W czerwcu 2011 roku, a więc jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, premier Tusk mówił: – Zbliżamy się do momentu, kiedy związki partnerskie byłyby do zaakceptowania przez większość w przyszłym Sejmie, jak i przez Polaków. Rok później pracownia IQS na zlecenie „Newsweeka” przeprowadziła sondaż, z którego wynikało jednak, że 56 procent badanych nie chce wprowadzenia regulacji ws. związków partnerskich (za było 30 procent). Dwa dni temu „nie” pracom nad tą ustawą powiedzieli także posłowie – trzy ustawy, autorstwa RP, PO i SLD – przepadły. I co z tego, że premier Tusk był „za”, skoro w szeregach partii ma zatwardziałych konserwatystów, na czele z ministrem sprawiedliwości Jarosławem Gowinem? Jego, a także 45 posłów PO, premierowi nie udało się przekonać.
Po głosowaniu w Internecie natychmiast pojawiły się liczne komentarze.
Choć się z nimi nie zgadzam, to więcej było tych, które decyzję posłów
chwaliły: – I bardzo dobrze, jak komuś nie pasuje to
niech spada do USA, tam jest róbta co chceta. (…) W naturze każdy gatunek dąży do prokreacji tak? Żeby
uzyskać potomstwo. A homoseksualizm odbiega od normy; – Homo WON!!!
,– Wg
mnie dobrze, że ustawa nie przeszła. Homoseksualista też człowiek, jednak
uważam homoseksualizm za chorobę; – Ten temat może nie jest teraz najważniejszy, ale dobrze,
że choć w tej sprawie posłowie zachowali się godnie. Zresztą, komentarzy z cyklu „nie, bo nie”, „nie, bo pedały”
lub „jak się komuś nie podoba to won z kraju” było najwięcej. Racjonalnych
argumentów brakowało.
O ile
zdanie internautów nie dziwi, to już od polityków należałoby wymagać bardziej
wyważonych, mniej absurdalnych argumentów. Tymczasem m.in. poseł Żalek z PO i
poseł – rzecznik Hofman z PiS (co ciekawe mówili jednym głosem; może pan poseł
Żalek powinien zmienić opcję polityczną? I może mógłby zabrać ze sobą swoich 45
zacofanych kolegów?) podnosili argument o… adopcji dzieci przez pary
homoseksualne. Najlepsze jest to, że w żadnym z trzech projektów ustaw takiej
możliwości nie zapisano. Ale ponieważ pasuje to do koncepcji obalania kolejnych
pomysłów m.in. PO, to warto go wykorzystać. Problem w tym, że to był jedyny
argument przeciwników związków partnerskich. Zdanie Hofmana nie dziwi, szkoda,
że i w PO trafili się ludzie, którzy chcą tkwić na zadupiu Europy.
Kiedy
z Polsce następowały przemiany ustrojowe, w Danii wprowadzono możliwość
zawierania związków partnerskich. Do 2013 roku kwestie zawierania związków
partnerskich uregulowano w czternastu krajach Europy. W sześciu istnieje
możliwość zawierania małżeństw homoseksualnych. A u nas wszelkie próby kończą
się na dyskusjach w Sejmie. Inna sprawa, że – jak wynika ze wspomnianej sondy –
Polacy nie dorośli do zaakceptowania związków partnerskich. Często wynika to z
faktu, że Polacy przez związek partnerski rozumieją związek homoseksualny.
W
głosowanych w piątek projektach zapisano m.in. prawo do informacji medycznej
ws. partnera, prawo do dziedziczenia oraz prawo do zawarcia związku
partnerskiego, także osób tej samej płci, przed urzędnikiem Urzędu Stanu bądź
notariuszem. Ani słowa o adopcji dzieci, ani słowa o małżeństwach
homoseksualnych. A zatem, w porównaniu choćby do przepisów w Hiszpanii, gdzie
prawo dopuszcza adopcję dzieci, polskie pomysły i tak były dość konserwatywne.
Żeby
była jasność: ja również jestem przeciwko adopcji dzieci przez pary
homoseksualne. Bynajmniej nie z powodu, jaki pojawił się w jednym z komentarzy:
– [w przypadku takich par] może zachodzić podejrzenie, że ich dzieci będą wykorzystywane seksualnie.
[absurd], a dlatego, że polskie społeczeństwo by te dzieci „zjadło”, nie
miałyby one życia. Nie jestem również zwolennikiem zawierania małżeństw
jednopłciowych w Kościele, ale w kwestiach, które zawarto w tych projektach,
jestem jak najbardziej „za”. Na uregulowaniu kwestii związków partnerskich „prawo
do normalności” zyskałyby pary homoseksualne, ale także konkubinaty (nienawidzę
tego słowa) – pary, które nie chcą bądź nie mogą wziąć ślubu. Póki co takie
pary są niejako sprowadzane w naszym kraju do podkategorii człowieka, choć taki
homoseksualista czy osoba będąca w konkubinacie jest takim samym obywatelem Polski
jak żona, mąż czy heteroseksualny singiel;].
Posłowie
zamietli sprawę pod dywan. Udają, że homoseksualizmu i konkubinatów w Polsce
nie ma, a nawet jeśli są, to niech sobie nie myślą, że są obywatelami równej (w
racjonalnych granicach) kategorii z małżeństwami. Szkoda, bo była szansa, by
Polska wyszła z europejskiego zadupia i stała się cywilizowanym krajem. A tak,
tkwimy w ciemnogrodzie. Inna sprawa, że dopóki nie będzie społecznego
przyzwolenia, to żadna ustawa nie sprawi, że homoseksualiści poczują się w tym
kraju normalnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz