Wygląda na to, że saga pt. „debata o debatach” dobiegła końca. Cztery partie dogadały się w sprawie formuły ich przeprowadzenia, jedno ugrupowanie odmówiło wzięcia w nich udziału. Które? Oczywiście PiS. Przewodniczący sztabu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości Tomasz Poręba opuścił wczorajsze spotkanie po 20 minutach. Zdążył w tym czasie jeszcze raz przedstawić żądania swojej partii, tzn. debaty mają się odbyć w Centrum Programowym PiS przy Nowogrodzkiej tylko z udziałem koalicji rządzącej. Nie widząc aprobaty ze strony przybyłych tupnął nogą, odwrócił się na pięcie i wielce urażony wyszedł.
Dziwne, ale nie słyszałem jeszcze komentarza ze strony Kaczyńskiego, Hofmana lub Macierewicza. Prawdopodobnie w ciągu kilku godzin te opinie się pojawią, ale nie sądzę, aby brzmiały inaczej jak:
Kaczyński: To wina Tuska.
Hofman. To wina Tuska. No jeżeli oni nie chcą z nami rozmawiać, to widocznie się czegoś boją. A poza tym sam fakt, że unikają debaty z nami świadczy o tym, że ten rząd się do niczego nie nadaje.
Macierewicz: To przez ruskich. A skoro Tusk się ruskim nie stawia, to i przez niego też.
Tak czy inaczej, marginalizowany przez wszystkie pozostałe partie PiS debatować nie zamierza. A co ustaliła pozostała czwórka? Debaty mają odbywać się w każdy piątek aż do wyborów 9 października, prawdopodobnie o godzinie dwudziestej. Począwszy od najbliższego piątku, kiedy to tematem będzie służba zdrowia, przedstawiciele SLD, PO, PJN i PSL będą kolejno dyskutować o infrastrukturze i polityce regionalnej, gospodarce i stanie finansów publicznych, polityce zagranicznej oraz o rolnictwie i sprawach wsi. Mają to być debaty eksperckie. W ostatniej, tuż przed wyborami, mają się spotkać liderzy wszystkich partii. Kaczyński i jego świta debaty będą oglądać przed telewizorem, w kapciach, zapewne żarliwie je komentując następnego dnia za pośrednictwem mediów.
Pytanie tylko, co wniosą te debaty? Z założenia mają one przybliżyć społeczeństwu programy partii. Ale PO już zapowiedziało, że za ich sprawą ma zamiar rozliczyć czteroletni okres rządów koalicji z PSL, czyli „same sukcesy”, PSL będzie odgrywać rolę mniejszego brata PO, PJN to dla mnie jakiś dziwaczny twór, ludzie, którzy chcieli pokazać swoją niezależność od Jarosława Kaczyńskiego, nawet nie wiem czy mają jakiś program, a SLD… paradoksalnie to właśnie SLD ma najwięcej do wygrania. Jedyna lewicowa partia ma okazję pokazać, że ma pomysł na rządzenie i jest realną alternatywą dla obu prawicowych partii. W końcu gdzie dwóch się bije…
Po raz kolejny okazało się, że PiS strzela sobie w stopę, a rykoszetem w kolano. Eliminując się z debat (chociaż oni będą twierdzili, że to z nimi nikt nie chce gadać) pokazują swoją słabość i obawę przed dyskusją. Ale… na niedzielę zaprosili, oczywiście do swego Centrum Programowego, ministra rolnictwa, Marka Sawickiego. I jak ten nie przyjdzie, a zapowiedział już, że nie ma najmniejszego zamiaru przyjść, znów się obrażą i będą trąbili, że to ministrowie rządu Tuska boją się dyskutować z największa opozycyjną partią. I tak w kółko… Ale mnie to osobiście nie martwi, bardziej bym się przejmował, gdyby jakimś cudem PiS w debatach wziął udział i „ciemny lud kupił” te ich wizje. A tak to PiS sam się skreślił.
