Wczoraj
rozstrzygnięto 78. Plebiscyt „Przeglądu Sportowego” i Telewizji Polskiej na
Najlepszego Sportowca Polski 2012 Roku. Wygrała – po raz czwarty z rzędu –
Justyna Kowalczyk. „Królowa Nart” wyprzedziła dwóch złotych medalistów
olimpijskich z Londynu – Tomasza Majewskiego i Adriana Zielińskiego. Słusznie?
Moim zdaniem nie.
Rok
2012 obfitował w wielkie imprezy sportowe: w Londynie odbyły się letnie
igrzyska olimpijskie, w Polsce i na Ukrainie udało się zorganizować i
przeprowadzić Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, siatkarze po raz kolejny
rywalizowali w Lidze Światowej, a Justyna Kowalczyk i skoczkowie startowali w cyklicznych
prestiżowych imprezach – odpowiednio Tour de Ski i Turnieju Czterech Skoczni.
To były najważniejsze starty przedstawicieli sportów zimowych w ubiegłym roku.
W
Londynie rewelacji nie było – dziesięć medali, w tym tylko dwa złote. Część
niepowodzeń można zrzucić na kark kontuzji, które w trakcie przygotowań przytrafiły
się m.in. Annie Rogowskiej i Piotrowi Małachowskiemu oraz pechowi murowanej
faworytki do złotego medalu Mai Włoszczowskiej, która na jednym z treningów
skręciła kostkę i na igrzyska w ogóle nie pojechała. Inni zawiedli na całej
linii – Agnieszka Radwańska przegrała już w pierwszym meczu z Niemką Julią
Goerges i przedwcześnie pożegnała się z turniejem, siatkarze, którzy jechali na
igrzyska w glorii zwycięzców Ligi Światowej, doszli jedynie do ćwierćfinału,
gdzie musieli uznać wyższość Rosjan, liczyliśmy na więcej w kajakarstwie,
wioślarstwie i pływaniu. Na szczęście pojawiło się kilka niespodzianek, za jaki
należało uznać srebrny medal w strzelectwie Sylwii Bogackiej czy brązowy medal
Bartłomieja Bonka w podnoszeniu ciężarów.
O
Euro 2012 krótko, bo i mówić nie za bardzo jest o czym. Mistrzostwa miały być
zarówno sukcesem organizacyjnym, jak i sportowym. Skończyło się tylko na tym
pierwszym. O wyniku sportowym lepiej nie wspominać.
Justyna
Kowalczyk w ubiegłym sezonie miała dwa, a w zasadzie trzy, cele: po raz trzeci
z rzędu wygrać Tour de Ski, zwyciężyć w Szklarskiej Porębie, gdzie po raz
pierwszy odbyły się zawodach Pucharu Świata oraz obronić pierwszą lokatę w
klasyfikacji generalnej PŚ. Plan został wykonany w dwóch trzecich, nie udało
się tylko to ostatnie, gdzie „Polska Królowa Nart” musiała uznać wyższość
Norweżki Marit Bjoergen. W drużynie skoczków znaleźliśmy zdecydowanego lidera –
w sezonie 2011/2012 Kamil Stoch zajął najlepsze w swojej karierze piąte miejsce
w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, był ósmy w Turnieju Czterech Skoczni,
siedmiokrotnie stawał na podium, zwyciężał dwukrotnie. Innych zawodników próżno
szukać wśród najlepszych.
Wracając
do wyników Plebiscytu na 10. Najlepszych Sportowców minionego roku. Wyniki
wyglądały następująco:
1. Justyna Kowalczyk
2. Tomasz Majewski
3. Adrian Zieliński
4. Anita Włodarczyk
5. Agnieszka Radwańska
6. Bartosz Kurek
7. Robert Lewandowski
8. Sylwia Bogacka
9. Damian Janikowski
10. Magdalena Fularczyk/Julia Michalska
2. Tomasz Majewski
3. Adrian Zieliński
4. Anita Włodarczyk
5. Agnieszka Radwańska
6. Bartosz Kurek
7. Robert Lewandowski
8. Sylwia Bogacka
9. Damian Janikowski
10. Magdalena Fularczyk/Julia Michalska
Osobiście sporo bym w tych
wynikach namieszał. Dla mnie zwycięstwo powinno przypaść Tomaszowi Majewskiemu,
który powtórzył wynik z 2008 roku z igrzysk olimpijskich w Pekinie i ponownie
sięgnął po złoty medal. Co więcej może zrobić lekkoatleta, by wygrać taki
plebiscyt?
Spotkałem się z zarzutem czy tez uzasadnieniem takiego wyboru, że Justyna Kowalczyk walczy przez pięć miesięcy w PŚ, a Majewski musiał przygotować się tylko na jeden start. To prawda, ale tylko częściowo. Trening do igrzysk nie trwa tydzień czy dwa, a przez całe cztery lata, gdzie w każdym starcie trzeba potwierdzać olimpijską formę, walczyć o minimum. Ponadto, paradoksalnie trudniej jest przygotować najlepszą formę na jeden start niż walczyć w PŚ, gdzie można sobie pozwolić na gorsze zawody, dni słabości, odpuścić. Ta trudność jeszcze wzrasta, gdy trzeba bronić tytułu wywalczonego cztery lata wcześniej. No nie wiem, może gdyby rzucił 30 m to okazałby się Najlepszym Sportowcem A.D. 2012...
