Szukaj na tym blogu

niedziela, 2 października 2016

Czarny poniedziałek



W ten poniedziałek ulice polskich miast staną się czarne, a wiele kobiet nie stawi się w pracy, by zaprotestować przeciwko planom rządu dot. zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, mającej w praktyce zakazywać aborcji. Z jednej strony jest on jak najbardziej wskazany, bo projekt zawiera szereg zapisów ograniczających wolność kobiet i mogących mieć realny wpływ na życie i zdrowie zarówno matki, jak i dziecka, z drugiej zaś niektóre podnoszone argumenty są po prostu wyssane z palca. W projekcie nie ma np. ani słowa o zakazie badań prenatalnych czy bezwzględnej karze więzienia dla lekarza oraz kobiety, która straci dziecko (a i takie opinie słyszałem). 

Jakkolwiek popieram ten protest, bo rządzącym się w dupach przewraca i uważają się za władców ludzkich sumień, a sam projekt jest szkodliwy dla kobiet, to uważam, że cała ta afera jest… trochę naciągana (o czym później). Oczywiście jest pomysł, pojawiła się stosowna reakcja. I bardzo dobrze, tyle tylko, że ta ustawa i tak nie ma szans powodzenia. Przyjęcie jej w takim kształcie byłoby dla PiS strzałem w skroń. I to bez pudła.

Stąd pojawiły się doniesienia, iż premier Jarosław Kaczyński nakazał swoim podwładnym prace nad liberalizacją ustawy. On sam głosował zresztą za przekazaniem do komisji obu obywatelskich projektów, choć pewnie tylko dlatego, by nie dać wyborcom pretekstu, że nie wywiązuje się z obietnic danych w kampanii wyborczej. Doskonale wiedział, że jego koledzy załatwiają całą robotę, a on znowu będzie miał czyste ręce i będzie mógł powiedzieć: „to nie ja”.

Wracając do naciągania. Zawsze, bez względu na partię rządzącą, tego typu kwestie (aborcja, in vitro, związki partnerskie itp.) są poruszane w momencie, gdy trzeba zatuszować aferę lub inny, niewygodny projekt. Nie inaczej jest i tym razem, bo Unia Europejska pracuje właśnie nad umową handlową z Kanadą (CETA), która może doprowadzić do ruiny wiele rodzimych gospodarstw rolnych (zwłaszcza tych mniejszych) i wpłynąć na wzrost bezrobocia w kraju. Ponadto nasz rynek może zalać wątpliwej jakości żywność, często modyfikowana genetycznie. Nasz rząd na razie bagatelizuje te obawy i już wyraził wstępne zainteresowanie porozumieniem.

Gdyby jednak – jakimś dziwnym trafem – te zapisy weszły w życie… Jestem ciekaw, co powiedzieliby pomysłodawcy tego projektu, gdyby – nie daj Boże – ich 12-, 13-letnia córka została zgwałcona, zaszła w ciąże i miałaby urodzić dziecko, które przez całe życie będzie jej przypominało o traumie. I co takie dziecko usłyszy, kiedy zapyta: gdzie jest i kim jest mój tata. Przecież nie wolno kłamać…

Inną interesującą kwestią jest ta, iż chcą zmusić kobiety do rodzenia niepełnosprawnych dzieci bez zapewnienia im jakiejkolwiek pomocy. Nie mają żadnej oferty dla matki, która będzie musiała poświęcić całe swoje życie, by podtrzymywać przy życiu swoje dziecko. A nie, sorry, pięć stówek na konto wpadnie.

Ten projekt nie zapobiegnie aborcjom, poszerzy jedynie podziemie aborcyjne.

Lepiej więc chuchać na zimne, dlatego… Walczcie dziewczyny!

PS. Swoją drogą ciekawe, że o losie młodych kobiet decydują kawaler w wieku emerytalnym z kotem, baba po 50-ce i facet – pionek, a dziobem najwięcej kłapie bezdzietna czarownica z miotłą-niewidką.…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz