Maj. Miesiąc matur. Kasztany, słońce (czasem śnieg),
wszystko kwitnie. Pięknie jest. Niestety, nadmiar słońca też może zaszkodzić. I
szkodzi. Bo oprócz matur maj to także miesiąc Komunii Świętych. A jak Komunie,
to i prezenty. A jak prezenty, to… rodzicom odbija.
Nieopatrznie włączyłem wczoraj telewizor, co by zobaczyć, co
w świecie piszczy. Telewizor kineskopowy, więc za każdym razem obawiam się, że
jak go włączę to wybuchnie. Nie wybuchł. Myślę sobie, dobrze jest. Ale zanim zobaczyłem obraz usłyszałem, nie
tyle pisk, co jakiś warkot. Patrzę na tv, no stoi, cały, nie wybuchł. Myślę
więc, że Korea Północna wystrzeliła te swoje rakiety, co to podobno je mają.
Ale nie, dźwięk jakiś nie taki. To może czołg? Telewizor się włączył i ujrzałem…
quada. Quad, czołg, co za różnica. A no jest, bo to prezent, a czołg na prezent
średnio się nadaje. Zwłaszcza, że adresatem prezentu miał być… 8-letni chłopiec,
który w weekend ma Komunię.
Za moich czasów (uprzedzając pytania: nie, aż taki stary nie
jestem) dostawało się różaniec, zegarek, w najlepszym wypadku rower. Quadów w
zestawie komunijnych prezentów nie widziałem, więc wyboru wielkiego nie miałem.
Dzisiejsza lista prezentów prezentuje się niezwykle okazale. Zegarek? Wstyd.
Rower? Obciach. Różaniec? Babciu, daj spokój. Listę komunijnych podarunków
otwiera elektronika. Tablety, nołtbuki, smartfony to obiekty pożądania
współczesnych 8-latków. Albo ich rodziców? Dalej m.in. quady, operacje
plastyczne (chłopcy upodobniają się do płci pięknej, a piękna do brzydkiej),
skoki spadochronowe, no takie tam proste, niewyszukane prezenty. A potem idzie
ojciec do syna i pyta się, czy 8-latek da mu się przejechać quadem…
Prezenty prezentami, ale jest jeszcze wesele. Znaczy,
przyjęcie komunijne. A tu imprezy na kilkaset osób, limuzyny, zespoły, didżeje
i inne Weekendy. Przypominam, to ciągle Komunia. Trzysta dań, rewia mody, telewizje, wywiady,
celebryty. Nadal Komunia. Torty, fajerwerki, confetti, jachty, Baleary i inne
Komory…
Nie, to nie zazdrość z mojej strony. To pytanie typu „wtf?”
To po to dziecku Komunia, żeby jego rodzic mógł poszpanować przed rodziną i
znajomymi, pochwalić się „co to nie on” i że jego dziecko nie może być gorsze od innych? Ja
rozumiem, a przynajmniej staram się zrozumieć, wyścig szczurów w pracy, na studiach, ale wśród
8-latków? Quo vadis świecie, że tak górnolotnie zapytam.
Zakładam oczywiście, że dziecko takie wie przynajmniej, co
to Komunia, po co mu to, jaki jest jej sens. Jak nie od rodziców to z lekcji
religii. Zakładam też, że niektórzy rodzice są normalni i nie zapisują się do
tego wyścigu. Ale sam fakt, że są tacy rodzice i to wcale w niemałej liczbie,
jakoś mnie przeraża. I śmieszy.
PS. Za kilka lat, kiedy już ja zostanę ojcem, moje
dziecko będzie szło do Komunii, zajrzę tu i update’uje. Napiszę, że mój
syn/moja córka dostał/-a w prezencie lot w kosmos, dom pod Warszawą lub Nową
Zelandię. No, może niekoniecznie moje, ale podejrzewam, że i takie „wykręty”
się znajdą.