Przy okazji
ubiegłorocznego Dnia Niepodległości napisałem na zakończenie, że mam nadzieję
nie przeżyć deja vu w roku 2013. No i co? Znów okazało się, że nadzieja matką
głupich.
Podczas wczorajszego
marszu zatrzymano 72 osoby, kilkanaście osób zostało rannych. Miasto wyceniło
straty na 120 tysięcy złotych. Do tego dojdą jeszcze straty po stronie
rosyjskiej. Ma za to podobno zapłacić organizator, który wypiął się na
zadymiarzy, odciął się od nich i pewnie nie zapłaci. Bo niby z jakiej racji.
Przecież burdy nie odbyły się na trasie przemarszu, a na ulicach
przyległych.
Ja wiem, że wszystkiemu winna jest policja, toż to oczywista oczywistość. Zawsze, gdy dochodzi do burd, to są one spowodowane obecnością służb mundurowych. Wiadomo. W zeszłym roku policja ochraniała podobny marsz i agresja niektórych zgromadzonych obróciła się właśnie w jej stronę. W tym roku założenie było takie, że organizator zapewnia własną ochronę, więc policja się wycofała. A jak w pobliżu nie było „niebieskich”, to trzeba było znaleźć sobie inny obiekt, któremu można dowalić. No to sobie znaleźli – squaty, tęczę, samochody, drzewka, chodniki, ambasadę itd. Policja wkroczyła i tez oberwała – 12 rannych funkcjonariuszy.
Ja wiem, że wszystkiemu winna jest policja, toż to oczywista oczywistość. Zawsze, gdy dochodzi do burd, to są one spowodowane obecnością służb mundurowych. Wiadomo. W zeszłym roku policja ochraniała podobny marsz i agresja niektórych zgromadzonych obróciła się właśnie w jej stronę. W tym roku założenie było takie, że organizator zapewnia własną ochronę, więc policja się wycofała. A jak w pobliżu nie było „niebieskich”, to trzeba było znaleźć sobie inny obiekt, któremu można dowalić. No to sobie znaleźli – squaty, tęczę, samochody, drzewka, chodniki, ambasadę itd. Policja wkroczyła i tez oberwała – 12 rannych funkcjonariuszy.
Oczywiście, nie
generalizuję. Nie wszyscy, którzy szli w tym marszu, mieli na celu zrobienie
zadymy. Ogromna większość szła w spokoju (pomijając obelżywe hasła), ale jak
zwykle przy tego typu sytuacjach bywa, nie o nich się mówi, a o tych, którzy
postanowili „się pokazać”. Tzn. pokazać swoje kominiarki, bo twarzy się przecież
wstydzą.
Polskie obchody Dnia
Niepodległości zauważono także w zagranicznych mediach. I co? Próżno tam szukać
relacji ze spokojnego, pokojowego, radosnego i iście piknikowego marszu
prezydenckiego, a rozpisują się one o wieczornym marszu niepodległości. Piszą
m.in. – Skrajna prawica zostawiła ślad
zniszczenia w polskiej stolicy (Reuters), – Marsz Niepodległości przemienił się
w brutalne zamieszki (USA Today).
Jeżeli za szczyt
patriotyzmu uważane jest spalenie tęczy, która zresztą NIE JEST symbolem „pedalstwa”,
a szeroko rozumianej tolerancji i otwartości, jeżeli za szczyt patriotyzmu
uważane jest zdewastowanie miasta, jeżeli za szczyt patriotyzmu uważane jest
naparzane się na ulicach przy okazji Dnia Niepodległości, i wreszcie,
jeżeli za szczyt patriotyzmu uważane jest zdemolowanie terenu Ambasady (w tym
przypadku) Rosyjskiej, to komuś się w dupach poprzewracało. Jeżeli dzisiejszy
patriotyzm jest synonimem szowinizmu, a jego symbolem jest kominiarka, to ja
dziękuję, nie chcę być nazywany patriotą. Wolę po cichu wywieszać flagę przed
domem, płacić podatki i szanować swoje miasto i kraj, niż demonstrować to w
taki sposób.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz