Najsampierw
– jak mawiał mój ksiądz proboszcz, który wyprowadzając się z plebanii zostawił
w niej tylko ściany (ma więc sporo wspólnego z politykami) – muszę się
przyznać: głosowałem na Pawła Kukiza. Dla JOW-ów? Bo przekonywał mnie jego
program? Przeciwko PBK? Nic z tych rzeczy. Jasne było, że w drugiej turze i tak
będzie Komorowski z Dudą albo Duda z Komorowskim, żeby nikogo nie urazić, i
wtedy już wyboru wielkiego mieć nie będę. Z mojej strony to była czerwona
kartka dla – pardon – klasy politycznej. Kukiz nie zna się na polityce, na
rządzeniu, ale pokazał „fakolca” tym wszystkim Kopaczom, Kaczyńskim i innym
oszołomom. I był w tym wszystkim po prostu szczery. Może więc tego – poza niezbędnymi
zmianami, niekoniecznie w obszarze ordynacji wyborczej – ludzie oczekują?
Politycy
są tak bardzo oderwani od zwykłego obywatela, że i ja postanowiłem nieco od
polityków się oderwać, aczkolwiek mój głos oddany był z pełną premedytacją. Kilku
kandydatów od razu odrzuciłem – spoko, może nawet fajnie byłoby mieć prezydenta
w dresie albo prezydentową w halce z pierwszym waletem – ale chyba nie chodzi o
„fajność” w sprawowaniu tego urzędu. Nie ma także większego znaczenia, czy
facet jest z PiS, czy z PO, różnią się jedynie stylem uprawiania polityki. Prezydent
w tym kraju jest od podpisywania bądź od niepodpisywania tego, co mu pod nos
podsuną. I czy się to komuś podoba, czy nie, tak to na tę chwilę wygląda.
Obiecywanie czegokolwiek w tych wyborach nie ma większego sensu.
Bronek
szedł do wyborów, po reelekcję z hasłem na ustach: pierdolę, nie robię. Nie za
bardzo wiem czy dlatego, żeby nie spieprzyć, czy z lenistwa, czy chciał
powiedzieć: przecież i tak wygram. No i obudził się z ręką w nocniku i ma teraz
14 dni, by tę swoją kończynę z gówna wyciągnąć. I może mu się nawet to udać, bo
skoro w ciągu kilku miesięcy potrafił zjechać z 60-procentowego poparcia do 30-procentowego
to znaczy, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych…
Jeśli
zaś chodzi o Dudę. No sympatyczny z niego fajtłapa, powinni z Komorowskim podać
sobie ręce i dwuosobowo sprawować prezydenturę: ciamajda z ciamajdą zawsze się
dogada. Niemniej, jeśli ciamajda z tylnego siedzenia sterowany będzie przez
swego guru, może być „świata koniec”.
Endrju
pewnie wygra – nie dlatego, że miał zajebistą kampanię, a dlatego, że Bronek
nie miał jej wcale. Teraz próbuje się ratować, wypuszcza spoty, że chce przeprowadzić
referendum ws. JOW-ów, a wydaje mi się, że właśnie jeszcze bardziej się
ośmieszył i pogrążył. Także to pewnie jego ostatnie dwa tygodnie w roli
szoguna.