Szukaj na tym blogu

wtorek, 16 października 2012

To miał być wielki mecz...



Tośmy się pośmiali, tośmy popsioczyli, tośmy pobluzgali. Jak na prawdziwym meczu polskiej kadry narodowej. Mecz Polska – Anglia został przełożony na jutro na godz. 17 z powodu złych warunków atmosferycznych. A najśmieszniejsze jest to, że Stadion Narodowy zbudowany został za 1,7 mld zł, posiada dach, który został zamknięty dwa razy – raz pokazowo, drugi raz podczas Euro 2012 w meczu biało-czerwonych z Grecją. Dodajmy, kompletnie nieuzasadniona była wtedy ta decyzja. A dziś wszelkie prognozy zapowiadały ulewę w  godzinach popołudniowych, a mimo to nie był to wystarczający sygnał dla organizatorów, by ten dach zamknąć. Ja nie rozumiem, może operator dachu za wcześnie zaczął oblewać naszą porażkę?

A teraz poważnie. Nie rozumiem tych, którzy się śmieją z organizatorów i PZPN-u. O co chodzi? Miał być historyczny mecz? Był, tylko krótki. Miał być sukces? I był, Brytyjczycy już określili Polaków idiotami. Miała być szybka, PŁYNNA i ładna dla oka gra? I była, piłka się toczyła, buty chlupotały. Miało być piłkarskie święto? I było, kibice bawili się świetnie, ganiali się z ochroniarzami, ochroniarze z kibicami, niektórzy próbowali pływać, istne szaleństwo.

Takie sytuacje zdarzają się na świecie. We Włoszech czy w Anglii niejednokrotnie, nawet w tym sezonie, odwoływano mecze z powodu złych warunków atmosferycznych. Problem tylko w tym, że tamte stadiony nie mają dachu, a Stadion Narodowy, owszem. To jest sytuacja kuriozalna, która ostatecznie, jak sądzę, skompromituje PZPN. Jeśli organizatorzy nie potrafią sprawdzić pogody, jaka będzie podczas trwania meczu, to chyba ktoś ma nierówno pod sufitem. 

Budując stadion za tak ogromną kwotę należałoby się spodziewać, że wszystko funkcjonuje tak, jak powinno. Tymczasem zaraz po zainstalowaniu dachu dowiedzieliśmy się, że nie można go zamknąć w temperaturze minusowej. Dziś kolejna rewelacja – nie można go zamknąć, bo pada. No to kiedy można? Jak słońce świeci i jest piękna, ciepła pogoda? No absurd.

Rzeczniczka prasowa PZPN Agnieszka Olejkowska potwierdziła, że mecz odbędzie się jutro o godz. 17. Jeśli deszcz pozwoli. Albo śnieg nie spadnie. Albo wiatr nie zerwie dachu. Albo murawa nie zostanie wysuszona i doprowadzona do stanu używalności. 

Wstyd. Kompromitacja. Żenada.  

poniedziałek, 15 października 2012

"Gwiazda" coraz jaśniejsza...



        Parę miesięcy temu pisałem o książce, której bohaterką jest matka Madzi z Sosnowska – Katarzyna Waśniewska.  Wybaczcie mi – niestety nie znam wyników sprzedaży „Wybaczcie mi”, ale strzelam, że nie jest to bestseller.  Ale ponieważ nic (nikt?) w polskich tabloidach nie ginie tak łatwo, to „Super Express” wymyślił nową akcję promocyjną rzeczonej Katarzyny - zrobił jej sesję zdjęciową. Na koniu! I podpisał: „Katarzyna Waśniewska: Teraz mam czas na swoje pasje”. Gwiazda!

        Komentarz retoryczny: Trafił swój na swego, tzn. gazeta dla - nikogo nie obrażając, a mówiąc delikatnie – mało wymagającego czytelnika i dziewczyna, która zgubiła mózg. Chociaż…? Dziecko to odpowiedzialność, wymaga nieustannej uwagi, rozsądku, no i na realizację własnych pasji czasu nie starcza. A jak nie starcza, a chce się realizować pasje, to trzeba przeszkodę usunąć. No to usunęła.

        Zastanawiałem się przez chwilę, co jest najgorsze w tej historii: to, że dziewczyna chce się nachapać na śmierci swojego dziecka, stan polskiego wymiaru sprawiedliwości, w którym oskarżony o zabójstwo realizuje swoje pasje zamiast siedzieć w więzieniu, czy stan polskich mediów, który dzięki tabloidom zszedł do poziomu jądra ziemi. Ale odpowiedź jest prosta, bo o ile stan wymiaru sprawiedliwości generalnie nie jest najgorszy, a stan polskich mediów od dawna jest znany, to próba zarobienia na zabójstwie dziecka jest… piiiii. Bo staram się nie bluzgać.

        Pogrzebałem trochę w necie, by poszukać podobnych przypadków zagranicą. I, nie znalazłem. Albo źle szukałem, albo inne kraje mają normalne media. Bo przecież taki Fritzl, który przez 24 lata więził i gwałcił swoją córkę byłby idealnym kandydatem na bohatera, np. sesji w „SE”. A w Austrii nudnawo, tylko wywiady. Zero kreatywności.

        Gdyby przenieść do XXI wieku Hitlera czy Stalina, z pewnością też byliby medialnymi gwiazdami… Sesja na tle trupów bądź egzekucji w "SE", to byłoby coś.

        PS. Wiem, że pisząc ten tekst wpisuję się trochę w ten stabloidyzowany medialny świat. Tyle tylko, że nie ja wpadłem na pomysł robienia gwiazdy z tej osoby…

        PS2: Celowo nie zamieszczam linka do sesji, bo nie chcę robić reklamy szmatławcowi, nawet jeśli czyta mnie kilka osób; kto będzie chciał sam znajdzie, szczerze nie polecam.


sobota, 13 października 2012

Rząd ciągle sobie ufa...



Wczorajsze tzw. „drugie expose” (nie wiedzieć czemu drugie, skoro trzecie) miało być dniem próby dla premiera rządu naszego. Żeby nie było, nie było to expose Glińskiego czy Cymańskiego, co to to nie, to było wystąpienie Tuska, które miało… W zasadzie nie wiadomo co miało, ale cokolwiek to było, to swojego zadania nie spełniło…  A nie, przepraszam, jedno spełniło: rząd znów sobie zaufał.

Teorii jest kilka. Pierwsza z nich głosi, że expose miało odwrócić negatywny trend sondażowy, w którym PO cały czas traci przy równoczesnym umacnianiu się PiS. Doszło do tego, że po raz pierwszy od 2005 roku Platforma straciła pozycję lidera na rzecz partii Jarosława Kaczyńskiego. Najnowszy sondaż TNS Polska przeprowadzony już po wystąpieniu zdaje się potwierdzać, że przemówienie Tuska niczego nie zmieniło – 40 do 35 prowadzi PiS.

Druga teoria „mówi” o zarysowaniu kierunku zmian. Premier obiecał m.in. zmiany w sektorze gospodarki, wzmocnienie przedsiębiorczości, modernizację kolei, dokończenie budowy autostrad i obwodnic miast oraz wydłużenie urlopu macierzyńskiego z pół roku do roku. Jak skrzętnie wyliczyli ekonomiści, na wszystkie reformy potrzeba bagatela 234 mld zł! Budżet UE, który miałby zapewnić nam 300 mld zł, nie jest jeszcze zatwierdzony i nie wiadomo, czy taka kwota zasili państwowe konto. Zresztą, te 300 mld zł Po obiecywało w kampanii wyborczej już w 2010 roku. Taka powtórka z rozrywki.  I tu pojawia się pytanie m.in. o to, kto ma te drogi dokończyć i wybudować nowe w sytuacji, kiedy mając w pamięci wydarzenia po EURO 2012 i liczne upadki kolejnych dużych firm budowlanych, spółki obawiają się złożenia oferty, by nie spotkał ich taki sam los. Kolej modernizujemy od 23 lat, od czasu przemiany ustrojowej kolejne rządy obiecują to samo i co? Jedyną zmianą na kolei jest ciągle rosnąca liczba wypadków. Nie mówiąc już o tym, że kilka ze złożonych wczoraj obietnic, m.in. obwodnica Poznania, było złożonych już dwa lata temu. Jak widać, niektóre obietnice są ciągle aktualne.

Wysłuchawszy części "expose" dotyczącej wydatków czekałem tylko na płynne przejście do części "komu zabrać", żeby złożone obietnice móc zrealizować. Tej kartki premier jednak zapomniał i po godzinie przemówienie zakończył. Ku zaskoczeniu wszystkich - po raz pierwszy premier nikomu nic nie zabrał! A przynajmniej nic o tym nie powiedział, takie "ukryte koszty", taki tekst oznaczony "gwiazdką", którego - jak wiadomo - nikt nie czyta.

Trzeci powód wczorajszego wystąpienia – bo już nie teoria, skoro premier  sam to przyznał – to chęć sprawdzenia, czy Tusk nadal ma większość w Sejmie po ostatnich tarciach w koalicji i wewnątrz samego PO. Stąd wniosek o wotum zaufania. To miało też inny cel – Tusk chciał uprzedzić tym ruchem wniosek o wotum nieufności, którego złożenie zapowiedziało PiS. To akurat spełniło swoje zadanie. Trudno było oczekiwać, że PSL i PO podkopią pod sobą doły i w nie wpadną, naiwnością było myślenie, że wobec nadzwyczajnej mobilizacji posłów koalicji rząd upadnie, a skoro koalicja nadal ma większość, to ponowne głosowanie, tym razem z zamiarem obalenia rządu, nie ma najmniejszego sensu. Jasne, Tusk trochę pogroził PSL-owi oraz konserwatywnemu skrzydłu wewnątrz PO, jednak strach przed straceniem stołka okazał się na tyle poważnym argumentem, że nawet spory odeszły na drugi plan. Pytanie tylko, czy nie skończy się podobnie jak to miało miejsce w przypadku „paktu stabilizacyjnego” PiS-LPR-Samoobrona. Tam miarka w końcu się przebrała. To może być podobnie – w siłę rośnie frakcja konserwatywna, na jaw wychodzą kolejne afery, a PSL szuka sojuszników w partiach opozycyjnych. To nie wróży nic dobrego.

Po wystąpieniu premiera liczne media zadały pytanie: czy uwierzyłaś/-eś premierowi w jego obietnice? A ja się pytam, jakie to ma teraz znaczenie? Wyborów nie ma i raczej nie należy się ich spodziewać w ciągu najbliższych miesięcy, może trzech lat. Kiedy do nich dojdzie, wtedy, śmiem twierdzić, to znów nie będzie to problem rozliczonych bądź nierozliczonych obietnic, a tego, kto będzie mniej gorszy dla Polski. Niestety, nasza za przeproszeniem klasa polityczna nie spiera się merytorycznie, nie walczy na programy, a na sposoby dowalenia konkurentowi. W takiej sytuacji wyborcy mają dwa wyjścia: nie głosować lub zagłosować wybierając mniejsze zło, na tego, kogo sposób dowalania mu bardziej odpowiada. Taki kraj. 

wtorek, 9 października 2012

Co tam Panie we wsi… o pardon, na Wiejskiej słychać cz. 2



– Panie, Pan wie kto jest naszym premierem? Bo ja słucham w telewizorze, że premierem jest Tusk, potem czytam, że premier Tusk zamyka się w toalecie i tam debatuje o przyszłości kraju, później premiera Tuska w ogóle nie czytam i nie widzę, więc myślę sobie, że zatrzasnął się w tym WC i wyjść nie może. I dziś znowu wyłazi i mówi, że powie szybko co ma do powiedzenie, bo jakiś Austriak ma skakać na głowę z 36 kilometrów. Potem Ziobro wyskakuje i mówi, że premierem będzie Cymański Tadeusz. Dalej znowu pacze w telewizorze i widzę, że premier Kaczyński wysunął z kapelusza kandydata na premiera, niejakiego prof. Glińskiego. I później znów Ziobro mi mówi, że proponuje debatę premiera ichniego z premierem pisowskim i że do debaty premiera Tuska nie zaprosi, bo byłoby zbyt duże stężenie premierów na metr kwadratowy. No Panie! Ja już nie wiem, czy PiS i Solidarna Polska urządzają jakiś konkurs pt. „kto ma fajniejszego kandydata na premiera”, czy szykuje się jakiś przewrót jesienny, zamach stanu, pucz? Kim jest ten Gliński w ogóle poza tym, że profesorem, któremu na chwilę rozum odjęło i zgodził się wziąć udział w tej przedświątecznej szopce?

Pan wie, my mamy teraz w kraju narodową dyskusję – kto zastąpi Błaszczykowskiego w meczu z Anglią – a politycy kraju mojego weszli do piaskownicy, zakopali w piachu i przekrzykują się, kto ma ładniejszą i bardziej sprawną łopatkę! No Panie, toż to wiaderko z rąk wypada jak się to widzi!
A słyszał Pan, co ci nasi wybrańcy wymyślili teraz? Ja słyszałem, że chcom wprowadzić podatek od deszczówki, która to spada hektolitrami z dachu! Panie, ja chyba dach z chałupy zdejmę, co by nie płacić. Mało to ja odprowadzam danin na rzecz kraju, żeby jeszcze od pogody płacić? Doszły nas tu na wsi jeszcze takie słuchy, że w kolejce już jest podatek od śniegu, podatek od porostu trawy na działce, podatek od słońca i podatek od oddychania. Mam nadzieję, że pogoda będzie łaskawa i nie zgotuje nam żadnej klęski żywiołowej, bo wtedy nie dość, że plonów nie będzie to jeszcze od tej klęski żywiołowej trzeba będzie podatek zapłacić.

A zauważył Pan jaką właściwość ma jeden z naszych trzech premierów – Tusk? Bo widzi Pan, jak premiera długo w telewizorze nie ma to media zaczynają pytać, gdzie jest premier? A jak media zaczną błagać premiera, żeby w końcu coś powiedział, to wtedy Tusk wyłania się z czeluści, wygłasza orędzie do narodu, po czym znów znika. Zamyka się w toalecie, chowa pod stół czy coś tam, jakieś takie ploty czytałem w tabloidowych tygodnikach. Ja Panu powiem, to jest dobra taktyka. Nic nie robić dopóki ktoś sobie nie przypomni o nas i wywoła do tablicy.

Wie Pan, co ja robiłem cały poprzedni tydzień? Debaty oglądałem, debata za debatą w tym kraju. Ale nie to, żeby to była debata decydentów, osób, które mają w tym kraju jakieś możliwości, rządzących, nie, to by było za proste. To debaty opozycji z ekspertami, którzy nic, poza gadaniem, nie mogą. To jednak, jak tak sobie pomyślałem, tylko moje błędne pierwsze wrażenie. Bo teraz, znając naszą scenę polityczną i alergię PO na PiS, rząd ma problem. Bo widzi Pan, Platforma to ma tak, że z natury rzeczy nie może zgadzać się z PiS-em – ze wzajemnością zresztą. I teraz powstaje takie wrażenie, że wszyscy ci eksperci, którzy niejednokrotnie mają dobre pomysły i proponują dobre rozwiązania, a skorzystali z zaproszenia Kaczyńskiego do debaty, są po stronie opozycji. A skoro z wrogami ichnimi rozmawiają to ci eksperci  racji mieć nie mogą i my się z nimi nie możemy zgodzić. I masz babo placek.

Ale tak ogólnie to bez zmian, wie Pan. PeŁo rządzi, głupio rządzi, ale (jeszcze) rządzi, PeeSeLowi wydaje się, że też rządzi, PiS atakuje, ale strzela w płot, eSeLDe jest w rozkroku i nie wie z kim gadać, z kim nie, a Ruch Palikota udaje, że jest poważna partią. Czyli tak jak było – wesoło i smutnie, poważnie i żałośnie.