Szukaj na tym blogu

niedziela, 13 marca 2016

Ekipa ze Smoleńska



Mój mistrz, ukochany wódz, niedościgniony wzór i wielki autorytet Antoni Macierewicz zapowiadał projekt obrony terytorialnej i obietnicy dotrzymał. Projekt jest, ale od razu wzbudził kontrowersje. Czytamy w nim: „Celem Obrony Terytorialnej powinno być wzmocnienie patriotycznych i chrześcijańskich fundamentów naszego systemu obronnego oraz sił zbrojnych tak, aby patriotyzm oraz wiara polskich żołnierzy były najlepszym gwarantem naszego bezpieczeństwa”. Wygląda więc na to, że jak chrześcijaninem nie jesteś, nie masz czego szukać w wojsku. Szykują się więc masowe przesunięcia i dymisje w armii…

W zasadzie to ja bym poszedł trochę dalej i rozszerzył ten projekt. Można by np. powołać „Sąsiedzką Straż Obrony Chrześcijaństwa”. Członkowie w każdą niedzielę przychodziliby do domów mieszkańców danego osiedla, wyciągaliby za fraki całą rodzinę, zaciągali do kościoła i pilnowali, by wszyscy ładnie, w skupieniu się modlili. Oczywiście odprowadzając ich na miejsce dbaliby również o to, by po drodze znajdował się jakiś bankomat. Co z niesubordynowanymi? Mogliby się wykupić, np. za 100 tys. złotych rocznie na fundusz kościelny.

Innym zadaniem „SSOCh” byłoby organizowanie na każdym osiedlu miesięcznicy pod nowo powstałym pomnikiem i nowo postawioną kapliczką świętego Lecha. Tylko tak sobie myślę, że w tych realiach trzeba by jednak to nazwisko dopisać…

***

Fajny był też wykład Antoniego u Rydzyka. Ekspert od bycia ekspertem stwierdził, iż „po Smoleńsku możemy powiedzieć, że byliśmy też pierwszą wielką ofiarą terroryzmu we współczesnym konflikcie, jaki się na naszych oczach rozgrywa”. Wygląda więc na to, że ataki na WTC, a także m.in. zamachy na pociągi w Madrycie i metro w Londynie były jedynie chuligańskimi wybrykami niezorganizowanej grupy opryszków, a prawdziwy akt terroru nastąpił dopiero w 2010 roku w Smoleńsku. Wówczas, jak powszechnie wiadomo, dżihadysta o pseudonimie „Pancerna Brzoza” w porozumieniu z „Władimirem z Kremla” i „Rudym z Trójmiasta” dokonali zamachu na całą polityczną elitę państwa polskiego. Chociaż to nie do końca tak: zginęło wówczas 96 osób – 94 z nich to ofiary katastrofy lotniczej, dwoje zamachu.  

***

A propos. Obejrzałem zwiastun filmu „Smoleńsk”, ale to w zasadzie tak, jakbym obejrzał już całość tego wybitnego dzieła. Moim zdaniem to kawał świetnego kina i materiał na otrzymanie statuetki Oscara – a raczej jej odpowiednika – w Korei Północnej. 
Zacznijmy od reżysera oraz twórców scenariusza. Wszyscy oni zapracowali sobie na pochówek na Wawelu – Antoni Krauze, jako główny dowodzący, spocznie najprawdopodobniej po prawicy z Lechem, a pozostali twórcy… nie wiem, po lewicy to chyba nie, więc po prawicy z Antkiem. Niewykluczone, że na Krakowskim pojawią się wkrótce cztery nowe pomniki. 

Aktorzy. Fenomenalni. Wszyscy oni mają zapewnioną pracę do końca życia – nie tylko dlatego, że zagrali cudownie i bardzo przekonywująco, ale również dlatego, że ich koledzy, którzy byli zbyt słabi, by wziąć udział w tym przedsięwzięciu, stracą posady i zostaną wpisani na czarną listę obsad teatralno-filmowo-reklamowych. 

Całość trailera, a co za tym idzie pewnie również filmu, ogląda się jak dokument. Wszystko jest faktem autentycznym, oczywistą oczywistością oraz najprawdziwszą nie gówno prawdą, co tym bardziej dodaje dramaturgii obrazowi. Jeśli uświadomimy sobie, że to się działo naprawdę, że to w istocie był spisek, o którym wiedzą wszyscy tylko nie Polacy, to przez dwa miesiące nie wyjdziemy z kina wbici w fotel. 

Gorąco polecam wszystkim psycholom. Tylko oni to zrozumieją.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz