraj. A w zasadzie miały odbyć się dwie. Jedna o godzinie 12 w Centrum Programowym PiS z udziałem minister edukacji Katarzyną Hall, druga z udziałem liderów partii w Polsacie ok. godziny 19 (trzeba przy tym zaznaczyć, że została ona zwołana na kilka godzin przed planowaną emisją). Pierwsza w ogóle nie doszła do skutku, gdyż pani minister zgodnie z zaleceniami (żeby nie powiedzieć z rozkazem) premiera nie stawiła się w siedzibie wroga, w drugiej natomiast naprzeciw siebie zasiedli… koalicjanci, premier Tusk i vice-premier Pawlak. Napieralski nie przyszedł, gdyż nie zdążyłby się dobrze przygotować, Kowal nie przyszedł, bo nie zdążyłby dojechać do Warszawy będąc poza nią, a Kaczyński nie przyszedł, gdyż… pewnie się obraził zasłaniając się jakąś wizytą w szkole podstawowej w Kutnie. Zatem z tej debaty też nici…
Wczoraj w programie „Minęła dwudziesta” w TVP Info gośćmi byli: mój „idol” (zaraz po Macierewiczu), Adam Hofman z PiS, Andrzej Halicki z PO, Eugeniusz Kłopotek z PSL i Jerzy Wenderlich z SLD. Tematem oczywiście debaty. (Prawie) każdy z obecnych miał swój pomysł na przeprowadzenie rozmów o Polsce: Hofman zawiesił się na „debata tak, ale z naszymi zabawkami w naszej piaskownicy”, Wenderlich chciał debaty medialnej z udziałem liderów wszystkich partii, Halicki powtarzał słowa Tuska jawnie nabijając się przy tym z Hofmana, a Kłopotek w zasadzie wtórował Wenderlichowi, lepszego (własnego) pomysłu widocznie nie miał. Oczywiście do żadnych konkretnych wniosków nie doszło, bo i dojść nie mogło, gdyż to nie ci ludzie będą decydowali o tym, kto, z kim, kiedy i po co ma się spotkać i podebatować. Zresztą, oni i tak by się przy tym ustalaniu pokłócili…  
Muniek Staszczyk śpiewał kiedyś: „Jesteśmy jak dzieci – zupełnie niedorośli, jak zagubieni bracia”. I dokładnie tak jest z naszymi politykami i z dwoma największymi partiami. Wydawałoby się, że dwie partie prawicowe powinny się ze sobą „zbratać”, miała nawet powstać koalicja PO-PiS, a tymczasem wyszła z tego jedynie popisowa wojna polsko-polska. Trafnie cała sytuację podsumował Marcin Daniec mówiąc o Polsce jako o jedynym kraju na świecie, w którym prawica jest opozycją do prawicy.
Jeśli sztaby się nie dogadają, debat nie będzie. A na to jest duża szansa. Rozwiązaniem mogłoby być przeprowadzenie debat w którejś z piaskownic (miejsce najbardziej adekwatne dla naszej, za przeproszeniem, klasy politycznej), ale wtedy kłótnia byłaby o miasto, dzielnicę czy o kolor i wielkość piasku. Przynajmniej z zabawkami nie byłoby kłopot(k)u – i tak przynieśliby swoje.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz