Nie wiem czy już słyszeliście, ale Robert Lewandowski jest bez formy na mistrzostwach Europy. Tak twierdzą ci, co na futbolu zęby zjedli.
Jak
słyszę od ekspertów, pardon, "ekspertów", że Lewandowski gra słabo na Euro 2016 to mam jakieś takie
przekonanie, że faceta nazywa się ekspertem tylko dlatego, że ma znaną gębę, a
niekoniecznie wie, gdzie się znajduje i o czym mówi. Może trudno podejrzewać
takiego Wojciecha Kowalczyka – byłego reprezentanta kraju, wybranego właśnie do
najlepszej jedenastki stulecia Legii Warszawa – że się nie zna, ale to jego i
kilku innych „ekspertów” biadolenie nt. Lewandowskiego jest po prostu żałosne.
Prosta
sprawa: wolicie, żeby Lewandowski strzelał, ale byśmy przegrywali czy żeby nie
strzelał, ale żebyśmy wygrywali? Ja wybieram tę drugą opcję i na razie na
szczęście tak to właśnie wygląda. Ja
wiem, Polakowi nie dogodzisz, zawsze znajdzie jakieś pole do marudzenia, zawsze
można przecież powiedzieć: „wolę, żeby strzelał i żebyśmy wygrywali”. Jasne,
tylko co z tego? Jest dobrze, a przecież mogło być gorzej.
Druga
prosta sprawa: wolicie mieć w składzie Lewandowskiego czy wolicie go nie mieć?
Skoro on tak słabo gra, to może warto podpowiedzieć panu Nawałce, żeby posadził
go w meczu z Portugalią na ławie? Selekcjoner głupi nie jest, nie chce osłabiać
zespołu, więc powinien posłuchać dobrych rad. A gdybyśmy nie daj Boże
przegrali, wtedy ci sami „eksperci” powiedzieliby, że „przegraliśmy, bo
Lewandowski nie grał”. Ot i cała historyja.
Jeśli
do końca turnieju Lewandowski nie strzeli żadnego gola, będzie „słabo” grał, a
zagramy w finale, to ja taki scenariusz biorę w ciemno. A tym, którzy krytykują
„Lewego” za to, że nie strzela, ale odciąga rywali, skupia na sobie dwóch
środkowych obrońców i defensywnego pomocnika przeciwnika proponuję, aby bardzo
mocno walnęli się (eufemizm) w czoło. Może wtedy ogarnęliby, że jeden z
najlepszych napastników na świecie poświęcił się dla drużyny i przedłożył własne
aspiracje do zdobywania goli nad dobro zespołu. Nawet jeśli nie jest w najwyższej formie, to jest magnesem dla rywali, bo oni nigdy nie wiedzą, kiedy nagle "odpali".
Jak
dla mnie wielki szacun dla Lewandowskiego, wielka czerwona kartka dla „gadających
głów”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz