Na Wiejskiej sezon ogórkowy – nowy (choć bardziej pasuje tu określenie nowo-stary) rząd jeszcze nie powstał, (p)„osłowie” do swych koryt jeszcze nie wrócili, a tu już afera. I to jaka – wagi niebiańskiej. Posłom z Ruchu Palikota przeszkadza krzyż wiszący w sali sejmowej i chcą go ściągnąć. A inni nie chcą. I afera made in Poland gotowa. I w zasadzie nie byłoby sensu tematu rozwijać, gdyby nie pewien szczegół. Otóż w tej całej absurdalnie absurdalnej sprawie jest jeden dość nieoczekiwany pozytyw: we wczorajszym programie Tomasza Lisa poseł Niesiołowski z Platformy Obywatelskiej i eurodeputowany Cymański z Prawa i Sprawiedliwości – [werble] – nie tylko się nie pokłócili, ale wręcz się ze sobą zgadzali!!! I w ten oto sposób Palikot może do CV sobie wpisać, iż udało mu się pogodzić – przynajmniej w jednej sprawie i przynajmniej na około godzinę – dwie (śmiertelnie) zwaśnione strony. Ale to tylko problem zastępczy: o obrońcach krzyża, obrońcach obrońców krzyża i nieobrońcach obrońców krzyża przez ostatnie półtora roku napisano już chyba wszystko (jak widać posłom ciągle mało). Prawdziwy problem leży na ulicy – a właściwie na kilku zamkniętych ulicach…
Gdyby ktoś nie wiedział, to przypominam: w Warszawie budują drugą linię metra. (Wypada w tym miejscu wyrazić nadzieję, że budowa zakończy się wcześniej niż po 25 latach i że w międzyczasie nie nastąpi zmiana ustroju państwa.) Tak tak, Polska jest w budowie, więc i Warszawy nie pominięto. A kto nie wierzy może się wybrać w okolice Dworca Wileńskiego, by się o tym przekonać. Stojąc w gigantycznych korkach lub w przerwach pomiędzy kolejnymi próbami zmieszczenia się do autobusu/tramwaju będzie miał dużo czasu, by przyjrzeć się postępom prac, porozmawiać z grupą robotników, którzy dziwnie się patrzą na jednego biednego, który akurat w danej chwili nie ma przerwy i pracuje bądź ze współtowarzyszami niedoli….
A propos towarzyszów niedoli. Wiecie, co zrobić, aby nie zwariować w korkach? Bo pan profesor Zbigniew Nęcki z Krakowa wie, co zrobić stojąc w warszawskich korkach. Odkryciem swym podzielił się ze stołeczną redakcją „Metra”: – Po pierwsze - cierpliwość. To taka stara piękna cecha, o której zapomnieliśmy. Po drugie - planowanie czasu. Sprawdzić w internecie objazdy, wyjść wcześniej z domu. Po trzecie - nie wrzeszczeć na innych, nie denerwować się. Ludzie w innych samochodach, w autobusie to nie rywale w drodze do pracy, ale współbracia w kłopotach i cierpieniu. Bądźmy dla nich życzliwi. Ewentualnie można znaleźć wspólnego wroga - urzędników. Za to, że przygotowali za mało objazdów, mostów, autobusów. I od razu zrobi się na duszy lżej. Po czwarte - rozwijajmy ducha i intelekt. Bierzmy do autobusu, tramwaju, pociągu gazety, książki oraz płyty z muzyką. Odkrywcze bzdury, prawda?
Istnieje podejrzenie, iż profesor przemieszcza się helikopterem i nie miewa problemów z korkami oraz – jak to określił – ze współbraćmi w kłopotach i cierpieniu. Cierpliwość? Ok, ale wystarczy jeden mniej cierpliwy, żeby wyprowadzić z równowagi tych bardziej cierpliwych. Planowanie czasu? Dość abstrakcyjne pojęcie. Wystarczy oszacować liczbę samochodów na drodze, obliczyć częstotliwość kursowania autobusów i tramwajów, przewidzieć nieprzewidywalne sytuacje, np. wypadki, potencjalnych samobójców, którym akurat w czasie porannego szczytu znudzi się życie, zepsute samochody oraz oszacować liczbę osób, które pomyślą tak jak my i wybiorą, jak na złość, ten sam objazd co my. Łatwizna. Nie wrzeszczeć? Patrz punkt „cierpliwość”. Książki, gazety, muzyka? A to są jeszcze ludzie, którzy jadąc komunikacją miejską, zwiedzają? Osobiście nie znam.
W całej tej sprawie również jest dobra wiadomość: remont potrwa zaledwie… 2 lata. Chyba że zima będzie za długa, robotnicy natrafią na niewybuch lub zaginione miasto z czasów Piastów, przetarg okaże się sfałszowany lub robotnicy zastrajkują. Jak śpiewała Anita Lipnicka, wszystko się może zdarzyć.
Jest jeszcze druga strona medalu. Chcemy mieć nowe drogi, stare naprawione, ale nie chcemy mieć w czasie remontów i modernizacji żadnych utrudnień. Myślenie na zasadzie – zrzućmy drogę z powietrza na pustynię. To jest trochę tak, jak w minionej kampanii wyborczej: PO za swój sukces uznało fakt, że Polska jest w budowie, podczas gdy PiS zarzucał rządowi, że… Polska jest w budowie. Buduje się – źle, nie buduje się – źle. Taka to już nasza mentalność. Inna sprawa, że wszystkim nie da się dogodzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz