Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 stycznia 2019

Wojna domowa internetowa. Zmieńmy reguły tej gry!

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz nie żyje. Został kilkukrotnie ugodzony nożem podczas jednego z najpiękniejszych dni w roku i zmarł w szpitalu w wyniku odniesionych ran. Oczywiście winę za to ponosi jedynie szaleniec, który dokonał tego czynu, ale faktem jest, że jeszcze na scenie wygłosił swój manifest przeciwko Platformie Obywatelskiej. To zdarzenie spowodowało, że na nowo rozgorzałą dyskusja na temat mowy nienawiści. I dobrze, bo to krok w dobrą stronę, chociaż nie mam złudzeń, że cokolwiek to zmieni.

- W dupie mam PiS i Platformę, skur****ny nawet rodziny skłócili - takie zdanie pada w jednym ze skeczów kabaretu "Neo-nówka". Śmieszne? Publiczność świetnie się bawiła - jedni się śmiali, inni tylko klaskali, nieliczni zdobyli się na refleksję, że to nie jest zabawne, bo tak wygląda nasza codzienność.

- Coście skur****ny uczynili z tą krainą? - to już cytat z pochodzącej z 1991 roku piosenki "Jeszcze Polska" autorstwa Kazika Staszewskiego. Ten sam wykonawca kilka lat wcześniej, jeszcze w czasach PRL-u (1987), nagrał utwór "Arahja". "Mój dom murem podzielony" - niby o Berlinie, a jakby o nas. Do dziś.

Nie do końca zgadzam się z Jurkiem Owsiakiem, który po niedzielnych wydarzeniach w Gdańsku powiedział, że "tak się zakręciliśmy od tych trzech lat, że nie możemy nawet uszanować takiego dnia jak Finał WOŚP". W odniesieniu do Orkiestry tak, ale moim zdaniem zakręciliśmy się znacznie wcześniej, w 2005 roku, kiedy nie wypaliła koalicja PO-PiS. To wtedy nastąpił podział, który trwa do dziś i obie strony PO RÓWNO odpowiadają za to, co dzieje się w tym kraju.

Ale...

Ruszyła lawina

Nie znam dokładnych motywacji, a przede wszystkim poglądów sprawcy ataku na prezydenta Adamowicza, więc na razie trzeba się wstrzymać z ferowaniem wyroków. Wiem tyle, że zamachowiec jest psychopatą owładniętym żądzą zemsty na polityku kojarzonym (choć obecnie niezrzeszonym) z Platformą Obywatelską. Czy jest on zwolennikiem PiS-u? Nie wiem, więc po co jątrzyć i utrwalać podziały?

Może od razu mała dygresja. W moim odczuciu każdy, kto dopuszcza się zamachu na czyjeś zdrowie bądź życie (i jeszcze się z tego cieszy!) jest psychopatą, zdiagnozowanym lub nie, bo nikt normalny nie wymyśliłby czegoś takiego. I każdy jest tak samo groźny - czasami tylko dla siebie, częściej także dla innych.

Przepychanki, kto winny, nieważne fakty

Przeraża mnie sam akt, ale przeraża mnie również reakcja niektórych osób w internecie, także polityków i dziennikarzy z prawej, z centrum i z lewej strony sceny, którzy próbują zbić kapitał na tej tragedii, przypominają dawne urazy oraz zaszłości i nie potrafią sklecić jednego krótkiego wpisu bez podtekstów. Przerażają mnie przepychanki na poziomie zabawy w jakieś piaskownicy rodem z horroru - opozycja obwinia rządzących, rządzący obwiniają opozycję za tragedię, za którą być może w ogóle nie są bezpośrednio czy pośrednio odpowiedzialni! To błędne koło, samo nakręcająca się spirala nienawiści. Platformo i PiS-ie - zweryfikujcie swoich sympatyków, bo wśród nich są osoby nawołujące do skrajnych, społecznie nieakceptowalnych zachowań. Chyba że wolicie...

... tak jak do tej pory: szczuć jednych na drugich, utrwalać podziały, bo tak Wam wygodniej, nie wychylać czubka nosa poza własny i partyjny interes i przyzwalać, by Wasi zwolennicy skakali sobie do oczu w internecie, a wkrótce pewnie także na ulicach. To jest ten patriotyzm, którym tak epatujecie? Bo moim zdaniem działacie na szkodę narodu i tym samym pracujecie na Trybunał Stanu.

