Szukaj na tym blogu

czwartek, 6 października 2016

Ogólnopolski Strajk Kobiet - Runda II. Tylko... z jakim hasłem?



24 października ma się odbyć runda druga Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Jakkolwiek popierałem Czarny Protest (ten pewnie też będzie czarny), tak z tą inicjatywą nie mogę się zgodzić. A przynajmniej mam wobec niej większe wątpliwości.

- Moim marzeniem jest to, abyśmy dawały złej władzy w kość w każdej istotnej społecznie sprawie. Oni już się boją - w sprawie ustawy antyaborcyjnej już wiją się. Żałośnie. Niech się boją cały czas - czytamy w poście zachęcającym do wzięcia udziału w proteście. Ale skoro "istotna społecznie sprawa" właśnie przepadła w Sejmie, to z jakimi hasłami ma się odbyć kolejny marsz?

Zresztą, nie to mnie interesuje najbardziej, a sama idea. Otóż jeżeli manifestacja odbędzie się bez wyraźnego powodu, a jedynie pod tym wskazanym we wpisie, to władza dostanie do ręki bat - skoro dla nich Czarny Protest nie był ani walką "o godność kobiet", ani "o ochronę życia kobiet i dzieci", ani "przeciwko zmianom w prawie aborcyjnym", a jedynie manifestacją antyrządową, to teraz dostanie tego potwierdzenie. W pierwszym przypadku byli w błędzie, w drugim mieliby już trochę racji. Sam bym tak pomyślał.

Ja też jestem za tym, aby ten rząd jak najszybciej odszedł. I nie dlatego, że poprzednie osiem lat było takie super. Przecież PO też kradło nasze pieniądze, ale PiS - oprócz pieniędzy - kradnie także naszą wolność i robi zamach na konstytucję zbliżając nas do Białorusi. Nie wydaje mi się jednak, by inicjatywa Ogólnopolskiego Strajku Kobiet potrzebowała ciągu dalszego, jeżeli oczywiście do 24 października nie wydarzy się nic w sprawie, dla której powstała. 

A wydarzyć się może, bo przecież PiS zapowiedziało pracę nad własnym projektem ustawy antyaborcyjnej oraz - co akurat jest krokiem w dobrą stronę - nad trzema innymi programami: "wsparcia dla rodzin i matek, które zdecydują się na urodzenie i wychowanie dzieci z tzw. trudnych ciąż, wsparcia dla rodzin, które wychowują dzieci niepełnosprawne i wsparcia dla kobiet, które zdecydują się donosić ciąże w najtrudniejszych dla siebie sytuacjach". 

Trzeba im patrzeć na ręce, sprawdzać, ale reagować dopiero wtedy, gdy ma się dokument w ręku. W innym przypadku OSK może sobie tylko zaszkodzić.

To oczywiście moje zdanie. Jeżeli kobiety czują, że potrzebny jest kolejny protest, to ja będę trzymał kciuki. W końcu już raz pokazały swoją siłę.

niedziela, 2 października 2016

Czarny poniedziałek



W ten poniedziałek ulice polskich miast staną się czarne, a wiele kobiet nie stawi się w pracy, by zaprotestować przeciwko planom rządu dot. zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, mającej w praktyce zakazywać aborcji. Z jednej strony jest on jak najbardziej wskazany, bo projekt zawiera szereg zapisów ograniczających wolność kobiet i mogących mieć realny wpływ na życie i zdrowie zarówno matki, jak i dziecka, z drugiej zaś niektóre podnoszone argumenty są po prostu wyssane z palca. W projekcie nie ma np. ani słowa o zakazie badań prenatalnych czy bezwzględnej karze więzienia dla lekarza oraz kobiety, która straci dziecko (a i takie opinie słyszałem). 

Jakkolwiek popieram ten protest, bo rządzącym się w dupach przewraca i uważają się za władców ludzkich sumień, a sam projekt jest szkodliwy dla kobiet, to uważam, że cała ta afera jest… trochę naciągana (o czym później). Oczywiście jest pomysł, pojawiła się stosowna reakcja. I bardzo dobrze, tyle tylko, że ta ustawa i tak nie ma szans powodzenia. Przyjęcie jej w takim kształcie byłoby dla PiS strzałem w skroń. I to bez pudła.

Stąd pojawiły się doniesienia, iż premier Jarosław Kaczyński nakazał swoim podwładnym prace nad liberalizacją ustawy. On sam głosował zresztą za przekazaniem do komisji obu obywatelskich projektów, choć pewnie tylko dlatego, by nie dać wyborcom pretekstu, że nie wywiązuje się z obietnic danych w kampanii wyborczej. Doskonale wiedział, że jego koledzy załatwiają całą robotę, a on znowu będzie miał czyste ręce i będzie mógł powiedzieć: „to nie ja”.

Wracając do naciągania. Zawsze, bez względu na partię rządzącą, tego typu kwestie (aborcja, in vitro, związki partnerskie itp.) są poruszane w momencie, gdy trzeba zatuszować aferę lub inny, niewygodny projekt. Nie inaczej jest i tym razem, bo Unia Europejska pracuje właśnie nad umową handlową z Kanadą (CETA), która może doprowadzić do ruiny wiele rodzimych gospodarstw rolnych (zwłaszcza tych mniejszych) i wpłynąć na wzrost bezrobocia w kraju. Ponadto nasz rynek może zalać wątpliwej jakości żywność, często modyfikowana genetycznie. Nasz rząd na razie bagatelizuje te obawy i już wyraził wstępne zainteresowanie porozumieniem.

Gdyby jednak – jakimś dziwnym trafem – te zapisy weszły w życie… Jestem ciekaw, co powiedzieliby pomysłodawcy tego projektu, gdyby – nie daj Boże – ich 12-, 13-letnia córka została zgwałcona, zaszła w ciąże i miałaby urodzić dziecko, które przez całe życie będzie jej przypominało o traumie. I co takie dziecko usłyszy, kiedy zapyta: gdzie jest i kim jest mój tata. Przecież nie wolno kłamać…

Inną interesującą kwestią jest ta, iż chcą zmusić kobiety do rodzenia niepełnosprawnych dzieci bez zapewnienia im jakiejkolwiek pomocy. Nie mają żadnej oferty dla matki, która będzie musiała poświęcić całe swoje życie, by podtrzymywać przy życiu swoje dziecko. A nie, sorry, pięć stówek na konto wpadnie.

Ten projekt nie zapobiegnie aborcjom, poszerzy jedynie podziemie aborcyjne.

Lepiej więc chuchać na zimne, dlatego… Walczcie dziewczyny!

PS. Swoją drogą ciekawe, że o losie młodych kobiet decydują kawaler w wieku emerytalnym z kotem, baba po 50-ce i facet – pionek, a dziobem najwięcej kłapie bezdzietna czarownica z miotłą-niewidką.…