Miało być pięknie,
wyszło jak zwykle. Polska przegrała
z Czechami i to nasi południowi sąsiedzi zagrają w ćwierćfinale. Nam pozostaje odśpiewać
hymn reprezentacji „Polacy nic się nie stało” i… kibicować innym, lepszym. Może
właśnie Czechom lub Grekom, którzy niespodziewanie ograli Rosjan 1:0 i z
drugiego miejsca awansowali do kolejnej fazy rozgrywek.
Powinienem chyba zacząć od apelu
do prezydenta Komorowskiego. A zatem:
„Panie Prezydencie, w związku z faktem, iż wczorajszego
wieczora Polska przegrała, by nie powiedzieć zginęła, w imieniu swoim i
milionów polskich kibiców proszę o wprowadzenie tygodniowej żałoby narodowej.
Czas ten wymaga kontemplacji i skupienia, by przy okazji kolejnego turnieju nie
zdarzył się podobny kataklizm.”
Tylko na to czekam, by prezydent wpisał się w naszą narodową
histerię i coś takiego zapowiedział.
Punkt drugi wstępu, żeby nie
było: też jestem rozczarowany, też jestem zawiedziony, też liczyłem na więcej. Rozczarowanie
jest wprost proporcjonalne do oczekiwań, jakie kibice stawiali przed naszą
reprezentacją. Jednak nasza irracjonalna
wiara w odegranie znaczącej roli w tych mistrzostwach była niczym w porównaniu
z absurdalnymi reakcjami po meczu. Zresztą nie tylko po spotkaniu z Czechami.
Po remisie z Grekami dominowało uczucie niedosytu, po remisie z Rosjanami
byliśmy niemal mistrzami Europy, po porażce z Czechami znów wróciliśmy na dno,
a nasi piłkarze i trener zdeptali naszą narodową dumę z bycia Polakiem. Można mieć
wrażenie, że polski kibic mecze oglądał na rollercoasterze…
Teraz dopiero się zacznie. Zatriumfują
ludzie pokroju świetnego bramkarza z dawnych lat, a obecnie głupkowatego
polityka, Jana Tomaszewskiego. Porażka Polaków to dla niego, jak i licznych
komentatorów, ekspertów, byłych zawodników pożywka, by nie przebierając w
słowach wytykać Smudzie, piłkarzom wszystkich, nawet najmniejszych błędów. Po
fakcie bardzo łatwo jest krytykować, dużo trudniej wspierać, bądź co bądź,
naszą reprezentację. Lepiej dowalić, skopać i podeptać, niż wczuć się w rolę
tych, którzy nie udźwignęli ciężaru milionów Polaków i przegrali.
Daleki jestem od stwierdzenia, że
piłkarzom się nie chciało (bo to największa bzdura jaką można powiedzieć), a Smuda
źle ich przygotował (i że spadek w rankingu FIFA jest „zasługą” Smudy – laik wie,
że grając przez dwa lata tylko mecze towarzyskie nie można wspinać się w tym
zestawieniu). Od tego są inni. Natomiast z całą pewnością mogę powiedzieć, że
zabrakło doświadczenia. Dla większości tych chłopaków był to pierwszy wielki
turniej, najważniejszy w życiu, bo rozgrywany w ich (naszym) kraju. Grecy
zagrali tylko na doświadczeniu i tym wygrali, naszym zabrakło wyrachowania i
zimnej krwi w dobiciu Grecji, Rosji czy zaskoczenia Czech. Postawy poszczególnych
zawodników nie będę analizował, bo to mija się z celem. Wygrywa i przegrywa
drużyna, a to że w grupie dwudziestu trzech ludzi trafiają się słabsze ogniwa
jest rzeczą oczywistą. Szkoda, wielka szkoda.
Życzyłbym sobie, aby po
odpadnięciu Polski kibice nadal pokazywali, że żyją tymi mistrzostwami, że
dalej jesteśmy gospodarzami i wywiązujemy się z tej roli jak najlepiej
potrafimy, żeby strefy kibica nie opustoszały. Jest tyle świetnych drużyn,
którym można dopingować, że każdy znajdzie coś dla siebie. Szał opadnie,
szaleństwo ustąpi i w spokoju będzie można śledzić poczynania innych. Szkoda,
że nie naszych, ale to nie koniec świata. Przynajmniej dla mnie.
PS: Forza Italia :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz