Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sport. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 czerwca 2016

Lewandowski gra słabo na Euro 2016. Proponuję: na ławkę z nim!



Nie wiem czy już słyszeliście, ale Robert Lewandowski jest bez formy na mistrzostwach Europy. Tak twierdzą ci, co na futbolu zęby zjedli. 

Jak słyszę od ekspertów, pardon, "ekspertów", że Lewandowski gra słabo na Euro 2016 to mam jakieś takie przekonanie, że faceta nazywa się ekspertem tylko dlatego, że ma znaną gębę, a niekoniecznie wie, gdzie się znajduje i o czym mówi. Może trudno podejrzewać takiego Wojciecha Kowalczyka – byłego reprezentanta kraju, wybranego właśnie do najlepszej jedenastki stulecia Legii Warszawa – że się nie zna, ale to jego i kilku innych „ekspertów” biadolenie nt. Lewandowskiego jest po prostu żałosne. 

Prosta sprawa: wolicie, żeby Lewandowski strzelał, ale byśmy przegrywali czy żeby nie strzelał, ale żebyśmy wygrywali? Ja wybieram tę drugą opcję i na razie na szczęście tak to właśnie wygląda. Ja wiem, Polakowi nie dogodzisz, zawsze znajdzie jakieś pole do marudzenia, zawsze można przecież powiedzieć: „wolę, żeby strzelał i żebyśmy wygrywali”. Jasne, tylko co z tego? Jest dobrze, a przecież mogło być gorzej.

Druga prosta sprawa: wolicie mieć w składzie Lewandowskiego czy wolicie go nie mieć? Skoro on tak słabo gra, to może warto podpowiedzieć panu Nawałce, żeby posadził go w meczu z Portugalią na ławie? Selekcjoner głupi nie jest, nie chce osłabiać zespołu, więc powinien posłuchać dobrych rad. A gdybyśmy nie daj Boże przegrali, wtedy ci sami „eksperci” powiedzieliby, że „przegraliśmy, bo Lewandowski nie grał”. Ot i cała historyja.

Jeśli do końca turnieju Lewandowski nie strzeli żadnego gola, będzie „słabo” grał, a zagramy w finale, to ja taki scenariusz biorę w ciemno. A tym, którzy krytykują „Lewego” za to, że nie strzela, ale odciąga rywali, skupia na sobie dwóch środkowych obrońców i defensywnego pomocnika przeciwnika proponuję, aby bardzo mocno walnęli się (eufemizm) w czoło. Może wtedy ogarnęliby, że jeden z najlepszych napastników na świecie poświęcił się dla drużyny i przedłożył własne aspiracje do zdobywania goli nad dobro zespołu. Nawet jeśli nie jest w najwyższej formie, to jest magnesem dla rywali, bo oni nigdy nie wiedzą, kiedy nagle "odpali".

Jak dla mnie wielki szacun dla Lewandowskiego, wielka czerwona kartka dla „gadających głów”.

niedziela, 6 stycznia 2013

Kowalczyk znów "Najlepszym Sportowcem Roku", ale... nie dla mnie


    Wczoraj rozstrzygnięto 78. Plebiscyt „Przeglądu Sportowego” i Telewizji Polskiej na Najlepszego Sportowca Polski 2012 Roku. Wygrała – po raz czwarty z rzędu – Justyna Kowalczyk. „Królowa Nart” wyprzedziła dwóch złotych medalistów olimpijskich z Londynu – Tomasza Majewskiego i Adriana Zielińskiego. Słusznie? Moim zdaniem nie.
     Rok 2012 obfitował w wielkie imprezy sportowe: w Londynie odbyły się letnie igrzyska olimpijskie, w Polsce i na Ukrainie udało się zorganizować i przeprowadzić Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, siatkarze po raz kolejny rywalizowali w Lidze Światowej, a Justyna Kowalczyk i skoczkowie startowali w cyklicznych prestiżowych imprezach – odpowiednio Tour de Ski i Turnieju Czterech Skoczni. To były najważniejsze starty przedstawicieli sportów zimowych w ubiegłym roku.
      W Londynie rewelacji nie było – dziesięć medali, w tym tylko dwa złote. Część niepowodzeń można zrzucić na kark kontuzji, które w trakcie przygotowań przytrafiły się m.in. Annie Rogowskiej i Piotrowi Małachowskiemu oraz pechowi murowanej faworytki do złotego medalu Mai Włoszczowskiej, która na jednym z treningów skręciła kostkę i na igrzyska w ogóle nie pojechała. Inni zawiedli na całej linii – Agnieszka Radwańska przegrała już w pierwszym meczu z Niemką Julią Goerges i przedwcześnie pożegnała się z turniejem, siatkarze, którzy jechali na igrzyska w glorii zwycięzców Ligi Światowej, doszli jedynie do ćwierćfinału, gdzie musieli uznać wyższość Rosjan, liczyliśmy na więcej w kajakarstwie, wioślarstwie i pływaniu. Na szczęście pojawiło się kilka niespodzianek, za jaki należało uznać srebrny medal w strzelectwie Sylwii Bogackiej czy brązowy medal Bartłomieja Bonka w podnoszeniu ciężarów.
      O Euro 2012 krótko, bo i mówić nie za bardzo jest o czym. Mistrzostwa miały być zarówno sukcesem organizacyjnym, jak i sportowym. Skończyło się tylko na tym pierwszym. O wyniku sportowym lepiej nie wspominać.
      Justyna Kowalczyk w ubiegłym sezonie miała dwa, a w zasadzie trzy, cele: po raz trzeci z rzędu wygrać Tour de Ski, zwyciężyć w Szklarskiej Porębie, gdzie po raz pierwszy odbyły się zawodach Pucharu Świata oraz obronić pierwszą lokatę w klasyfikacji generalnej PŚ. Plan został wykonany w dwóch trzecich, nie udało się tylko to ostatnie, gdzie „Polska Królowa Nart” musiała uznać wyższość Norweżki Marit Bjoergen. W drużynie skoczków znaleźliśmy zdecydowanego lidera – w sezonie 2011/2012 Kamil Stoch zajął najlepsze w swojej karierze piąte miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, był ósmy w Turnieju Czterech Skoczni, siedmiokrotnie stawał na podium, zwyciężał dwukrotnie. Innych zawodników próżno szukać wśród najlepszych.
     Wracając do wyników Plebiscytu na 10. Najlepszych Sportowców minionego roku. Wyniki wyglądały następująco:

                          1. Justyna Kowalczyk
                    2. Tomasz Majewski
                    3. Adrian Zieliński
                    4. Anita Włodarczyk
                    5. Agnieszka Radwańska
                    6. Bartosz Kurek
                    7. Robert Lewandowski
                    8. Sylwia Bogacka
                    9. Damian Janikowski
                    10. Magdalena Fularczyk/Julia Michalska

Osobiście sporo bym w tych wynikach namieszał. Dla mnie zwycięstwo powinno przypaść Tomaszowi Majewskiemu, który powtórzył wynik z 2008 roku z igrzysk olimpijskich w Pekinie i ponownie sięgnął po złoty medal. Co więcej może zrobić lekkoatleta, by wygrać taki plebiscyt?
      Spotkałem się z zarzutem czy tez uzasadnieniem takiego wyboru, że Justyna Kowalczyk walczy przez pięć miesięcy w PŚ, a Majewski musiał przygotować się tylko na jeden start. To prawda, ale tylko częściowo. Trening do igrzysk nie trwa tydzień czy dwa, a przez całe cztery lata, gdzie w każdym starcie trzeba potwierdzać olimpijską formę, walczyć o minimum. Ponadto, paradoksalnie trudniej jest przygotować najlepszą formę na jeden start niż walczyć w PŚ, gdzie można sobie pozwolić na gorsze zawody, dni słabości, odpuścić. Ta trudność jeszcze wzrasta, gdy trzeba bronić tytułu wywalczonego cztery lata wcześniej. No nie wiem, może gdyby rzucił 30 m to okazałby się Najlepszym Sportowcem A.D. 2012...
      Podobnie rzecz się ma z Adrianem Zielińskim. Co prawda, on nie bronił złota z Pekinu i jechał w roli faworyta do medalu. Mimo to debiutował na zawodach tej rangi i można było mieć pewne wątpliwości. Zieliński potwierdził swoją doskonałą dyspozycję, nie spalił się i (tym także) wygrał. W ogóle, osobiście zdecydowanie przedkładam sukces na igrzyskach olimpijskich nad zwycięstwem w imprezie komercyjnej, jakim jest Tour de Ski. Dlatego w moim prywatnym zestawieniu Justyna dopiero trzecia.
      Ale nie tylko kolejność na podium mnie zaskoczyła. Jeszcze większe kontrowersje pojawiają się na miejscach 5-7. Moim zdaniem cała trojka nie powinna trafić do pierwszej dziesiątki. Jasne, Radwańska zagrała w finale Wimbledonu, Kurek został MVP finału Ligi Światowej, a Lewandowski stał się jedną z najważniejszych postaci mistrza Bundesligi, Borussi Dortmund, napastnikiem, o którego ponoć starają się największe kluby Europy. To wszystko prawda. Tym niemniej Radwańska na igrzyskach nie odegrała żadnej roli (choć turniej toczył się na kortach Wimbledonu), a swoimi wypowiedziami pokazała, że nie dorosła do roli chorążego naszej reprezentacji w Londynie. Kurek i Lewandowski mają trudniej – w sportach drużynowych liczy się gra indywidualna, ale i postawa całego zespołu. Siatkarze przedwcześnie odpadli z igrzysk, podobnie jak kadra Franciszka Smudy z Euro 2012. W ich miejscu widziałbym brązowych medalistów igrzysk olimpijskich – Przemysława Miarczyńskiego, Zofię Noceti-Klepacką i Bartłomieja Bonka.

Moja prywatna 10 Najlepszych Sportowców 2012 Roku:

1.       Tomasz Majewski
2.       Adrian Zieliński
3.       Justyna Kowalczyk
4.       Anita Włodarczyk
5.       Sylwia Bogacka
6.       Magdalena Fularczyk/Julia Michalska
7.       Zofia Noceti-Klepacka
8.       Damian Janikowski
9.       Przemysław Miarczyński
10.   Bartłomiej Bonk

Rankingi „najlepszych” mają to do siebie, że są subiektywne. Lepiej byłoby zmieć ich nazwę, np. „Ulubiony Sportowiec 2012 Roku”. Wtedy, od biedy, mógłbym się zgodzić z wyborem czytelników „Przeglądu Sportowego” i widzów TVP.

niedziela, 1 lipca 2012

Podsumowanie Euro 2012


W Euro 2012 do rozegrania pozostał już tylko jeden mecz – finał pomiędzy reprezentacjami Włoch i Hiszpanii. Nadszedł więc czas pierwszych podsumowań. Niezależnie od wyniku już teraz można pokusić się o wybór największych gwiazd i przegranych polsko-ukraińskiego turnieju. Bo przecież mało prawdopodobne, by Buffon czy Casillas puścili szmatę, a Pirlo zagrał najgorszy mecz w karierze. 

Najlepszy bramkarz:
Kandydatów było trzech: Rui Patricio z Portugalii, Gianluigi Buffon z Włoch i Iker Casillas z Hiszpanii. Wygrał ten ostatni, gdyż to on zapewnił Hiszpanom możliwość zwycięstwa z Chorwacją - w końcówce meczu obronił strzał głową z trzech metrów Ivana Rakiticia! Ponadto obronił jedenastkę Joao Moutinho w serii rzutów karnych w półfinałowym starciu z Portugalią. Spośród trójki wymienionych jest najpewniejszy – Buffonowi i Patricio zdarzały się w tym turnieju niepewne interwencje i nieporozumienia z obrońcami, które mogły skończyć się stratą bramki. Casillas takich problemów nie miał. Dość powiedzieć, że Hiszpanie w tym turnieju stracili zaledwie jednego gola. 

Najlepszy obrońca:
Przed meczami półfinałowymi moim faworytem był Mats Hummels. Ale mecz z Włochami obnażył jego braki – dał się ograć jak dziecko Antonio Cassano, dzięki czemu ten miał prostą drogę do dośrodkowania na głowę Balotelliego. W związku z tym na ostatniej prostej wyprzedził go Fabio Coentrao. Trudno w zasadzie stwierdzić, że jest to obrońca, gdyż częściej niż w obronie mogliśmy go oglądać w roli rozgrywającego bądź lewoskrzydłowego dublującego pozycję Cristiano Ronaldo. Nominalnie ustawiany był na lewej obronie, dlatego też mógł wygrać klasyfikację na najlepszego obrońcę. Zresztą ta jego wszechstronność, żelazne płuca i doskonała gra zarówno w obronie, jak i w ataku zdecydowały o jego triumfie w tej kategorii. Jedynym, który sprawiał mu większe problemy był Jesus Navas, ale miało to miejsce od 105 minuty półfinałowego meczu przeciwko Hiszpanii podczas gdy Portugalczyk grał od początku meczu, a Navas wszedł pod koniec drugiej połowy. Klasowy występ. 

Najlepszy pomocnik:
Tu wybór był najprostszy. Andrea Pirlo – najlepszy pomocnik, ale także najlepszy zawodnik turnieju. Mówiąc krótko: od niego wszystko się zaczyna, mózg drużyny, reżyser i dyrygent poczynań włoskiej drużyny. Każda akcja przechodzi przez niego, to on decyduje o tempie i obliczu Italii. Mówi się, że po trzydziestce piłkarz gra coraz gorzej, ale Pirlo swoją postawą na boisku zaprzecza tej tezie. Przed sezonem 33-letni pomocnik AC Milan przeszedł do Juventusu Turyn i odżył. Z Milanem zdobył wszystko i brakowało mu motywacji. Odnalazł ją w Turynie i od razu stał się kluczową postacią w zespole mistrza Włoch. Podaje na milimetry (w Euro 3 asysty), doskonale egzekwuje stałe fragmenty gry (1 gol) i… wykonuje karne (jedenastka z meczu z Anglią przejdzie do historii). Nie jest może szybki, ale za to doskonały technicznie. Odebranie mu piłki graniczy niemal z cudem. To zdecydowanie jego turniej. 

Najlepszy napastnik:
To nie był turniej napastników. Zawodzili van Persie, Wayne Rooney, Helder Postiga, przebłysk z meczu z najsłabszą na turnieju Irlandią zanotował Fernando Torres, ale potem osiadł na ławce, Zlatan Ibrahimović nie mógł znaleźć sobie miejsca na boisku, Mario Gomez zagrał dwa mecze i zniknął, Mario Balotelli zaskoczył w najważniejszym momencie – w półfinale z Niemcami, ale wcześniej zmarnował kilka stuprocentowych okazji. Dlatego wybór padł na Mario Mandżukicia – strzelca trzech goli (2 z Irlandią i 1 z Włochami). Wykorzystał wszystkie okazje, które wypracowali mu partnerzy z reprezentacji Chorwacji i to jego skuteczność zadecydowała o moim wyborze. Klasę zawodnika dostrzegli także włodarze Bayernu Monachium, którzy natychmiast po odpadnięciu Chorwacji z turnieju zdecydowali się wykupić napastnika z Wolfsburga.

Największe rozczarowanie (reprezentacja) i największe zaskoczenie (in minus):
Holandia – jeden z głównych faworytów do zdobycia tytułu mistrza Europy zawiódł na całej linii. Fakt, grali w grupie śmierci z Niemcami, Portugalią i Danią, ale to oni wraz z Niemcami mieli dyktować warunki gry i wspólnie z nimi bez większych problemów do ćwierćfinału. Tymczasem Wesley Sneijder, Robin van Persie, Arjen Robben i spółka przegrali wszystkie trzy mecze i po fazie grupowej pożegnali się z turniejem. Holendrzy nie stanowili zespołu. Wewnętrzne kłótnie, niezadowolenie m.in. van der Vaarta i Huntelaara z siedzenia na ławce i egoistyczna gra największych gwiazd drużyny przełożyły się na fatalną atmosferę, a co gorsza na postawę na boisku. W pojedynkę nikt meczu nie wygra, a Holendrzy sprawiali wrażenie, jakby nie rozumieli podstaw piłki nożnej. 

Największe rozczarowanie (zawodnik):
I tu był problem bogactwa. Dlatego wybór padł na aż trzech graczy. Arjen Robben miał fatalny sezon w Bayernie Monachium, niemniej Bert van Maarvijk mu zaufał. Nie opłaciło się. Holender grał zbyt indywidualnie, nie dostrzegał lepiej ustawionych kolegów, wszystkie akcje chciał kończyć strzałem. Kiedy już zdecydował się podać (do van der Vaarta w ostatnim meczu z Portugalią) padła bramka. Tylko że to był tylko wypadek przy pracy Robbena, a nie stała tendencja jego zachować. Wszystkie jego braki najlepiej obnażył kolega z Bayernu, Phillip Lahm – wystarczyło, by Niemiec blokował Holendrowi lewą nogę i ten miotał się jak dziecko we mgle.
Z goła odmienne nastroje towarzyszyły przed turniejem Robinowi van Persiemu, który miał za sobą fantastyczny sezon okraszony zdobyciem tytułu króla strzelców Premiership. Niestety już w meczu z Danią zaprzepaścił tyle doskonałych sytuacji co w całych rozgrywkach ligi angielskiej. I potem już do końca nie mógł się odnaleźć. Strzelił co prawda bramkę Niemcom, ale był to jedynie jednorazowy wyskok. Szkoda, bo typowałem go na jedną z gwiazd Euro 2012.
Lukas Podolski – chyba zawróciła mu w głowie przeprowadzka do Arsenalu. Łukasz nie był tym samym zawodnikiem co w FC Koeln. Przebojowy, szybki, niezwykle zadziorny i niebezpieczny pod bramką rywali podczas Euro zgasł, stał się anemicznym, bardzo przeciętnym zawodnikiem. Apogeum jego słabej postawy oglądaliśmy podczas warszawskiego półfinału z Włochami, gdzie został zmieniony po pierwszej połowie. Przez 45 minut nie pokazał nic poza kilkoma bardzo nieprecyzyjnymi zagraniami. A może to presja gry w kraju jego przodków go zjadła. O wiele lepiej spisali się dwaj jego zmiennicy – Andre Schurrle i Marco Reus. 

Największe zaskoczenie (in plus):
Anglia – pomimo licznych kłopotów kadrowych zdolali wyjść z trudnej grupy w pierwszego miejsca i napędzić stracha Włochom w ćwierćfinale Przed turniejem pisałem, że Anglicy nie maja większych szans na odegranie znaczącej roli w Euro 2012. Ba, nawet na wyjście z grupy. Tymczasem pokazali charakter, wolę walki i hart ducha. Udowodnili, że brak m.in. Garetha Barry’ego, Franka Lamparda, Gary’ego Cahilla i – w dwóch pierwszych meczach – Wayne’a Rooney’a oraz mając problemy z selekcjonerem (Roy Hodgson objął te funkcje po Fabio Capello na niespełna miesiąc przez mistrzostwami)  można pokusić się o niespodziankę. Wyprzedzenie Francji, Szwecji i współgospodarza Ukrainy było niemałym osiągnięciem. W ćwierćfinale zostali pokonani przez Włochów, ale przez 120 minut doskonale się bronili i mieli przy tym odrobinę szczęścia. Ostatecznie nie dali rady, ale ich dobry występ był dla mnie sporym zaskoczeniem.

Moralny zwycięzca:
Nie ukrywam – kategoria specjalnie utworzona, by uhonorować Irlandię. Nie tylko grę zawodników, którzy nawet przegrywając 4:0 z Hiszpanią do końca dążyli do zdobycie honorowej bramki, ale także – a może przede wszystkim – z uwagi na jej fantastycznych kibiców. Ich chóralne śpiewy we wspomnianym meczu z Hiszpanią przy stanie 4:0 przejdą do historii jako wzór dopingowania swojej reprezentacji w sytuacji druzgocącej porażki. Dzięki takiej postawie zaskarbili sobie sympatię nie tylko polskich kibiców, ale też tych z całego świata. To o nich mówiono częściej aniżeli o grze piłkarzy, to oni zrobili swojemu kraju doskonałą reklamę. I kto wie, czy nie załatwili Irlandii (Szkocji i Walii) wygranej w wyścigu o organizację Euro 2020.

Jedenastka turnieju:
Iker Casillas – Joao Pereira, Mats Hummels, Sergio Ramos, Fabio Coentrao – Andrea Pirlo, Daniele de Rossi, Xabi Alonso, Vaclav Pilar, Jewhen Konoplanka – Mario Mandżukić 

Następny tak wielki turniej w Polsce odbędzie się w 2014 roku. Wbrew słowom ministry Muchy nie będą to Mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn, a Mistrzostwa Świata, dyscypliny tym razem nie pomyliła. Szkoda, że to już koniec.


niedziela, 17 czerwca 2012

...i znowu żałoba narodowa


Miało być pięknie, wyszło jak zwykle. Polska przegrała z Czechami i to nasi południowi sąsiedzi zagrają w ćwierćfinale. Nam pozostaje odśpiewać hymn reprezentacji „Polacy nic się nie stało” i… kibicować innym, lepszym. Może właśnie Czechom lub Grekom, którzy niespodziewanie ograli Rosjan 1:0 i z drugiego miejsca awansowali do kolejnej fazy rozgrywek.
Powinienem chyba zacząć od apelu do prezydenta Komorowskiego. A zatem:
„Panie Prezydencie, w związku z faktem, iż wczorajszego wieczora Polska przegrała, by nie powiedzieć zginęła, w imieniu swoim i milionów polskich kibiców proszę o wprowadzenie tygodniowej żałoby narodowej. Czas ten wymaga kontemplacji i skupienia, by przy okazji kolejnego turnieju nie zdarzył się podobny kataklizm.”
Tylko na to czekam, by prezydent wpisał się w naszą narodową histerię i coś takiego zapowiedział.
Punkt drugi wstępu, żeby nie było: też jestem rozczarowany, też jestem zawiedziony, też liczyłem na więcej. Rozczarowanie jest wprost proporcjonalne do oczekiwań, jakie kibice stawiali przed naszą reprezentacją.  Jednak nasza irracjonalna wiara w odegranie znaczącej roli w tych mistrzostwach była niczym w porównaniu z absurdalnymi reakcjami po meczu. Zresztą nie tylko po spotkaniu z Czechami. Po remisie z Grekami dominowało uczucie niedosytu, po remisie z Rosjanami byliśmy niemal mistrzami Europy, po porażce z Czechami znów wróciliśmy na dno, a nasi piłkarze i trener zdeptali naszą narodową dumę z bycia Polakiem. Można mieć wrażenie, że polski kibic mecze oglądał na rollercoasterze…
Teraz dopiero się zacznie. Zatriumfują ludzie pokroju świetnego bramkarza z dawnych lat, a obecnie głupkowatego polityka, Jana Tomaszewskiego. Porażka Polaków to dla niego, jak i licznych komentatorów, ekspertów, byłych zawodników pożywka, by nie przebierając w słowach wytykać Smudzie, piłkarzom wszystkich, nawet najmniejszych błędów. Po fakcie bardzo łatwo jest krytykować, dużo trudniej wspierać, bądź co bądź, naszą reprezentację. Lepiej dowalić, skopać i podeptać, niż wczuć się w rolę tych, którzy nie udźwignęli ciężaru milionów Polaków i przegrali.
Daleki jestem od stwierdzenia, że piłkarzom się nie chciało (bo to największa bzdura jaką można powiedzieć), a Smuda źle ich przygotował (i że spadek w rankingu FIFA jest „zasługą” Smudy – laik wie, że grając przez dwa lata tylko mecze towarzyskie nie można wspinać się w tym zestawieniu). Od tego są inni. Natomiast z całą pewnością mogę powiedzieć, że zabrakło doświadczenia. Dla większości tych chłopaków był to pierwszy wielki turniej, najważniejszy w życiu, bo rozgrywany w ich (naszym) kraju. Grecy zagrali tylko na doświadczeniu i tym wygrali, naszym zabrakło wyrachowania i zimnej krwi w dobiciu Grecji, Rosji czy zaskoczenia Czech. Postawy poszczególnych zawodników nie będę analizował, bo to mija się z celem. Wygrywa i przegrywa drużyna, a to że w grupie dwudziestu trzech ludzi trafiają się słabsze ogniwa jest rzeczą oczywistą. Szkoda, wielka szkoda.
Życzyłbym sobie, aby po odpadnięciu Polski kibice nadal pokazywali, że żyją tymi mistrzostwami, że dalej jesteśmy gospodarzami i wywiązujemy się z tej roli jak najlepiej potrafimy, żeby strefy kibica nie opustoszały. Jest tyle świetnych drużyn, którym można dopingować, że każdy znajdzie coś dla siebie. Szał opadnie, szaleństwo ustąpi i w spokoju będzie można śledzić poczynania innych. Szkoda, że nie naszych, ale to nie koniec świata. Przynajmniej dla mnie.
PS: Forza Italia :D

środa, 13 czerwca 2012

Świętowanie mejd in łorsoł część druga


       „Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało”. Każdy polski kibic naszej reprezentacji w piłce nożnej zna tę przyśpiewkę. I dumnie śpiewa podczas ostatnich wielkich turniejów. Na szczęście wynik wczorajszego spotkania (1:1) spowodował, że fani nie mieli powodów do odśpiewania drugiego, po „Mazurku Dąbrowskim”, hymnu Polski.
       Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Jak się okazuje wielkimi kibicami piłki nożnej są także władze Warszawy, minister Cichocki i – o dziwo – ministra Mucha. Otóż po wczorajszych burdach na stołecznych ulicach pomiędzy polskimi i rosyjskimi chuliganami… tzn. kibicami, jak sami siebie nazywają, wszyscy oni zgodnie zaintonowali „nic się nie stało, kibole nic się nie stało”. No, prawie nic, bo policja zawiodła i zbyt brutalnie rozprawiła się z kulturalnie bawiącymi się w „kopnij – uciekaj” fanów.
       A poważnie, przez chwilę. Władze Warszawy, ministra Mucha i minister Cichocki przekonywali dziś, że burdy oczywiście nie powinny się zdarzyć, ale to były jedynie incydenty, które święta trójca starała się bagatelizować. Jasne, potępiła te zamieszki, bo tak wypada, ale stanowczego stanowiska nie zajęła. Czemu się dziwić – prezydentka (ukłon w stronę feministek, co by się nie czepiały) Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała zgodę na przejście kibiców z Rosji od Mostu Poniatowskiego na Stadion Narodowy, a Mucha i Cichocki wspólnie z policja odpowiadają za bezpieczeństwo podczas Euro. Wszystko było pięknie, a grupki chuliganów zdarzają się wszędzie. Cieszmy się w ogóle, że było ich tak mało.
       Problem tylko jest taki, że ta grupka wypełzających na ulice debili w kapturach i dresach (lepiej w dresie niż w koszulce z orłem na piersi, bo i tacy byli) w celu przywalenia w ryj pierwszemu napotkanemu Rosjaninowi rzutuje potem na obraz całych mistrzostw i Polski na arenie międzynarodowej. Dzisiejsze gazety w większym stopniu skupiały się na zadymach niż na dobrej grze obu ekip i korzystnym dla Polaku wyniku. Absurd. Dla nich, tych wszystkich kiboli tak spragnionych ulicznych walk mam propozycję: pojedźcie sobie do Grunwaldu, wylegnijcie na pole z tymi maczetami, kastetami czy z czym tam wolicie i powyrzynajcie się! Przynajmniej wstydu przy okazji następnego święta nie będzie. EURO wiocha!
       Innym tematem przewijającym się dziś w mediach było to, czy oto Polacy sprowokowali Rosjan, Rosjanie Polaków czy policjanci wszystkich na raz, a może wszyscy na raz policjantów. A przepraszam, co to kurwa za różnica kto kogo? Lepiej się poczujemy jako naród jak się okaże, że „Rusek zaczął”.  Mnie jest normalnie wstyd, że takie coś zdarzyło się w naszym kraju podczas fantastycznego turnieju, na który patrzy cały świat.  
       Kolejna kwestia: „przecież takie rzeczy dzieją się przy okazji meczów w każdym państwie”. A przepraszam, co to kurwa ma do rzeczy? Tak lubimy się porównywać z innymi i chełpić tym, że u nas wcale nie jest inaczej niż w innych państwach? To nie jest powód do dumy, a wstyd dla wszystkich tych państw! Się wziąłem i się oburzyłem, że znów piszę o takich idiotach…
       PS. Remis z Rosją i zwycięstwo Czechów z Grekami 2:1 sprawia, że ostatni grupowy mecz (wreszcie) nie będzie  dla biało – czerwonych meczem o „pietruszkę”. Zwycięstwo da nam awans do ćwierćfinału!  

czwartek, 7 czerwca 2012

Miesięczne święto piłki... i nie tylko


Koniec narzekania, że drogi niedokończone, że nie wszystko jest zapięte na ostatni guzik, że rasizm, że antysemityzm, że kibole, że Tomaszewski brednie gada, że się nie uda. Udało się! i już jutro zabrzmi pierwszy gwizdek Euro 2012 – pierwszej imprezy rangi mistrzowskiej, która (na razie tylko częściowo) rozegrana zostanie w Polsce. Współgospodarzem są Ukraińcy. Z tej okazji przedstawiam swoisty EUROniezbędnik – krótką analizę szans poszczególnych drużyn. Do 1 lipca świętujemy!

GRUPA A:

        Polska
        Serce by chciało, a rozum podpowiada… nie jesteśmy bez szans. Biorąc pod uwagę grupę, w jakiej się znaleźliśmy i kibiców, którzy będą nieśli naszą drużynę do jak najlepszej gry sądzę, że wygramy tę grupę (nie, to nie herezja). Zgadzam się ze Zbigniewem Bońkiem, który mówił, że mamy najmocniejszą drużynę od lat.
        Kiedy trener Smuda obejmował kadrę 2,5 roku temu trudno było mu sklecić względnie przyzwoitą jedenastkę. Minęły 2 lata i wielu naszych zawodników zbudowało sobie mocne pozycje w zachodnich klubach. O Błaszczykowskim, Lewandowskim i Piszczku trąbią całe Niemcy i pytają największe kluby Europy. Szczęsny wygrał rywalizację z Almunią i Fabiańskim o bluzę z numerem 1 (umownie, bo gra z 13) i jest dziś uznawany za jednego z najlepszych bramkarzy młodego pokolenia. Rybus przeszedł zimą z Legii do Tereka Grozny i z miejsca stal się kluczową postacią zespołu. Podobnie jak Grosicki po przejściu z Jagiellonii do Sivassporu. Obraniak po zamianie Lille na Bordeaux odżył i wreszcie prezentuje się na miarę oczekiwań. Wasilewski po niezwykle ciężkiej kontuzji powrócił do wysokiej dyspozycji. Pozostali to gracze o ugruntowanej pozycji w polskiej, francuskiej i niemieckiej lidze. Problemem jest lewa obrona, ale tak naprawdę poza Hiszpanami i Niemcami (bo tam może grać Lahm) wszystkie drużyny mają kłopot na tej pozycji.
        System gry na szczęście nie opiera się tylko na Lewandowskim. Siłę mają stanowić ci, którzy grają za jego plecami. Sam Lewandowski meczu nie wygra, piłkarze nie mogą mieć przeświadczenia typu: „wszystko do Lewego, on z tego coś na pewno zrobi”. Jeśli wszyscy zagrają na swoim normalnym poziomie to możemy mieć wiele powodów do radości. W tej grupie nie potrzeba fajerwerków i wirtuozerii piłkarskiej. Potrzebna chłodna głowa, odcięcie się od presji i skuteczność. Nic więcej.
   
        Grecja
        Sensacyjny Mistrz Europy z 2004 roku. Na portugalskim turnieju również grali mecz otwarcia z gospodarzami. Wygrali. W finale Portugalczycy mieli szansę do rewanżu, ale z niej nie skorzystali. Spalili się. Na nasze szczęście futbolem nie rządzą ani pieniądze ani analogie.
        O Grekach mówi się, że to najbrzydziej grająca drużyna turnieju. Problem w tym, że za efekty specjalne nikt punktów nie przyznaje, liczy się skuteczność. A na tę podopieczni Fernando Santosa nie mogą narzekać – przegrali tylko jeden z dwudziestu ostatnich meczów! W eliminacjach wyprzedzili m.in. Chorwację.
        
        Rosja
        Drużyna niezwykle chimeryczna. Potrafiła wywalczyć trzecie miejsce na poprzednim Euro, po czym dwa lata później nie zakwalifikowała się do Mistrzostw Świata.
        Od lat grają w niemal niezmienionym składzie. Razem ponosili porażki, razem zdobywali medale. Zmiany zaszły niewielkie. Pod względem sportowym to zespół przynajmniej o klasę gorszy od tego, który zachwycał swoją grą cztery lata temu. Po nieudanych przygodach w klubach zagranicznych do rodzimej ligi powróciły największe gwiazdy – Andriej Arszawin został wypożyczony z Arsenalu do Zenita Sankt Petersburg, a Roman Pawliuczenko po nieudanej przygodzie w Tottenhamie Hotspur Londyn przeniósł się do Lokomotivu Moskwa. Na Wyspach pozostał Pawel Pogrebniak, ale w londyńskim Fulham nie odgrywa pierwszoplanowej roli. Na uwagę zasługują bramkarz Igor Akinfiejew, Igor Denisov i Ałan Dzagojew.
Przed turniejem w meczach towarzyskich m.in. ograli Włochów 3:0 i zremisowali z Urugwajem. Ale to dobrze, że przed Euro są w formie, może na samej imprezie czegoś zabraknąć.  Zespół na pewno w naszym zasięgu.

        Czechy
        Ostatni sukces odnieśli w 2004 docierając do najlepszej czwórki Euro w Portugalii. Wtedy grali w kadrze tacy zawodnicy jak Nedved, Smicer czy Koller. Po zakończeniu przez nich karier nastąpił regres czeskiego futbolu i do dziś balansują pomiędzy meczami rewelacyjnymi a słabymi.
        Największą gwiazdą drużyny jest bramkarz triumfatora tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, Chelsea Londyn, Petr Cech. Stawiany w jednym szeregu z największymi golkiperskimi tuzami – Casillasem i  Buffonem, nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Wpadki zdarzają się wszystkim, ale jemu wyjątkowo rzadko. Obok niego na wyróżnienie zasługuje  Tomas Rosicky – w dużej mierze dzięki jego fantastycznej grze w końcówce sezonu Arsenal zdołał zakwalifikować się do Champions League oraz Milan Baros, który jednak najlepsze lata ma już za sobą. Drużyna absolutnie do pokonania. 

Faworyci do wyjścia z grupy: Rosja, Polska

        GRUPA B:

        Niemcy
        Przez większość ekspertów drużyna uznawana za murowanego faworyta Euro 2012. Najmłodsza drużyna turnieju, niezwykle zdolne pokolenie, z którego większość zawodników zaznało już gry w Champions League i poznało smak zwycięstw w Bundeslidze. Drugie miejsce ostatniego mundialu i trzecie w Euro 2008 mówią same za siebie. I co najważniejsze, ciągle im mało. Może w końcu wejdą na szczyt?
        Wymienianie największych gwiazd zespołu mija się z celem, bo o każdym z tych piłkarzy można napisać „Weltklasse” (klasa światowa). Mało który z zawodników przekroczył bądź ma 30 lat, większość z nich nie osiągnęła jeszcze 25 lat. Trener Joachim Loew zrobił z nich maszynkę do wygrywania i zachwycania grą nawet najbardziej wybrednego kibica. Jeśli nie zagrają w finale, będzie to mega sensacja. 

        Portugalia
        W Euro 2004 rozgrywanym w Portugalii zajęli drugie miejsce. Następne turnieje nie były już dla nich tak udane. W eliminacjach Euro 2012 dali wyprzedzić się Duńczykom i o awans musieli bić się z groźną Bośnia i Hercegowiną.
        Mówisz Portugalia, myślisz Cristiano Ronaldo. Piłkarz Realu Madryt obok Lionela Messiego uznawany jest za najlepszego piłkarza świata. Mają oni jednak jedną wspólna cechę – obaj zawodzą w najważniejszych momentach. Kiedy nie są tak zgrani z reszta zespołu (jak w klubie) to już tak bardzo nie błyszczą. Ronaldo ma prowadzić Portugalię do sukcesów i kiedy on zawodzi, pozostali nie potrafią pociągnąć gry zespołu. Nani, Joao Moutinho, Raul Meireles to dobrzy zawodnicy, ale indywidualnie. Portugalia nie tworzy zespołu, jakim była podczas Euro 2004. Wyjście z grupy będzie niespodzianką.

        Holandia
        Aktualni vice-mistrzowie globu i kolejny z faworytów turnieju. W 2010 roku w RPA przegrali finał z Hiszpanią, na poprzednim Euro niespodziewanie ulegli Rosji w ćwierćfinale. Od tego czasu drużyna prawie się nie zmieniła, o jej sile stanowią ci sami zawodnicy, co podczas dwóch wspomnianych turniejów. Dojrzeli do wygrywania i… stracili formę. Oczywiście nie wszyscy.
        Robin van Persie – król strzelców Premier League, Klaas-Jan Huntelaarkról strzelców Bundesligi, do tego Dirk Kuyt  – z przodu wygląda to znakomicie. Ale im bliżej własnej bramki tym gorzej. Arjen Robben przeplata rewelacyjne mecze katastrofalnymi (mecz z Borussią, w którym decydowały się losy mistrzostwa Niemiec), Wesley Sneijder po odejściu Jose Mourinho z Interu i kontuzji stracił przynajmniej pięćdziesiąt procent swojej wartości, Rafael van der Vaart również leczył kontuzję i większą część sezonu spędził na ławce Tottenhamu, Ibrahim Afellay podobnie, tyle że w Barcelonie. W obronie solidni Boulahrouz, Heitinga czy Mathijsen, ale oglądając ich grę nie ma się pewności, co danego dnia zagrają.
        W eliminacjach przegrali tylko jeden mecz – ostatni, który dla nich był meczem o nic, a dla Szwedów być bezpośrednio w turnieju bądź grać w barażach. Gromili rywali wbijając im kilka bramek, ale… to nie były drużyny klasy Portugalii, Danii czy Niemiec. Jeśli trafią z formą znów może być ich trudno zatrzymać, tak jak w 1988 roku, kiedy sięgnęli po tytuł. 

        Dania
        Największym sukcesem do dziś pozostaje zdobycie tytuły mistrza Europy w 1992 roku. Było tym bardziej zaskakujące, że piłkarze zostali ściągnięci prosto z wakacji w miejsce zdyskwalifikowanej Jugosławii. Prowadzeni przez braci Laudrupów okazali się rewelacją turnieju i wygrali. Była to sensacja nie mniejsza od tej, jaką dwanaście lat później sprawili Grecy.
        Obecna drużyna jest niedoceniana. Choć Duńczycy przebojem wygrali grupę eliminacyjną (przed Portugalią) to nie daje im się większych szans na wyjście z grupy. Ale trudno się dziwić, nawet ponowne pokonanie Portugalii nic nie da, trzeba będzie ograć jeszcze któregoś z faworytów do zwycięstwa w turnieju – Niemcy bądź Holandię, a to zadanie niezwykle trudne. Ale nie niemożliwe.
        Siłą Duńczyków jest kolektyw. Niclas Bendtner, Daniel Agger, Christian Poulsen i Dennis Rommedahl to najbardziej rozpoznawalni duńscy piłkarze. Ale to nie oni maja błyszczeć. Jedną z rewelacji turnieju i najjaśniej świecącą gwiazdą może okazać się 21-letni zawodnik Ajaxu Amsterdam, Christian Eriksen. Uznawany za największy duński talent od czasów Michaela Laudrupa piłkarz obserwowany jest ponoć przez skautów Arsenalu, Interu i Barcelony. Dania nie jest faworytem mistrzostw, ale młody Duńczyk na tym turnieju może tylko wygrać.  

Faworyci do wyjścia z grupy: Niemcy, Holandia

        GRUPA C: 

        Hiszpania
        Aktualny Mistrz Świata i obrońca tytułu mistrza Europy, najlepsza drużyna ostatnich lat, lider rankingu FIFA. Trzeba jeszcze jakiejś rekomendacji?
        Nawet bez kontuzjowanego lidera defensywy Carlesa Puyola i najlepszego strzelca Davida Villi to wciąż niemal perfekcyjna drużyna. Niemal, bo pozostali napastnicy – Fernando Torres i Alvaro Negredo są dalecy od swojej optymalnej formy. Jedynym, który prezentuje równą, wysoką dyspozycję jest Fernando Llorente. Vicente del Bosque nie zdecydował się zabrać na turniej najlepszego „hiszpańskiego” strzelca Primera Division, Roberto Soldado. Ale o sile Hiszpanów stanowi druga linia. David Silva, Xavi Hernandez,  Andres Iniesta, Xabi Alonso, Cesc Fabregas, Santi Cazorla to gwiazdy światowego formatu i maszynki do rozbrajania każdej linii defensywnej.
        Czasy, kiedy mówiono o nich, że „grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze” dawno minęły. Teraz to zespół kompletny, jeden z głównych faworytów do tytułu. Ale bronić tytułu jest trudniej niż go zdobyć… Ich nieobecność w finale będzie niespodzianką.  
  
        Włochy
        Na Mistrzostwa Świata w 2006 rozgrywanych w Niemczech pojechali w cieniu afery korupcyjnej po której m.in. mistrz kraju – Juventus – stracił tytuł i został zdegradowany do Serie B. Podrażnieni sytuacją w rodzimym futbolu podopieczni Marcelo Lippiego zmobilizowali się i sięgnęli po czwarty w historii kraju tytuł mistrza globu.
        Przed polsko-ukraińskim turniejem włoską piłką wciąż rządzi korupcja – na jeden z treningów wpadli policjanci i aresztowali lewego obrońcę Squadra Azzurra, Domenico Criscito. Historia lubi się powtarzać…
        W eliminacjach do Euro 2012 Włosi stracili zaledwie dwie bramki! Sami strzelili dwadzieścia i bez problemu wygrali grupę przed Estonią. Mimo to problem, jaki mają obecnie podopieczni Cesare Prendelli’ego, związany jest właśnie z napastnikami. Po wspomnianym mundialu karierę reprezentacyjną zakończyły dwie legendy Calcio – Francesco Totti i Alessandro Del Piero.  Kontuzji nabawił się Giuseppe Rossi, a Antonio Cassano niedawno wrócił do gry po poważnych problemach zdrowotnych. Do tego Mario Balotelli ostatnio więcej czasu spędzał w szpitalu niż na treningu. Wybawieniem ma być 35-letni napastnik Udinese, Antonio Di Natale. W defensywie jedynym problemem jest kontuzja Andrei Barzaliego. 
        Włosi to drużyna typowo turniejowa - z każdym meczem prezentują się lepiej. Pytanie tylko, czy zdołają się rozkręcić na tyle szybko, by wyjść z grupy.
  
        Chorwacja
        To może być czarny koń imprezy. Prowadzeni przez zawodników Tottenhamu Lukę Modricia i Niko Kranjcara Chorwaci wywalczyli awans do turnieju dzięki zwycięskiemu barażowi z Turcją. 
        Problemem Chorwatów jest spora dysproporcja pomiędzy defensywą a ofensywą. O ile w przednich formacjach grają zawodnicy klasy światowej, a przynajmniej europejskiej (obok dwóch wspomnianych także Mandzukić, Perisić, Eduardo da Silva, Nikica Jelavić, Ivan Rakitić) to w defensywie nie wygląda to już tak różowo. Dardan Corluka i Dario Srna to od lat uznani w Europie obrońcy, natomiast z pozostałymi jest problem. Dejan Lovren przebojem wdarł się do pierwszego składu Olympique Lyon, ale to wciąż melodia przyszłości. Fatalnie wygląda sytuacja z Danijelem Pjaniciem, który większą część sezonu przesiedział na ławce Bayernu Monachium. Jest jeszcze Josip Simunić, który Bundesligę zamienił na rodzime Dynamo Zagrzeb i tam prawdopodobnie jego kariera się zakończy.  

        Irlandia
        Dopiero drugi raz w historii zagrają na Euro. Dwa lata temu zostali ograbieni przez sędziego z marzeń o grze na mundialu w RPA (w barażowym meczu z Francją arbiter uznał bramkę po ewidentnym zagraniu ręką Thierry’ego Henry).
        Drużyna Irlandii ma w swoim składzie kilku solidnych graczy. Fanom futbolu nie trzeba przedstawiać Sheya Givena, Aidena McGeady’ego, Damiena Duffa, Johna O’Shea czy kapitana, najlepszego strzelca reprezentacji w historii, Robbie Keane’a. Indywidualnie to nie są wirtuozi piłki nożnej, ale stanowią zgrany team, który może napsuć faworytom sporo krwi. Niemniej to jedna z najsłabszych drużyn na turnieju. 

Faworyci do wyjścia z grupy: Hiszpania, Włochy/Chorwacja

        GRUPA D:

        Francja
        Mistrz Świata 1998 i Europy 2000. Ostatnie mistrzostwa świata i Europy to klęska Les Bleus. W obu turniejach nie udało im się nawet wyjść z grupy. W eliminacjach do Euro 2012 do końca walczyli z Bośnią i Hercegowiną o bezpośredni awans. I tę walkę wygrali.
        To już nie jest ta drużyna, w której prym wiedli Zidane, Vieira, Desailly, Barthez, Dugarry, Henry, Wiltrod, Trezeguet. Część zakończyła już kariery, część gra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich bądź w USA. Ich następcy nie są może tak dobrzy, ale Laurentowi Blancowi udało się zebrać grupę ludzi, którzy potrafią na boisku współpracować. Jest oczywiście kilka indywidualności – Ribery, Benzema, Nasri – ale oni nie są w stanie w pojedynkę wygrać meczu. Wydaje się, że wreszcie to zrozumieli. Obok Szwecji faworyt tej grupy.

        Anglia
        Ostatnie lata to pasmo niepowodzeń w turniejach rangi mistrzowskiej. Cztery lata temu sprawili ogromną sensację i… nie zagrali na portugalskich mistrzostwach! To była największa sensacja eliminacji in minus. W południowoafrykańskim mundialu spisali się lepiej (1/8 finału), ale to i tak zostało odebrane w kategoriach porażki.
        Anglia to największy pechowiec okresu przygotowawczego. Niespełna dwa miesiące przed turniejem z funkcji selekcjonera zrezygnował Fabio Capello (zastąpił go były szkoleniowiec WBA, Roy Hodgson). Kontuzje wykluczyły z udziału w imprezie „serce” tej drużyny – Franka Lamparda, a także Gary’ego Cahilla i Garetha Barry’ego. Ostatnio także John Terry, Joleon Lescott i Joe Hart narzekali na drobne urazy. Jakby tego było mało najlepszy strzelec, Wayne Rooney, z powodu czerwonej kartki z meczu eliminacyjnego z Czarnogórą nie zagra w dwóch pierwszych spotkaniach, a Jermaine Defoe musiał wyjechać do kraju po śmierci ojca. Drużyna jest w rozsypce i ich awans z grupy byłby zaskoczeniem.

        Szwecja
        Okres świetności szwedzkiego futbolu przypadł na lata 90. Jako gospodarz Euro 1992 zajęli trzecie miejsce, dwa lata później wynik ten powtórzyli na mundialu w USA. Na ostatnim Euro nie wyszli z grupy.
W eliminacjach Szwedzi musieli uznać wyższość Holandii, ale dzięki najlepszej liczbie punktów spośród drużyn z drugich miejsc zdołali bezpośrednio zakwalifikować się do Euro 2012.
        Podobnie jak w przypadku Danii, także Szwedzi stanowią doskonały team, poukładany taktycznie i dobrze zgrany. Ale mają jeszcze coś… a w zasadzie kogoś. Zlatan Ibrahimović potrafi sam wygrać i przegrać mecz. W jednym momencie  potrafi zaskoczyć rywala, przedryblować czterech-pięciu zawodników i oddać piekielnie mocny, precyzyjny strzał, by po chwili wylecieć z boiska za głupią czerwoną kartkę. Jeśli z jego głową wszystko będzie w porządku i nie wywinie kolegom żadnego numeru to może to być drugi, obok Chorwacji, czarny koń turnieju.  

        Ukraina
        Współgospodarz turnieju. Choć trudno w to uwierzyć będzie to pierwszy udział w Euro w historii niepodległej Ukrainy. Na mundialu w 2006 roku doszli aż do ćwierćfinału.
        To jedna ze słabszych drużyn turnieju, ale gospodarzom pomagają ściany. Największa gwiazda żółto-niebieskich, Andriy Szewczenko, po turnieju kończy reprezentacyjną karierę. Najlepszy piłkarz świata 2004 wg FIFA chciałby pożegnać się z kadrą jakimś sukcesem. Ale o ten może być niezwykle trudno, gdyż kolegów w drużynie ma przeciętnych, a i on sam nie jest już tym samym zawodnikiem, którym zachwycała się cała Europa.

Faworyci do wyjścia z grupy: Francja, Szwecja

        Finał zostanie rozegrany 1 lipca w Kijowie. Oby z udziałem biało-czerwonych! Pomarzyć zawsze można.