Jeszcze raz podkreślę: nie obwiniam PiS-u i Platformy za tę śmierć, ale za ogólną atmosferę w kraju, która może prowadzić do podobnych tragedii. Zdarzenia w Gdańsku traktuję jako zemstę na pierwszej osobie, która przyszła mu do głowy, a która jest kojarzona z poprzednią władzą, za czasów której trafił do więzienia. Tyle.

***

Zacząłem i skończę cytatem, bo najważniejsze jest to, by zmianę zacząć od siebie. Mamy swoje rozumy i nie musimy żyć pod dyktando tych 460 gości z Wiejskiej.

"Nauczyli nas regułek i dat
Nawbijali nam mądrości do łba
Powtarzali, co nam wolno, co nie
Przekonali, co jest dobre, co złe"

Śpiewał zespół Turbo w PRL-u, w 1983 roku. Aktualne, co? Kto nie zna, polecam posłuchać do końca. To my możemy zmienić reguły tej gry!

PS. Nie jestem dzieckiem i nie wierzę w ideały; chciałbym, ale nie wierzę, że ta historia zatrzyma tę spiralę nienawiści i kogokolwiek czegoś nauczy. Może na chwilę, jak tragedia w Smoleńsku, może na jakiś czas zapomnimy o sympatiach i antypatiach politycznych, ale nie na dłuższą metę. Chciałbym się mylić.

PS2. Czytałem komentarze w mediach społecznościowych po tej tragedii - szambo bez dna, do wyrzygania. Ludzie jeszcze bardziej się żrą...

czwartek, 6 października 2016

Ogólnopolski Strajk Kobiet - Runda II. Tylko... z jakim hasłem?



24 października ma się odbyć runda druga Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Jakkolwiek popierałem Czarny Protest (ten pewnie też będzie czarny), tak z tą inicjatywą nie mogę się zgodzić. A przynajmniej mam wobec niej większe wątpliwości.

- Moim marzeniem jest to, abyśmy dawały złej władzy w kość w każdej istotnej społecznie sprawie. Oni już się boją - w sprawie ustawy antyaborcyjnej już wiją się. Żałośnie. Niech się boją cały czas - czytamy w poście zachęcającym do wzięcia udziału w proteście. Ale skoro "istotna społecznie sprawa" właśnie przepadła w Sejmie, to z jakimi hasłami ma się odbyć kolejny marsz?

Zresztą, nie to mnie interesuje najbardziej, a sama idea. Otóż jeżeli manifestacja odbędzie się bez wyraźnego powodu, a jedynie pod tym wskazanym we wpisie, to władza dostanie do ręki bat - skoro dla nich Czarny Protest nie był ani walką "o godność kobiet", ani "o ochronę życia kobiet i dzieci", ani "przeciwko zmianom w prawie aborcyjnym", a jedynie manifestacją antyrządową, to teraz dostanie tego potwierdzenie. W pierwszym przypadku byli w błędzie, w drugim mieliby już trochę racji. Sam bym tak pomyślał.

Ja też jestem za tym, aby ten rząd jak najszybciej odszedł. I nie dlatego, że poprzednie osiem lat było takie super. Przecież PO też kradło nasze pieniądze, ale PiS - oprócz pieniędzy - kradnie także naszą wolność i robi zamach na konstytucję zbliżając nas do Białorusi. Nie wydaje mi się jednak, by inicjatywa Ogólnopolskiego Strajku Kobiet potrzebowała ciągu dalszego, jeżeli oczywiście do 24 października nie wydarzy się nic w sprawie, dla której powstała. 

A wydarzyć się może, bo przecież PiS zapowiedziało pracę nad własnym projektem ustawy antyaborcyjnej oraz - co akurat jest krokiem w dobrą stronę - nad trzema innymi programami: "wsparcia dla rodzin i matek, które zdecydują się na urodzenie i wychowanie dzieci z tzw. trudnych ciąż, wsparcia dla rodzin, które wychowują dzieci niepełnosprawne i wsparcia dla kobiet, które zdecydują się donosić ciąże w najtrudniejszych dla siebie sytuacjach". 

Trzeba im patrzeć na ręce, sprawdzać, ale reagować dopiero wtedy, gdy ma się dokument w ręku. W innym przypadku OSK może sobie tylko zaszkodzić.

To oczywiście moje zdanie. Jeżeli kobiety czują, że potrzebny jest kolejny protest, to ja będę trzymał kciuki. W końcu już raz pokazały swoją siłę.

niedziela, 17 lipca 2016

Woodstock solidarny z Francją. Nie wszystkim się to spodobało

Podczas Woodstocku 120 tysięcy osób wzniosło do góry kartoniki tworząc francuską flagę na znak solidarności z krajem, który po raz kolejny został zaatakowany przez terrorystów. 
Niektórym ten gest bardzo przeszkadza... Bo "zachowanie stadne", "pod publiczkę", "niczego to nie zmieni", a nawet bo "młodzi ludzie chcą zwrócić uwagę na siebie i są zmanipulowani przez Owsiaka". Skoro Francuzi sami są sobie winni, to takie zachowania nie powinny mieć miejsca.

Między wierszami można było zrozumieć ze słów niektórych gadających głów, że ten gest im się nie podoba, bo został zaprezentowany na festiwalu, którego ta władza nie chce.

Nawet jeśli ta "flaga" na Woodstocku nic nie zmieni, a tak zapewne będzie, to pokazała solidarność z krajem, który... - wbrew zdaniu niektórych osób - ...nie prosił się o zamachy, a stał się ich celem. Zginęli niewinni ludzie i chociaż nikt nikomu życia nie przywróci, to ja wolę żyć w kraju, który stać na taki gest, niż w takim, który jęczy, marudzi i wytyka Francuzów palcami, bo "sami są sobie winni".

wtorek, 12 listopada 2013

Dzień (Nie)Podległości '13


Przy okazji ubiegłorocznego Dnia Niepodległości napisałem na zakończenie, że mam nadzieję nie przeżyć deja vu w roku 2013. No i co? Znów okazało się, że nadzieja matką głupich.

Podczas wczorajszego marszu zatrzymano 72 osoby, kilkanaście osób zostało rannych. Miasto wyceniło straty na 120 tysięcy złotych. Do tego dojdą jeszcze straty po stronie rosyjskiej. Ma za to podobno zapłacić organizator, który wypiął się na zadymiarzy, odciął się od nich i pewnie nie zapłaci. Bo niby z jakiej racji. Przecież burdy nie odbyły się na trasie przemarszu, a na ulicach przyległych. 

Ja wiem, że wszystkiemu winna jest policja, toż to oczywista oczywistość. Zawsze, gdy dochodzi do burd, to są one spowodowane obecnością służb mundurowych. Wiadomo. W zeszłym roku policja ochraniała podobny marsz i agresja niektórych zgromadzonych obróciła się właśnie w jej stronę. W tym roku założenie było takie, że organizator zapewnia własną ochronę, więc policja się wycofała. A jak w pobliżu nie było „niebieskich”, to trzeba było znaleźć sobie inny obiekt, któremu można dowalić. No to sobie znaleźli – squaty, tęczę, samochody, drzewka, chodniki, ambasadę itd. Policja wkroczyła i tez oberwała – 12 rannych funkcjonariuszy.

Oczywiście, nie generalizuję. Nie wszyscy, którzy szli w tym marszu, mieli na celu zrobienie zadymy. Ogromna większość szła w spokoju (pomijając obelżywe hasła), ale jak zwykle przy tego typu sytuacjach bywa, nie o nich się mówi, a o tych, którzy postanowili „się pokazać”. Tzn. pokazać swoje kominiarki, bo twarzy się przecież wstydzą.

Polskie obchody Dnia Niepodległości zauważono także w zagranicznych mediach. I co? Próżno tam szukać relacji ze spokojnego, pokojowego, radosnego i iście piknikowego marszu prezydenckiego, a rozpisują się one o wieczornym marszu niepodległości. Piszą m.in.  – Skrajna prawica zostawiła ślad zniszczenia w polskiej stolicy (Reuters), – Marsz Niepodległości przemienił się w brutalne zamieszki (USA Today).

