Zachęcony
komentarzem koleżanki (że zacytuję: „Właśnie obejrzałam Ekipę z Warszawy. Teraz
chyba muszę się oślepić…”), obejrzałem i ja. Szczęście miałem, powtórka
leciała. No i nie wiem, chwalić się? Szczycić
się tym? Zapaść się pod ziemię? Telewizor wystawić przez balkon? Śmiać się?
Płakać? Zupełnie ambiwalentne odczucia, ale niemal przez cały kwadrans (tyle łącznie
wytrzymałem) na moim licu objawiał się grymas oznaczający mniej więcej „what
the fuck”? Albo nawet „what the fuckers”.
Zaznaczę
na wstępie, bo zaraz ktoś mi zarzuci, że: „Jak możesz się wypowiadać o
programie, którego obejrzałeś 15 minut”? A no mogę. Uwierzcie, to o całe 14 za
dużo.
Kontynuując.
No właśnie. O co chodzi? Szczerze? Nie wiem. I nawet dobrze mi z tym. Ośmioro
uczestników, seks, dom, seks, pogawędki, seks, wódka, impreza, seks, alkohol,
seks, basen, seks, bluzgi, seks. A, i jeszcze seks. To wszystko w godzinnym
programie, który w moim przypadku stał się audycją kwadransową.
Uczestnicy.
Czterech facetów przypominających facetów i cztery dziewczyny przypominające
dziewczyny. Jedna osoba z Tuliszkowa (woj. wielkopolskie), druga ze Zgierza (woj.
łódzkie), trzecia ze Żmigrodu (woj. dolnośląskie), czwarta z Poznania (tego
Poznania) itd. Warsaw? Taa… Fajnie, że moje miasto kojarzone teraz będzie jako
wylęgarnia kretynów.
Wracając
do cytatu z lidu. Otóż samo oślepienie nic nie da, jeszcze by trzeba ogłuchnąć.
A nawet bardziej ogłuchnąć niż stracić wzrok. Czemu? Kilka błyskotliwych powiedzonek
z uczestników (bezimiennie, bo: 1. Nie wiem jak się oni nazywają; 2. Sami sobie
narobili obciachu, to po co jeszcze ja mam im dokładać; 3. To nie ma
najmniejszego znaczenia). Uwaga uwaga, lejdis end dżentelmen: Gdzie się mieszka i pracuje, tam się chujem
nie wojuje, Jestem ostrym dzikiem, każda świnia przy mnie krzyczy (i tu
ważna jest reakcja dziewczyn: łaaaaaaaaaaaaaaaaaa hahahahahaha – to zachwyt,
nie nabijanie się), Przy jednej dziurze
to nawet kot zdechnie, Ja trafiłam do Ekipy z Warszawy, czy do tępych panienek?
(odpowiadam: gorzej, do tępych panienek i do tępych facetów; jeszcze
gorzej: spójrz w lustro).
No
to tyle tytułem wstępu, rozpisałem się. Do rzeczy. Słuchając tych i innych
wypowiedzi, oglądając pojedyncze sceny, doszedłem do jednego prostego wniosku:
ci faceci myślą penisami, a dziewczyny dupami. No, ewentualnie dupami i
paznokciami. Rozumiem, że to taka konwencja, taki format, że to wszystko może i
pewnie jest wyreżyserowane, że to komercyjna stacja telewizyjna, że liberalizm
i jeszcze wiele innych że, ale na taki program trochę słów brakuje. Nie jestem
konserwatystą, a mimo wszystko z każdą upływającą sekundą miałem wrażenie,
jakbym żył w trochę innym świecie. Może mniej zabawowym, może nie lepszym, ale
po prostu innym. I dobrze mi w moim świecie widząc to, co dzieje się w ichnim.
Oni
sami się zgodzili wziąć udział w takim reality show. Czytając opinię po
obejrzeniu pierwszego odcinka zastanawiam się, czy po zakończeniu programu wszystkie
te osoby będą miały życie, czy nie będą wytykane palcami, nie stracą znajomych
w realu i na facebooku J itd.
Ale to już jakby nie mój problem, ich to chyba generalnie nie obchodzi.
Pierwszy
odcinek obejrzało 62 tysiące ludzi. Potem kiedyś muzyczna stacja MTV puściła jeszcze
pierdyliardy powtórek, by nieco zwiększyć oglądalność tego jakże zacnego
programu. Mało? Dużo? Według mnie o jakieś 70 tysięcy za dużo. Aaale. W
Stanach, odpowiednio oczywiście znacznie liczniejszych, pierwszy odcinek
pierwowzoru Warsaw Whores… przepraszam, Warsaw Shore, czyli Ekipy z New Jersey,
obejrzało blisko 1,5 miliona Amerykanów. Wraz z rozwojem nazwijmy to wydarzeń
co tydzień przed telewizorami zasiadało ponad 4 miliony widzów, co jest najlepszym
wynikiem w historii MTV! Fenomen? Trochę tak, bo jednak sztuką jest zrobić z
czegoś tak głupiego hit. A tu się udało.
Prawdopodobnie
nie będę fanem Ekipy z Warszawy. Ale kto wie, może w niedalekiej przyszłości
oberwę meteorytem, może zostanie mi przeszczepiony mózg od któregoś z
uczestników (a raczej penis z jego czaszki), może stracę resztki rozumu, a może
napadnie na mnie mafia i każe oglądać Warsaw Shore pod groźbą obcięcia palców.
Może. Chociaż nad tym ostatnim to chyba bym pomyślał, czy to aby nie lepsze.
Na
zakończenie taki apel: nie wszystko, co pochodzi ze Stanów, jest dobre i nie
wszystko to warto przeszczepiać na nasz polski grunt. Truizm. Dziękuję.