Minister od kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski
został dziś „podkopany” przez pracownika swojego resortu. Ot, podobny kret (i
tu pojawia się wszechobecny wątek Euro) do tego, jaki zaczął kopać w niemieckiej
reprezentacji piłkarskiej. Kret niemiecki wynosi informacje do mediów o
składzie reprezentacji, a kret zdrojewski… pisze nekrologii. A że wypełzły z
nory kret widzi nic, to nekrolog wygląda tak jak wygląda.
Pomysłowy Dobromir –
jak roboczo nazwałem anonimowego póki co jeszcze chyba pracownika ministerstwa –
w imieniu swojego szefa w nekrologu napisał tak: „Z głębokim żalem żegnam
Henryka Berezę – odkrywcę Marka Hłaski i Edwarda Stachurskiego”. Marek
Hłasko – ok, w końcu wielkim poetą był. Podobnie jak Bereza znanym krytykiem
literackim też był. I teraz zagadka: kim jest Edward Stachurski? (Bo przecież
nie może chodzić o Edwarda Stachurę, co jak co, ale takiego faux pas w ministerstwie
od kultury popełnić nie można).
W pierwszej chwili pomyślałem: może ojcem sławnego
discopolowego piosenkarza, Jacka „Stachursky’ego” Łaszczoka. Ale to był zły
trop. Pogrzebałem w czeluściach interneta i znalazłem: profesor w Krakowie,
strażak z Białegostoku, ksiądz z Reading. I masz babo placek. Ani pisarz, ani
poeta. Profesor lingwista – niby pasuje, ale jakoś tak na wyrost. Może strażak
lub ksiądz mieli ukryte talenty… tak ukryte, że tylko ś.p. Henryk Bereza i
autor nekrologu je znali?
Z pomocą przychodzą niezawodne media. I szok (że tak
językiem „Faktu” napiszę) – Edward Stachurski to Edward Stachura! Czyli jednak
faux pas, żeby tak kulturalnie napisać.
Istnieje prawdopodobieństwo, że nekrolog pisał
owładnięty piłkoszałem i zabłąkany w ministerstwie kultury pseudokibol, ale póki
co to tylko insynuacje. Inny trop prowadzi do Jona Favreau – tego samego, który
niedawno pisał przemówienie prezydentowi USA Barackowi Obamie i użył w nim
sformułowania „polskie obozy śmierci”. Okoliczności tej bulwersującej sprawy
wyjaśni komisja śledcza. Kretowi grozi wykopanie.
Krzysztof Sobczurski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz