W wyborach parlamentarnych PiS
dostał ok. 39 procent głosów przy 51-procentowej frekwencji. Oznacza to, że
powołując się na suwerena, mówiąc, że „Polacy oczekują reform, a my tę wolę
realizujemy”, wyrażają zdanie co najwyżej ok. 7,5 miliona osób. Pozostali, a
więc przynajmniej 61 procent (ok. 12 mln), które wybrało się na wybory (ci,
którzy tego nie uczynili, raczej nie powinni teraz narzekać), to kanalie,
zdradzieckie mordy, esbecy i zdrajcy.
Zauważyłem – co zresztą nie
jest oznaką mojej szczególnej przenikliwości – że wyznawcy PiS-u mają dość
osobliwą przypadłość: kiedy, dajmy na to, aktor, modelka czy piosenkarz
krytykuje obóz władzy i popiera obecnie protestujących w obronie sądów,
natychmiast pojawia się argument: „jesteś osobą publiczną, nie mieszaj się do
polityki” lub „zamknij mordę zdradziecka szmato”. Odzwierciedlają oni dokładnie
to, co reprezentuje sobą Prawo i Sprawiedliwość: obrażanie wszystkich, którzy
się z nimi nie zgadzają. Z drugiej strony, kiedy osoba publiczna, np. Pan
Zelnik, popiera władzę, wszystko jest OK. Podwójne standardy? To też
charakterystyczne, zresztą dla każdej partii.
To oczywiście dotyczy także „przeciętnego
Kowalskiego”. Czytając komentarze w internecie można dojść do wniosku, że
lepiej już było, że tego sporu nie da się odkręcić.
Jedyny argument, jaki pojawia
się w tej – za przeproszeniem – debacie publicznej, dotyczy afer PO. To prawda,
były. Tylko różnica polega na tym, że wówczas nikt nie demolował państwa, nie
wchodził na mównicę „w żadnym trybie”, nie był samozwańczym, nieomylnym królem
i nie szedł jak taran po swoje. I wreszcie, nikt wtedy nie łamał Konstytucji!
***
Moim zdaniem protesty są uzasadnione,
ale obecność na nich opozycji już nie. Z prostej przyczyny: kiedy PiS widzi na
manifestacji Schetynę, Petru, Gasiuk-Pihowicz (która z nich wszystkich jest
najrozsądniejsza), Budkę, szefów KOD-u i Obywateli, Frasyniuka, Wałęsę, to
zaciera ręce. Jakże łatwo wtedy powiedzieć: młodzi ludzie zostali
zmanipulowani, wyszli na ulicę z inspiracji totalnej opozycji, która niczego
nie chce budować, a tylko niszczy.
Zupełnie inaczej by to
wyglądało, gdyby wyżej wymienionego towarzystwa by nie było (idealizuję). Młodzi ludzie wyszli
na ulicę oddolnie, po prostu, bo się wkurwili. Nikt ich nie namawiał, nie
zachęcał, nie zwoził autobusami ze wszystkich stron Polski – wyszli, bo czują,
że kraj zmierza w odwrotnym kierunku, że to wszystko już wiedzą, to już było i
niekoniecznie chcieliby żyć w czasach znanych z opowieści ich rodziców. Takiej
masy ludzi, którzy sami z siebie wyszli na ulicę, PiS musiałby się
przestraszyć. A tak nie jest, wyszydza ich jeszcze nazywając „spacerowiczami” i
wyzywa od najgorszych.
Żeby była jasność: ja jestem
przekonany, że ci młodzi ludzie, którzy manifestują swoje niezadowolenie i
domagają się wycofania reformy sądownictwa, są tam dlatego, bo chcą. Wielu z
nich ma w dupie partie polityczne, Schetynę, Petru i Kaczyńskiego – problem w
tym, że władza tego niestety nie pojmuje. Albo jeszcze gorzej: cynicznie wykorzystuje,
by umocnić własny elektorat.
Jedni i drudzy dzielą nas tak
samo – nie ma ŻADNEJ różnicy w tym, co mówi Kaczyński, a tym, co wygadują Schetyna
z Petru. Król grozi opozycji, opozycja królowi i jego kolegom. Przy takim
podejściu PO i N nie dziwi mnie absolutnie, że opozycja niczego nie zyskuje. To
wszystko są działania pozorowane i wbrew temu, co twierdzi uśmiechnięty
Grzegorz ze schludnym Ryszardem – nie Wy jesteście organizatorami tych
protestów, Wy jesteście na nich gośćmi (którzy chcą zbić kapitał)! I PiS-ie - też to zrozum!
***
Jakkolwiek tragicznie zabrzmi to w tej sytuacji to wolę, żeby mnie okradali (z kieszeni nikt mi nic nie wyciągnął) niż żeby rozpierdalali mój kraj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz