W
ten poniedziałek ulice polskich miast staną się czarne, a wiele kobiet nie
stawi się w pracy, by zaprotestować przeciwko planom rządu dot. zaostrzenia
ustawy antyaborcyjnej, mającej w praktyce zakazywać aborcji. Z jednej strony
jest on jak najbardziej wskazany, bo projekt zawiera szereg zapisów ograniczających
wolność kobiet i mogących mieć realny wpływ na życie i zdrowie zarówno matki,
jak i dziecka, z drugiej zaś niektóre podnoszone argumenty są po prostu wyssane
z palca. W projekcie nie ma np. ani słowa o zakazie badań prenatalnych czy
bezwzględnej karze więzienia dla lekarza oraz kobiety, która straci dziecko (a
i takie opinie słyszałem).
Jakkolwiek
popieram ten protest, bo rządzącym się w dupach przewraca i uważają się za władców
ludzkich sumień, a sam projekt jest szkodliwy dla kobiet, to uważam, że cała ta
afera jest… trochę naciągana (o czym później). Oczywiście jest pomysł, pojawiła
się stosowna reakcja. I bardzo dobrze, tyle tylko, że ta ustawa i tak nie ma
szans powodzenia. Przyjęcie jej w takim kształcie byłoby dla PiS strzałem w
skroń. I to bez pudła.
Stąd
pojawiły się doniesienia, iż premier Jarosław Kaczyński nakazał swoim
podwładnym prace nad liberalizacją ustawy. On sam głosował zresztą za
przekazaniem do komisji obu obywatelskich projektów, choć pewnie tylko dlatego,
by nie dać wyborcom pretekstu, że nie wywiązuje się z obietnic danych w
kampanii wyborczej. Doskonale wiedział, że jego koledzy załatwiają całą robotę,
a on znowu będzie miał czyste ręce i będzie mógł powiedzieć: „to nie ja”.
Wracając
do naciągania. Zawsze, bez względu na partię rządzącą, tego typu kwestie
(aborcja, in vitro, związki partnerskie itp.) są poruszane w momencie, gdy
trzeba zatuszować aferę lub inny, niewygodny projekt. Nie inaczej jest i tym
razem, bo Unia Europejska pracuje właśnie nad umową handlową z Kanadą (CETA),
która może doprowadzić do ruiny wiele rodzimych gospodarstw rolnych (zwłaszcza
tych mniejszych) i wpłynąć na wzrost bezrobocia w kraju. Ponadto nasz rynek
może zalać wątpliwej jakości żywność, często modyfikowana genetycznie. Nasz
rząd na razie bagatelizuje te obawy i już wyraził wstępne zainteresowanie
porozumieniem.
…
Gdyby
jednak – jakimś dziwnym trafem – te zapisy weszły w życie… Jestem ciekaw, co
powiedzieliby pomysłodawcy tego projektu, gdyby – nie daj Boże – ich 12-, 13-letnia
córka została zgwałcona, zaszła w ciąże i miałaby urodzić dziecko, które przez
całe życie będzie jej przypominało o traumie. I co takie dziecko usłyszy, kiedy
zapyta: gdzie jest i kim jest mój tata. Przecież nie wolno kłamać…
Inną
interesującą kwestią jest ta, iż chcą zmusić kobiety do rodzenia
niepełnosprawnych dzieci bez zapewnienia im jakiejkolwiek pomocy. Nie mają
żadnej oferty dla matki, która będzie musiała poświęcić całe swoje życie, by
podtrzymywać przy życiu swoje dziecko. A nie, sorry, pięć stówek na konto
wpadnie.
Ten projekt nie zapobiegnie aborcjom, poszerzy jedynie podziemie aborcyjne.
Ten projekt nie zapobiegnie aborcjom, poszerzy jedynie podziemie aborcyjne.
Lepiej
więc chuchać na zimne, dlatego… Walczcie dziewczyny!
PS. Swoją
drogą ciekawe, że o losie młodych kobiet decydują kawaler w wieku emerytalnym z
kotem, baba po 50-ce i facet – pionek, a dziobem najwięcej kłapie bezdzietna
czarownica z miotłą-niewidką.…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz