Czy mierzący 187 cm wzrostu i ważący 81 kg mężczyzna może się przewracać na wietrze? Czy w jednej drużynie piłkarskiej na boisku może jednocześnie przebywać czternastu zawodników? Czy w trakcie meczu piłkarz może stawać na rękach? Po wczorajszych, pierwszych w tym sezonie, Gran Derbi na wszystkie te pytania odpowiedź brzmi: TAK, MOŻE!
Wczoraj Real Madryt podejmował na Santiago Bernabeu Barcelonę w pierwszym ćwierćfinałowym meczu Pucharu Króla. 2:1 wygrali goście, choć do szatni to „Królewscy", za sprawą Cristiano Ronaldo, schodzili z przewagą jednej bramki.
Było to już 217 spotkanie obu drużyn w historii, jednak – śmiem twierdzić – pod wieloma względami było wyjątkowe. Rzadko się zdarza, by w starciu obu ekip napastników wyręczali obrońcy – obie bramki dla Barcelony zdobyli defensorzy (odpowiednio Puyol i Abidal). Za równie niespotykaną sytuację należy uznać fakt, iż – moim zdaniem – najlepszym piłkarzem na boisku był… prawy obrońca pokonanych, Hamit Altintop. A już niewiarygodną sprawą jest, by zawodników przyćmili komentatorzy, a to właśnie oni byli największymi gwiazdami wczorajszego „starcia gigantów”.
Transmisję ze spotkania przeprowadził SportKlub. Relacjonowali je Bartłomiej Rabij (zdeklarowany fan Barcelony) oraz Bartłomiej Grzywacz (równie zdeklarowany fan Realu). Łącząc komentarz obu Panów można było dojść do wniosku, że Barcelona ma na boisku… czternastu zawodników! Na prawej obronie obok Daniego Alvesa (wg zdeklarowanego fana Realu) jak cień podążał Dani Alvis (wg zdeklarowanego fana Barcelony), w pomocy Hiszpana Andresa Iniestę wspierał – chyba Norweg – Anders Iniesta, w ataku natomiast grało dwóch Alexisów Sanchezów – Argentyńczyk i Chilijczyk. A reszta wiadomo – Pinto (zastępujący Valdeza), Puyol, Pique, Abidal, Xavi, Sergio Busquets, Messi i Fabregas. Jak nic, czternastu. W Realu bez niespodzianek, ledwie jedenastu… no, w porywach dwunastu graczy, gdyż Portugalczyk Pepe raz był Portugalczykiem, raz Brazylijczykiem. Ale to drobiazg.
W trakcie meczu pojawiła się dygresja dotycząca Benfiki Lizbona i okazało się, że jedna z polskich drużyn – nie wiadomo czy Legia czy Wisła – została w losowaniu oszukana i zagra właśnie z Benfiką! Ech, ze Sportingiem byłoby łatwiej, ale cóż, los bywa złośliwy…
W trakcie meczu pojawiła się dygresja dotycząca Benfiki Lizbona i okazało się, że jedna z polskich drużyn – nie wiadomo czy Legia czy Wisła – została w losowaniu oszukana i zagra właśnie z Benfiką! Ech, ze Sportingiem byłoby łatwiej, ale cóż, los bywa złośliwy…
Wracając do przebiegu meczu… W szeregach obronnych Realu największe spustoszenie siał… wiatr, który niczym latawcem miotał mierzącym 187 i ważącym 81 kg Pepe. W efekcie Portugalczyk zwany od czasu do czasu Brazylijczykiem kilkukrotnie lądował na murawie. Ba, mało się kontuzji twarzy nie nabawił! A skoro mowa o Pepe – był…
... jest (jak widać na załączonym obrazku piłkarz może stawać na rękach w trakcie meczu, a w zasadzie nie na rękach, a na ręce i nie na swojej, a na cudzej – sędzia nie zauważył i Pepe grał dalej)…
… i będzie… no właśnie, jak to napisać, żeby nie obrazić idiotów, debili, wariatów, psycholi, kretynów, buców? A, szkoda słów. Wyświadczyłby futbolowi ogromną przysługę zgłaszając się na leczenie psychiatryczne.
Przed meczem spodziewałem się gradu… czerwonych kartek. Jedna by została pokazana, gdyby sędzia zauważył chodzącego po rękach Messiego Pepe. Druga, można przypuszczać, zostałaby wręczona Marcelo, gdyby tylko ten grał. Niestety Brazylijczyk (choć w dzisiejszej piłce nie można być niczego pewnym, może to Szwed) na boisko nie wszedł i skończyło się na kilku żółtych kartonikach. Szkoda, zawsze to dodałoby kolorytu meczowi.
Nie jestem wielkim fanem Gran Derbi, gdyż nie jestem fanem żadnej z tych drużyn. W kategoriach meczu to zwykłe spotkanie, natomiast przy okazji znakomite kino akcji i komedia w jednym. Kto nigdy nie widział to polecam gorąco!