Jeżeli za szczyt patriotyzmu uważane jest spalenie tęczy, która zresztą NIE JEST symbolem „pedalstwa”, a szeroko rozumianej tolerancji i otwartości, jeżeli za szczyt patriotyzmu uważane jest zdewastowanie miasta, jeżeli za szczyt patriotyzmu uważane jest naparzane się na ulicach przy okazji Dnia Niepodległości, i wreszcie, jeżeli za szczyt patriotyzmu uważane jest zdemolowanie terenu Ambasady (w tym przypadku) Rosyjskiej, to komuś się w dupach poprzewracało. Jeżeli dzisiejszy patriotyzm jest synonimem szowinizmu, a jego symbolem jest kominiarka, to ja dziękuję, nie chcę być nazywany patriotą. Wolę po cichu wywieszać flagę przed domem, płacić podatki i szanować swoje miasto i kraj, niż demonstrować to w taki sposób.

niedziela, 27 stycznia 2013

Poselskie "nie" dla związków partnerskich


W czerwcu 2011 roku, a więc jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, premier Tusk mówił: – Zbliżamy się do momentu, kiedy związki partnerskie byłyby do zaakceptowania przez większość w przyszłym Sejmie, jak i przez Polaków. Rok później pracownia IQS na zlecenie „Newsweeka” przeprowadziła sondaż, z którego wynikało jednak, że 56 procent badanych nie chce wprowadzenia regulacji ws. związków partnerskich (za było 30 procent). Dwa dni temu „nie” pracom nad tą ustawą powiedzieli także posłowie – trzy ustawy, autorstwa RP, PO i SLD – przepadły. I co z tego, że premier Tusk był „za”, skoro w szeregach partii ma zatwardziałych konserwatystów, na czele z ministrem sprawiedliwości Jarosławem Gowinem? Jego, a także 45 posłów PO, premierowi nie udało się przekonać.

Po głosowaniu w Internecie natychmiast pojawiły się liczne komentarze. Choć się z nimi nie zgadzam, to więcej było tych, które decyzję posłów chwaliły:  I bardzo dobrze, jak komuś nie pasuje to niech spada do USA, tam jest róbta co chceta. (…) W naturze każdy gatunek dąży do prokreacji tak? Żeby uzyskać potomstwo. A homoseksualizm odbiega od normy; Homo WON!!! , Wg mnie dobrze, że ustawa nie przeszła. Homoseksualista też człowiek, jednak uważam homoseksualizm za chorobę; – Ten temat może nie jest teraz najważniejszy, ale dobrze, że choć w tej sprawie posłowie zachowali się godnie. Zresztą, komentarzy z cyklu „nie, bo nie”, „nie, bo pedały” lub „jak się komuś nie podoba to won z kraju” było najwięcej. Racjonalnych argumentów brakowało.

O ile zdanie internautów nie dziwi, to już od polityków należałoby wymagać bardziej wyważonych, mniej absurdalnych argumentów. Tymczasem m.in. poseł Żalek z PO i poseł – rzecznik Hofman z PiS (co ciekawe mówili jednym głosem; może pan poseł Żalek powinien zmienić opcję polityczną? I może mógłby zabrać ze sobą swoich 45 zacofanych kolegów?) podnosili argument o… adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Najlepsze jest to, że w żadnym z trzech projektów ustaw takiej możliwości nie zapisano. Ale ponieważ pasuje to do koncepcji obalania kolejnych pomysłów m.in. PO, to warto go wykorzystać. Problem w tym, że to był jedyny argument przeciwników związków partnerskich. Zdanie Hofmana nie dziwi, szkoda, że i w PO trafili się ludzie, którzy chcą tkwić na zadupiu Europy. 

Kiedy z Polsce następowały przemiany ustrojowe, w Danii wprowadzono możliwość zawierania związków partnerskich. Do 2013 roku kwestie zawierania związków partnerskich uregulowano w czternastu krajach Europy. W sześciu istnieje możliwość zawierania małżeństw homoseksualnych. A u nas wszelkie próby kończą się na dyskusjach w Sejmie. Inna sprawa, że – jak wynika ze wspomnianej sondy – Polacy nie dorośli do zaakceptowania związków partnerskich. Często wynika to z faktu, że Polacy przez związek partnerski rozumieją związek homoseksualny. 

W głosowanych w piątek projektach zapisano m.in. prawo do informacji medycznej ws. partnera, prawo do dziedziczenia oraz prawo do zawarcia związku partnerskiego, także osób tej samej płci, przed urzędnikiem Urzędu Stanu bądź notariuszem. Ani słowa o adopcji dzieci, ani słowa o małżeństwach homoseksualnych. A zatem, w porównaniu choćby do przepisów w Hiszpanii, gdzie prawo dopuszcza adopcję dzieci, polskie pomysły i tak były dość konserwatywne.

Żeby była jasność: ja również jestem przeciwko adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Bynajmniej nie z powodu, jaki pojawił się w jednym z komentarzy:  [w przypadku takich par] może zachodzić podejrzenie, że ich dzieci będą wykorzystywane seksualnie. [absurd], a dlatego, że polskie społeczeństwo by te dzieci „zjadło”, nie miałyby one życia. Nie jestem również zwolennikiem zawierania małżeństw jednopłciowych w Kościele, ale w kwestiach, które zawarto w tych projektach, jestem jak najbardziej „za”. Na uregulowaniu kwestii związków partnerskich „prawo do normalności” zyskałyby pary homoseksualne, ale także konkubinaty (nienawidzę tego słowa) – pary, które nie chcą bądź nie mogą wziąć ślubu. Póki co takie pary są niejako sprowadzane w naszym kraju do podkategorii człowieka, choć taki homoseksualista czy osoba będąca w konkubinacie jest takim samym obywatelem Polski jak żona, mąż czy heteroseksualny singiel;]. 

Posłowie zamietli sprawę pod dywan. Udają, że homoseksualizmu i konkubinatów w Polsce nie ma, a nawet jeśli są, to niech sobie nie myślą, że są obywatelami równej (w racjonalnych granicach) kategorii z małżeństwami. Szkoda, bo była szansa, by Polska wyszła z europejskiego zadupia i stała się cywilizowanym krajem. A tak, tkwimy w ciemnogrodzie. Inna sprawa, że dopóki nie będzie społecznego przyzwolenia, to żadna ustawa nie sprawi, że homoseksualiści poczują się w tym kraju normalnie.  

poniedziałek, 15 października 2012

"Gwiazda" coraz jaśniejsza...



        Parę miesięcy temu pisałem o książce, której bohaterką jest matka Madzi z Sosnowska – Katarzyna Waśniewska.  Wybaczcie mi – niestety nie znam wyników sprzedaży „Wybaczcie mi”, ale strzelam, że nie jest to bestseller.  Ale ponieważ nic (nikt?) w polskich tabloidach nie ginie tak łatwo, to „Super Express” wymyślił nową akcję promocyjną rzeczonej Katarzyny - zrobił jej sesję zdjęciową. Na koniu! I podpisał: „Katarzyna Waśniewska: Teraz mam czas na swoje pasje”. Gwiazda!

        Komentarz retoryczny: Trafił swój na swego, tzn. gazeta dla - nikogo nie obrażając, a mówiąc delikatnie – mało wymagającego czytelnika i dziewczyna, która zgubiła mózg. Chociaż…? Dziecko to odpowiedzialność, wymaga nieustannej uwagi, rozsądku, no i na realizację własnych pasji czasu nie starcza. A jak nie starcza, a chce się realizować pasje, to trzeba przeszkodę usunąć. No to usunęła.

        Zastanawiałem się przez chwilę, co jest najgorsze w tej historii: to, że dziewczyna chce się nachapać na śmierci swojego dziecka, stan polskiego wymiaru sprawiedliwości, w którym oskarżony o zabójstwo realizuje swoje pasje zamiast siedzieć w więzieniu, czy stan polskich mediów, który dzięki tabloidom zszedł do poziomu jądra ziemi. Ale odpowiedź jest prosta, bo o ile stan wymiaru sprawiedliwości generalnie nie jest najgorszy, a stan polskich mediów od dawna jest znany, to próba zarobienia na zabójstwie dziecka jest… piiiii. Bo staram się nie bluzgać.

        Pogrzebałem trochę w necie, by poszukać podobnych przypadków zagranicą. I, nie znalazłem. Albo źle szukałem, albo inne kraje mają normalne media. Bo przecież taki Fritzl, który przez 24 lata więził i gwałcił swoją córkę byłby idealnym kandydatem na bohatera, np. sesji w „SE”. A w Austrii nudnawo, tylko wywiady. Zero kreatywności.

        Gdyby przenieść do XXI wieku Hitlera czy Stalina, z pewnością też byliby medialnymi gwiazdami… Sesja na tle trupów bądź egzekucji w "SE", to byłoby coś.

        PS. Wiem, że pisząc ten tekst wpisuję się trochę w ten stabloidyzowany medialny świat. Tyle tylko, że nie ja wpadłem na pomysł robienia gwiazdy z tej osoby…

        PS2: Celowo nie zamieszczam linka do sesji, bo nie chcę robić reklamy szmatławcowi, nawet jeśli czyta mnie kilka osób; kto będzie chciał sam znajdzie, szczerze nie polecam.


środa, 13 czerwca 2012

Świętowanie mejd in łorsoł część druga


       „Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało”. Każdy polski kibic naszej reprezentacji w piłce nożnej zna tę przyśpiewkę. I dumnie śpiewa podczas ostatnich wielkich turniejów. Na szczęście wynik wczorajszego spotkania (1:1) spowodował, że fani nie mieli powodów do odśpiewania drugiego, po „Mazurku Dąbrowskim”, hymnu Polski.
       Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Jak się okazuje wielkimi kibicami piłki nożnej są także władze Warszawy, minister Cichocki i – o dziwo – ministra Mucha. Otóż po wczorajszych burdach na stołecznych ulicach pomiędzy polskimi i rosyjskimi chuliganami… tzn. kibicami, jak sami siebie nazywają, wszyscy oni zgodnie zaintonowali „nic się nie stało, kibole nic się nie stało”. No, prawie nic, bo policja zawiodła i zbyt brutalnie rozprawiła się z kulturalnie bawiącymi się w „kopnij – uciekaj” fanów.
       A poważnie, przez chwilę. Władze Warszawy, ministra Mucha i minister Cichocki przekonywali dziś, że burdy oczywiście nie powinny się zdarzyć, ale to były jedynie incydenty, które święta trójca starała się bagatelizować. Jasne, potępiła te zamieszki, bo tak wypada, ale stanowczego stanowiska nie zajęła. Czemu się dziwić – prezydentka (ukłon w stronę feministek, co by się nie czepiały) Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała zgodę na przejście kibiców z Rosji od Mostu Poniatowskiego na Stadion Narodowy, a Mucha i Cichocki wspólnie z policja odpowiadają za bezpieczeństwo podczas Euro. Wszystko było pięknie, a grupki chuliganów zdarzają się wszędzie. Cieszmy się w ogóle, że było ich tak mało.
       Problem tylko jest taki, że ta grupka wypełzających na ulice debili w kapturach i dresach (lepiej w dresie niż w koszulce z orłem na piersi, bo i tacy byli) w celu przywalenia w ryj pierwszemu napotkanemu Rosjaninowi rzutuje potem na obraz całych mistrzostw i Polski na arenie międzynarodowej. Dzisiejsze gazety w większym stopniu skupiały się na zadymach niż na dobrej grze obu ekip i korzystnym dla Polaku wyniku. Absurd. Dla nich, tych wszystkich kiboli tak spragnionych ulicznych walk mam propozycję: pojedźcie sobie do Grunwaldu, wylegnijcie na pole z tymi maczetami, kastetami czy z czym tam wolicie i powyrzynajcie się! Przynajmniej wstydu przy okazji następnego święta nie będzie. EURO wiocha!
       Innym tematem przewijającym się dziś w mediach było to, czy oto Polacy sprowokowali Rosjan, Rosjanie Polaków czy policjanci wszystkich na raz, a może wszyscy na raz policjantów. A przepraszam, co to kurwa za różnica kto kogo? Lepiej się poczujemy jako naród jak się okaże, że „Rusek zaczął”.  Mnie jest normalnie wstyd, że takie coś zdarzyło się w naszym kraju podczas fantastycznego turnieju, na który patrzy cały świat.  
       Kolejna kwestia: „przecież takie rzeczy dzieją się przy okazji meczów w każdym państwie”. A przepraszam, co to kurwa ma do rzeczy? Tak lubimy się porównywać z innymi i chełpić tym, że u nas wcale nie jest inaczej niż w innych państwach? To nie jest powód do dumy, a wstyd dla wszystkich tych państw! Się wziąłem i się oburzyłem, że znów piszę o takich idiotach…
       PS. Remis z Rosją i zwycięstwo Czechów z Grekami 2:1 sprawia, że ostatni grupowy mecz (wreszcie) nie będzie  dla biało – czerwonych meczem o „pietruszkę”. Zwycięstwo da nam awans do ćwierćfinału!