Podobnie rzecz się ma z Adrianem Zielińskim. Co prawda, on nie bronił złota z Pekinu i jechał w roli faworyta do medalu. Mimo to debiutował na zawodach tej rangi i można było mieć pewne wątpliwości. Zieliński potwierdził swoją doskonałą dyspozycję, nie spalił się i (tym także) wygrał. W ogóle, osobiście zdecydowanie przedkładam sukces na igrzyskach olimpijskich nad zwycięstwem w imprezie komercyjnej, jakim jest Tour de Ski. Dlatego w moim prywatnym zestawieniu Justyna dopiero trzecia.
Ale nie tylko kolejność na podium mnie zaskoczyła. Jeszcze większe kontrowersje pojawiają się na miejscach 5-7. Moim zdaniem cała trojka nie powinna trafić do pierwszej dziesiątki. Jasne, Radwańska zagrała w finale Wimbledonu, Kurek został MVP finału Ligi Światowej, a Lewandowski stał się jedną z najważniejszych postaci mistrza Bundesligi, Borussi Dortmund, napastnikiem, o którego ponoć starają się największe kluby Europy. To wszystko prawda. Tym niemniej Radwańska na igrzyskach nie odegrała żadnej roli (choć turniej toczył się na kortach Wimbledonu), a swoimi wypowiedziami pokazała, że nie dorosła do roli chorążego naszej reprezentacji w Londynie. Kurek i Lewandowski mają trudniej – w sportach drużynowych liczy się gra indywidualna, ale i postawa całego zespołu. Siatkarze przedwcześnie odpadli z igrzysk, podobnie jak kadra Franciszka Smudy z Euro 2012. W ich miejscu widziałbym brązowych medalistów igrzysk olimpijskich – Przemysława Miarczyńskiego, Zofię Noceti-Klepacką i Bartłomieja Bonka.
Spotkałem się z zarzutem czy tez uzasadnieniem takiego wyboru, że Justyna Kowalczyk walczy przez pięć miesięcy w PŚ, a Majewski musiał przygotować się tylko na jeden start. To prawda, ale tylko częściowo. Trening do igrzysk nie trwa tydzień czy dwa, a przez całe cztery lata, gdzie w każdym starcie trzeba potwierdzać olimpijską formę, walczyć o minimum. Ponadto, paradoksalnie trudniej jest przygotować najlepszą formę na jeden start niż walczyć w PŚ, gdzie można sobie pozwolić na gorsze zawody, dni słabości, odpuścić. Ta trudność jeszcze wzrasta, gdy trzeba bronić tytułu wywalczonego cztery lata wcześniej. No nie wiem, może gdyby rzucił 30 m to okazałby się Najlepszym Sportowcem A.D. 2012...
Podobnie rzecz się ma z Adrianem Zielińskim. Co prawda, on nie bronił złota z Pekinu i jechał w roli faworyta do medalu. Mimo to debiutował na zawodach tej rangi i można było mieć pewne wątpliwości. Zieliński potwierdził swoją doskonałą dyspozycję, nie spalił się i (tym także) wygrał. W ogóle, osobiście zdecydowanie przedkładam sukces na igrzyskach olimpijskich nad zwycięstwem w imprezie komercyjnej, jakim jest Tour de Ski. Dlatego w moim prywatnym zestawieniu Justyna dopiero trzecia.
Ale nie tylko kolejność na podium mnie zaskoczyła. Jeszcze większe kontrowersje pojawiają się na miejscach 5-7. Moim zdaniem cała trojka nie powinna trafić do pierwszej dziesiątki. Jasne, Radwańska zagrała w finale Wimbledonu, Kurek został MVP finału Ligi Światowej, a Lewandowski stał się jedną z najważniejszych postaci mistrza Bundesligi, Borussi Dortmund, napastnikiem, o którego ponoć starają się największe kluby Europy. To wszystko prawda. Tym niemniej Radwańska na igrzyskach nie odegrała żadnej roli (choć turniej toczył się na kortach Wimbledonu), a swoimi wypowiedziami pokazała, że nie dorosła do roli chorążego naszej reprezentacji w Londynie. Kurek i Lewandowski mają trudniej – w sportach drużynowych liczy się gra indywidualna, ale i postawa całego zespołu. Siatkarze przedwcześnie odpadli z igrzysk, podobnie jak kadra Franciszka Smudy z Euro 2012. W ich miejscu widziałbym brązowych medalistów igrzysk olimpijskich – Przemysława Miarczyńskiego, Zofię Noceti-Klepacką i Bartłomieja Bonka.
Moja prywatna
10 Najlepszych Sportowców 2012 Roku:
1. Tomasz
Majewski
2. Adrian
Zieliński
3. Justyna
Kowalczyk
4. Anita
Włodarczyk
5. Sylwia
Bogacka
6. Magdalena
Fularczyk/Julia Michalska
7. Zofia
Noceti-Klepacka
8. Damian
Janikowski
9. Przemysław
Miarczyński
10. Bartłomiej
Bonk
Rankingi „najlepszych” mają to do
siebie, że są subiektywne. Lepiej byłoby zmieć ich nazwę, np. „Ulubiony
Sportowiec 2012 Roku”. Wtedy, od biedy, mógłbym się zgodzić z wyborem
czytelników „Przeglądu Sportowego” i widzów TVP.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz