Szukaj na tym blogu

piątek, 5 sierpnia 2011

Do piętnastu razy sztuka?

            Kilka dni temu Wydział Dyscypliny Polskiego Związku Piłki Nożnej strzelił w stopę sobie, kibicom i selekcjonerowi reprezentacji Polski (w piłce nożnej) Franciszkowi Smudzie karząc półroczną dyskwalifikacją najlepszego polskiego obrońcę i najlepszego bocznego defensora Bundesligi, Łukasza Piszczka. Ma to związek z ustawieniem meczu Cracovia – Zagłębie Lubin w sezonie 2005/2006. Piszczek był wówczas piłkarzem Herthy Berlin wypożyczonym do drużyny „pomarańczowych”. W meczu tym nie zagrał, do winy się przyznał, a i tak został ukarany – najpierw przez sąd roczną karą pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata (dodatkowo miał zapłacić 50 tysięcy złotych grzywny), teraz swoje trzy grosze dołożył PZPN – pół roku dyskwalifikacji. Oznacza to, że na niespełna rok przed Euro 2012, które odbędzie się na boiskach Polski i Ukrainy, reprezentacja zostaje pozbawiona swojego najmocniejszego ogniwa. Pytanie tylko, czy stać naszą drużynę narodową na taką stratę, bo póki co na prawej obronie jest Piszczek i długo długo nikt. Ale nie o tym…
Dziś w Nyonie odbyło się losowanie ostatniej, czwartej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Swoją drogą nie pamiętam, kiedy trzy polskie kluby dotarły aż tak daleko w europejskich pucharach. Chyba po prostu za młody jestem, by pamiętać.
Pamiętam za to doskonale ostatni klub, który w Champions League zagrał – był to Widzew Łódź w sezonie… 1996/1997. W grupie spotkał się m.in. z późniejszym triumfatorem rozgrywek, Borussią Dortmund oraz z Atletico Madryt. Wtedy bramki dla łodzian strzelali m.in. Ryszard Czerwiec, Sławomir Majak, a przede wszystkim Marek Citko (pamięta ktoś  go jeszcze?). Zamierzchłe czasy…
W drodze do czwartej rudny eliminacji Wisła pokonała Skonto Ryga i Litex Łowecz – zespoły może nie robiące większego wrażenia na fanach piłki nożnej, ale ci wciąż pamiętają demony Levadii Tallin i kompromitującą porażkę w dwumeczu z półamatorami z Estonii. Mieli więc prawo do obaw. Tym razem wpadki nie było i podopieczni Roberta Maaskanta bez większych problemów przeszli obu rywali. Na drodze do piłkarskiego raju stoi już „tylko” APOEL Nikozja… 
Media odtrąbiły sukces już po losowaniu – że dobre, że lepiej być nie mogło, że rywal jest do ogrania, że absolutnie prezentuje poziom zbliżony do Wisły. Owszem, mogło być gorzej, ale Cypryjczycy również kelnerami nie są i na boisku się nie położą. Im tak samo jak Wiśle będzie zależeć na występie w fazie grupowej elitarnej Ligi Mistrzów. Oczywiście, jeśli piłkarze z Krakowa nie uwierzą mediom, że rywal jest słaby, to są w stanie wreszcie, po piętnastu latach przerwy, być pierwszym polskim zespołem, który wleje choć trochę radości w serca (prawdziwych) polskich kibiców. Co jak co, ale na sukcesach polskich drużyn w europejskich pucharach powinno zależeć całej piłkarskiej Polsce.
Swoich rywali w czwartej rundzie eliminacji Ligi Europy poznały także Legia Warszawa i Śląsk Wrocław. Podopieczni Macieja Skorży zmierzą się ze Spartakiem Moskwa, natomiast piłkarze Oresta Lenczyka pojadą do Bukaresztu, na mecz z Rapidem. Paradoksalnie obie te drużyny maja rywali trudniejszych aniżeli Wisła w walce o Champions League.
Sukcesem będzie, jeśli dwie z trzech drużyn zobaczymy w fazie grupowej europejskich rozgrywek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz