Mój
mistrz, ukochany wódz, niedościgniony wzór i wielki autorytet Antoni
Macierewicz zapowiadał projekt obrony terytorialnej i obietnicy dotrzymał.
Projekt jest, ale od razu wzbudził kontrowersje. Czytamy w nim: „Celem Obrony
Terytorialnej powinno być wzmocnienie patriotycznych i chrześcijańskich
fundamentów naszego systemu obronnego oraz sił zbrojnych tak, aby patriotyzm
oraz wiara polskich żołnierzy były najlepszym gwarantem naszego bezpieczeństwa”.
Wygląda więc na to, że jak chrześcijaninem nie jesteś, nie masz czego szukać w
wojsku. Szykują się więc masowe przesunięcia i dymisje w armii…
W
zasadzie to ja bym poszedł trochę dalej i rozszerzył ten projekt. Można by np.
powołać „Sąsiedzką Straż Obrony Chrześcijaństwa”. Członkowie w każdą niedzielę
przychodziliby do domów mieszkańców danego osiedla, wyciągaliby za fraki całą
rodzinę, zaciągali do kościoła i pilnowali, by wszyscy ładnie, w skupieniu się
modlili. Oczywiście odprowadzając ich na miejsce dbaliby również o to, by po
drodze znajdował się jakiś bankomat. Co z niesubordynowanymi? Mogliby się
wykupić, np. za 100 tys. złotych rocznie na fundusz kościelny.
Innym
zadaniem „SSOCh” byłoby organizowanie na każdym osiedlu miesięcznicy pod nowo
powstałym pomnikiem i nowo postawioną kapliczką świętego Lecha. Tylko tak
sobie myślę, że w tych realiach trzeba by jednak to nazwisko dopisać…
***
Fajny
był też wykład Antoniego u Rydzyka. Ekspert od bycia ekspertem stwierdził, iż „po
Smoleńsku możemy powiedzieć, że byliśmy też pierwszą wielką ofiarą terroryzmu
we współczesnym konflikcie, jaki się na naszych oczach rozgrywa”. Wygląda więc
na to, że ataki na WTC, a także m.in. zamachy na pociągi w Madrycie i metro w
Londynie były jedynie chuligańskimi wybrykami niezorganizowanej grupy opryszków,
a prawdziwy akt terroru nastąpił dopiero w 2010 roku w Smoleńsku. Wówczas, jak
powszechnie wiadomo, dżihadysta o pseudonimie „Pancerna Brzoza” w porozumieniu
z „Władimirem z Kremla” i „Rudym z Trójmiasta” dokonali zamachu na całą polityczną
elitę państwa polskiego. Chociaż to nie do końca tak: zginęło wówczas 96 osób – 94 z nich to ofiary
katastrofy lotniczej, dwoje zamachu.
***
A
propos. Obejrzałem zwiastun filmu „Smoleńsk”, ale to w zasadzie tak, jakbym
obejrzał już całość tego wybitnego dzieła. Moim zdaniem to kawał świetnego kina
i materiał na otrzymanie statuetki Oscara – a raczej jej odpowiednika – w Korei
Północnej.
Zacznijmy
od reżysera oraz twórców scenariusza. Wszyscy oni zapracowali sobie na pochówek
na Wawelu – Antoni Krauze, jako główny dowodzący, spocznie najprawdopodobniej po
prawicy z Lechem, a pozostali twórcy… nie wiem, po lewicy to chyba nie, więc po
prawicy z Antkiem. Niewykluczone, że na Krakowskim pojawią się wkrótce cztery
nowe pomniki.
Aktorzy.
Fenomenalni. Wszyscy oni mają zapewnioną pracę do końca życia – nie tylko
dlatego, że zagrali cudownie i bardzo przekonywująco, ale również dlatego, że
ich koledzy, którzy byli zbyt słabi, by wziąć udział w tym przedsięwzięciu,
stracą posady i zostaną wpisani na czarną listę obsad
teatralno-filmowo-reklamowych.
Całość
trailera, a co za tym idzie pewnie również filmu, ogląda się jak dokument.
Wszystko jest faktem autentycznym, oczywistą oczywistością oraz najprawdziwszą
nie gówno prawdą, co tym bardziej dodaje dramaturgii obrazowi. Jeśli
uświadomimy sobie, że to się działo naprawdę, że to w istocie był spisek, o
którym wiedzą wszyscy tylko nie Polacy, to przez dwa miesiące nie wyjdziemy z kina
wbici w fotel.
Gorąco polecam wszystkim psycholom. Tylko oni to zrozumieją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz